Niskie w porównaniu z poniedziałkową sesją obroty nie wróżą rychłego rozstrzygnięcia. Podaż nie jest na tyle silna, by mocniej odepchnąć rynek od oporu, z drugiej strony jest wystarczająco duża, by nie dopuścić do przełamania go. Pokazała to dobitnie wczorajsza sesja - obroty były duże, wydawało się, że byki mają wszystkie atuty w ręku i nic. To może powodować zniechęcenie posiadaczy akcji i utwierdzać ich w przekonaniu, że rzeczywiście opór jest "nie-do-przebicia".
Głównym krótkoterminowym wsparciem jest linia łącząca majowe dołki. Przebiega na wysokości 1660 pkt. Dopóki nie zostanie przełamana można liczyć, że 1704 pkt zostaną jednak ostatecznie przebite. To otworzyłoby drogę do zwyżki ponad 1750 pkt i wyraźnie poprawiało nastroje na parkiecie. Wydaje się jednak, że trudno będzie inwestorom w najbliższym czasie znaleźć argumenty uzasadniające kupno akcji po coraz wyższych cenach. Przedłużający się marazm na rynku trzeba wiązać z niepewnością polityczną, która odstrasza zagranicznych graczy. Z drugiej strony, przyhamowany został napływ środków do funduszy inwestycyjnych a oferta rynku pierwotnego jest wciąż dość bogata. Można na nim kupić papiery bardziej atrakcyjnie wycenione niż na rynku wtórnym. Umacniająca się od maja złotówka będzie wywierać presję na marże eksporterów, co może odbić się niekorzystnie na wynikach za II kwartał. Ostrzeżeniem jest też wczorajszy debiut Hygieniki. Widać, że inwestorzy nie kupują już papierów "jak leci". To może sygnalizować pewien przesyt akcjami.
Przez pierwsze trzy kwadranse dzisiejszej sesji WIG20 balansował na wysokości 1700 pkt. Obroty nie przekroczyły 50 mln zł. Najaktywniej handlowano walorami KGHM, TP i Pekao. Ale w przypadku PKN właściciela zmieniło zaledwie 40 tys. walorów. W takiej sytuacji trudno oczekiwać na jakąś radykalną zmianę sytuacji na rynku.