Więcej światła na obraz rynku rzucają indeksy WIG i TechWIG, gdzie mamy wyraźnie widoczne ruchy powrotne do rocznych linii trendu. Niestety, przeciągają się one w czasie, co w jakimś sensie osłabia taką interpretację. Jednocześnie dopóki sygnały nie zostaną zanegowane nie ma powodów, by im nie wierzyć. A na ich podstawie trzeba spodziewać się dalszej przeceny. Akurat w tym względzie wszystko jest dość jasne. Przełamanie 1636 pkt byłoby sygnał do rozpoczęcia kolejnej fali wyprzedaży, która sprowadziłaby WIG20 poniżej 1500 pkt.
Na razie jednak taka hipoteza to dość odległa perspektywa. Indeks ugrzązł pod poziomem 1700 pkt i żadna ze stron nie jest w stanie uzyskać wyraźniejszej przewagi. Sesje charakteryzuje dobrze sformułowanie: żal sprzedawać, strach kupować. Sygnały z gospodarki są bardzo dobre, więc szkoda byłoby się przedwcześnie pozbywać papierów. Równocześnie nawarstwiają się zagrożenia zarówno wewnętrzne, związane z polityką rzutującą głównie na reformę finansów publicznych, jak i zewnętrzne wynikające z przeceny na emerging markets, która wynikała z obaw o stopy procentowe i sytuację chińskiej gospodarki. Teraz presję wywołują rosnące ceny ropy, ale tu wpływ nie jest jednoznaczny. Zwiększa się presja inflacyjna, ale też wiele notowanych na giełdach firm paliwowych korzysta na wysokich cenach ropy.
Do tego dochodzi ostatni spadek dolara, który może poprawić sytuację na rynku surowców - w przeliczeniu na inne waluty ceny surowców staną się bardziej atrakcyjne co może skłaniać do zakupów i w efekcie podbić ceny. Pytanie, co zwycięży - czy obawy, że dalszy wzrost cen surowców wymusi podwyżkę stóp, przystopuje gospodarkę i w rezultacie ograniczy popyt na surowce czy nadzieje że spółki surowcowe znów pokażą większe zyski.