Poniedziałkowa pierwsza cześć sesji ze względu na brak istotniejszych danych makroekonomicznych przyniosła utrzymanie notowań waluty europejskiej względem dolara w wąskiej konsolidacji ograniczonej poziomami: 1,2190 - od góry i 1,2160 od dołu. Tymczasowy spokój na rynku eurodolara sygnalizowany jest przez zmiany, jakie dokonują się na rynkach surowców. W ciągu ostatnich kilku dni doszło do wyraźnych wzrostów cen ropy naftowej, co może mieć wkrótce swój oddźwięk również na notowaniach waluty amerykańskiej. W poniedziałek jedną baryłkę crude wyceniano na prawie 64 dolary. O godzinie 14:00 natomiast zgodnie z notowaniami na rynku międzybankowym jedno euro wyceniane było na 1,2173 dolara.
Analizując rynek eurodolara pod kątem zmian wynikających z informacji statystyczno-ekonomicznych zwrócić trzeba szczególną uwagę na zapowiedziana na dzisiaj publikację indeksu wskaźników wyprzedzających. Potwierdzenie się prezentowanych przez specjalistów negatywnych prognoz i braku reakcji na nie inwestorów może być pierwszą wyraźniejszą oznaką zbliżającej się korekty.
Sytuacja techniczna eurodolara: weekend pomimo nowego szczytu 1,2203 nie zmienił wiele w dotychczasowym obrazie tej pary. Presja na słabszego dolara widocznie osłabła. Byki jednak nie zrezygnowały, czego dowodem może być brak wyraźniejszych sygnałów na umocnienie waluty amerykańskiej względem euro podczas dzisiejszej sesji. Utrzymanie się widocznej od piątku na rynku konsolidacji oznaczać może w perspektywie kilku najbliższych sesji początek kolejnej fali wzrostowej. Zanegowaniem takiego scenariusza byłoby zejście kursu poniżej 1,2140 - 1,2150, czyli pierwszego istotnego wsparcia.
RYNEK KRAJOWY
Po weekendzie na krajowy rynek walutowy powróciła nerwowość, a wraz z nią deprecjacja polskiej waluty. Przyczyną widocznego od samego rana osłabienia się złotego względem głównych walut była ponownie polityka. Zapowiedź złożenia wniosku o samorozwiązanie parlamentu przez prezesa PiS-u Jarosława Kaczyńskiego i de facto rozłam w pakcie stabilizacyjnym zdezorientowały inwestorów. O godzinie 14:00 za jedno euro trzeba było zapłacić 3,8870, a za jednego dolara 3,1880 złotego. W stosunku zatem do piątkowych dołków mówić możemy o wzrostach kursu rzędu około 6 groszy. Obserwując obecną sytuację na polskiej scenie politycznej nie trudno dojść do przekonania, że zapowiedź złożenia wniosku o samorozwiązanie sejmu jest jedynie zagraniem taktycznym. Na chwilę obecną nie ma bowiem realnych szans, aby uzyskał on ustawową większość. Inwestorów niepokoi w związku z tym najprawdopodobniej głównie przyszłość paktu stabilizacyjnego. Ostatnie wypowiedzi prezesa PiS wskazują, że bierze on pod uwagę możliwość stworzenia rządu z Samoobroną, a to mocno skomplikowałoby sytuację na polskim rynku kapitałowym.