Zadowalająca jest natomiast szerokość rynku, gdzie wśród największych firm rosną kursy aż 15 z nich. Gorzej jest na szerokim rynku, gdzie w górę idzie zaledwie 40% spółek. W związku z tym chyba najtrafniejsza jest koncepcja oparta na kanale wzrostowym na wykresie indeksu WIG. Obejmuje on notowania od drugiej połowy maja. Górna granica znajduje się nieco poniżej 24,5 tys. pkt i dokładnie na jej wysokości wypadło wczorajsze maksimum.

Wydaje się więc, że warszawski parkiet znajduje się w punkcie zwrotnym. Albo uda się pokonać górną granicę kanału i tendencja zwyżkowa utrzyma się na dłużej, prowadząc do testu tegorocznego szczytu. Albo też są to ostatnie dni przewagi byków i następny tydzień będzie przebiegać pod znakiem spadku w kierunku dolnej granicy formacji. Jest szansa, że dzisiejsza sesja będzie wyraźną podpowiedzią, który z tych wariantów się zrealizuje. Jeśli indeksy nie zdołają wyraźniej wzrosnąć w inwestorach może utrwalić się przekonanie, że nie ma wystarczającego kapitału na parkiecie do zdobycia tak silnych oporów. To mogłoby wyzwolić większą podaż w następnych dniach.

Niepokojące są ostatnie doniesienia z amerykańskiej gospodarki. Cała seria lipcowych danych była gorsza od oczekiwań. Można się pocieszać, że giełdy nie za bardzo na nie zareagowały, ale z drugiej strony takie są prawa trendu bocznego - ważne informacje często są ignorowane, a poszczególne ruchy indeksów trudno uzasadnić konkretnymi zdarzeniami. Dobrze, że w ostatnich dwóch dniach wyraźnie poprawiły się obroty, co daje nadzieję na wykrystalizowanie się sytuacji w niedługim czasie. Dopóki S&P 500 pozostaje poniżej 1110 pkt uzasadnione jest podejście do amerykańskich rynków.

My jednak ostatnio bardziej patrzymy na węgierski parkiet, gdzie trwa mozolna wspinaczka w górę. BUX wyraźnie ma ochotę dotrzeć do górnej granicy trzyletniego kanału wzrostowego, znajdującej się nieco ponad 12,5 tys. pkt. Widoczna na tygodniowym MACD negatywna dywergencja znacznie ogranicza szanse na przekroczenie tego poziomu.