niejednoznaczny wydźwięk czwartkowych informacji statystyczno-ekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych. Wiadomość o wzroście liczby tzw. nowych bezrobotnych nie wywołała większej reakcji. Wyższy niż oczekiwano wskaźnik aktywności biznesu w regionie Chicago (spadł on w grudniu do 61,5 pkt, wobec prognozowanego obniżenia do 60,4 pkt) mógł poprawić nastroje. Nie doszło do tego, bo większy niż prognozowano okazał się listopadowy spadek sprzedaży domów na rynku wtórnym. Zgodnie z ogłoszonym komunikatem wskaźnik pokazał spadek w listopadzie o 1,7 proc. do 6,97 mln sztuk w ujęciu rocznym i była najniższa od marca. Ci inwestorzy więc, którzy zdecydowali się na handel w końcówce 2005 roku nie mieli wyraźnych podstaw do podejmowania bardziej zdecydowanych działań w postaci kupna lub sprzedaży waluty.
Piątek pod kątem informacji makroekonomicznych będzie bardzo ubogi. Liczyć się więc można z powrotem na rynek eurodolara sennej atmosfery.
Sytuacja techniczna: ostatnie przetasowania cen pomimo, że wprowadziły na rynek trochę zamieszania nie potwierdziły jeszcze trwalszego powrotu niedźwiedzi. Po wczorajszym naruszeniu wsparcia w rejonie 1,1840 kurs bardzo szybko powrócił powyżej tego miejsca charakterystycznego. Taka huśtawka cen świadczy o płytkości rynku i małej liczbie realizowanych transakcji. Dzisiejsza sesja upłynie najprawdopodobniej pod znakiem niewielkiej, acz widocznej przewagi podaży nad popytem Celem dla widocznych już w godzinach porannych spadków jest ponownie wsparcie znajdujące się w okolicy 1,1840 - 1,1830. Silny opór natomiast znajduje się dalszym ciągu w rejonie 1,1940 - 1,1950.
RYNEK KRAJOWY
Otwarcie piątkowej sesji na krajowym rynku walutowym zbliżone było do tego, co mogliśmy zobaczyć pod koniec wczorajszych kwotowań. Mamy więc do czynienia z dalszym ciągiem miedzyświątecznej atmosfery na rynku złotego podczas której obserwujemy systematyczne osłabianie się naszej waluty. O godzinie 09:15 jedno euro kosztowało 3,8550, natomiast za dolara trzeba było zapłacić 3,2500 złotego.