Poniedziałkowe minimum odnotowane zostało na poziomie 1,1780. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że trudno jest jednoznacznie wskazać bezpośrednie przyczyny takiego zdecydowanego umocnienia się waluty amerykańskiej. Piątkowe dane makro nie mogły zostać odczytane jako sprzyjające zielonemu, z Eurostrefy napłynęły korzystne informacje, tak więc przyczyną zapoczątkowania spadków eurodolara z pewnością nie były dane statystyczno - ekonomiczne. O pewnym zdezorientowaniu świadczyć może fakt, że w poniedziałek nie zobaczyliśmy nawet próby zajmowania pozycji przez byki. Wspólnej walucie nie były dzisiaj w stanie pomóc nawet lepsze od prognoz dane o produkcji przemysłowej w Niemczech, która wzrosła we wrześniu o 1,2 proc. miesiąc do miesiąca, po spadku w sierpniu o 1,5 proc. Analitycy spodziewali się wzrostu o 0,9 proc. Niepokój wśród inwestorów zainteresowanych długimi pozycjami po wyłamaniu się z widocznej na rynku konsolidacji jest więc niezaprzeczalny. Dolarowi sprzyja również sytuacja na rynku ropy naftowej, gdzie cena baryłki crude spadła dzisiaj poniżej 60 dolarów. Większość pojawiających się na rynku komentarzy na temat sytuacji euro do dolara jako główną przyczynę zwiększenia popytu na zielonego podaje zróżnicowanie poziomu stóp procentowych w Eurolandzie i Stanach Zjednoczonych i ewentualne przyszłe zmiany właśnie w tej kwestii. Jak pamiętamy podczas posiedzenia 1 listopada Fed podwyższył, już po raz 12., główną stopę procentową o 25 punktów bazowych, do 4,00 proc., i wskazał w komunikacie na możliwe kolejne podwyżki stóp. Tymczasem Europejski Bank Centralny utrzymuje swoją benchmarkową stopę procentową na poziomie 2,0 proc. od czerwca 2003 r., a szef EBC Jean-Claude Trichet stwierdził po ostatnim posiedzeniu banku 3 listopada, że stopy procentowe w eurolandzie są na odpowiednim poziomie.
O godzinie 15:30 jedno euro wyceniane było na 1,1797 dolara. Statystycznie są to najniższe poziomy od maja zeszłego roku!
Sytuacja techniczna eurodolara: piątkowe wyłamanie się z widocznej od początku października konsolidacji stało się faktem. Czysto technicznie powróciliśmy do średnioterminowego kanału spadkowego. Na rynku zdecydowanie dominuje nastrój prodolarowy. Przewaga popytu na dolara względem podaży jest przytłaczająca. Dzisiejsze tylko nieznaczne pogłębienie ostatnich dołków w perspektywie najbliższych sesji świadczyć może o częściowym wyhamowaniu trendu, co prowadziłoby do jego spłycenia i w konsekwencji wykształcenia pierwszej korekty technicznej. Jak na razie nie można jeszcze mówić o budowaniu bazy pod ewentualne skorygowanie ostatnich spadków. Wskaźniki techniczne podpowiadają, że najprawdopodobniej znajduje się ona poniżej dzisiejszych minimów. Najbliższy opór jest na poziomie 1,1850, a wsparcie na 1,1760.
RYNEK KRAJOWY
Kolejna fala przyśpieszonego wycofywania się kapitału z naszego rynku - tak najkrócej scharakteryzować można dzisiejsze zachowanie na polskich rynkach finansowych. W ślad za spadkami na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych tracił również złoty. Inwestorzy w oczekiwaniu na czwartkowe głosowanie nad votum zaufania dla mniejszościowego rządu wolą przynajmniej na jakiś czas opuścić nasz rynek. Ekstremum na parze EUR/PLN w godzinach popołudniowych sięgnęło 4,0400, natomiast na USD/PLN 3,4200. Z punktu widzenia zeszłotygodniowych notowań skala obecnych wzrostów na głównych krosach może robić wrażenie. Do 10 listopada mamy jeszcze trochę czasu, a informacje, które zostały opublikowane w dniu dzisiejszym wpłynąć mogą na przynajmniej częściowe uspokojenie nastrojów. Optymistyczne były zwłaszcza wypowiedzi premiera Kazimierza Marcinkiewicza na temat Deficytu budżetowego na rok 2006. Premier jasno dał do zrozumienia, że deficyt będzie na pewno obniżony wobec zaproponowanych przez poprzedni rząd 32,575 mld zł, dodał jednocześnie, że w rządzie obecnie toczy się dyskusja na temat ostatecznej wysokości deficytu na rok 2006. Elementem przemawiającym za nie do końca uzasadnionym tak silnym i dynamicznym osłabieniem złotego jest również dzisiejszy przetarg bonów skarbowych. Zgodnie z opublikowanym komunikatem Ministerstwo Finansów sprzedało na poniedziałkowym przetargu zorganizowanym w imieniu Narodowego Banku Polskiego (NBP) roczne bony skarbowe o wartości 400 mln zł, czyli całą ofertę. Zgłoszony popyt wyniósł aż 1,02 mld złotych. Jeżeli do tego wszystkiego dodamy jeszcze pojawiające się w kuluarach rządowych plotki o tym, że rząd dostanie votum zaufania, to wydaje się, że pomimo wyraźnego jeszcze ryzyka dalszego osłabienia się złotego sprzedaż walut przy obecnych poziomach nie jest pozbawiona sensu.