Obserwowane niewielkie umocnienie polskiej waluty, pomimo że sprawia wrażenie, iż spowodowała je zapowiedź powrotu do rządu byłej wicepremier i minister finansów Zyty Gilowskiej, to raczej ma charakter techniczny.
Powrót Gilowskiej bowiem tak naprawdę nic nie zmienia. Wątpliwe jest bowiem, żeby rząd wrócił do zarzuconych ostatnio planów obniżenia składki rentowej, które to jeszcze przed pół roku były czołową reformą forsowaną przez profesor Gilowską. Co więcej, można się zastanawiać czy nowej-starej minister, więcej czasu niż reformowanie finansów, nie zajmie oczyszczanie się z zarzutów współpracy ze służbą bezpieczeństwa, jeżeli w życie wejdzie forsowana przez PiS nowa ustawa lustracyjna. Powrót Gilowskiej może też być nawet oznaką pewnej nieprzewidywalności polskiej polityki. Wszak czterech ministrów finansów na przestrzeni roku, to chyba swoisty rekord cywilizowanego świata.
Ponadto na to, że rynek walutowy jest obecnie głuchy nie tylko na kwestie polityczne, ale po części już nawet na kwestie budżetowe, najlepiej wskazuje zupełny brak reakcji na ostatnie groźby wyjścia z koalicji ze strony wicepremierów Leppera i Giertycha. Inwestorzy najwyraźniej doszli do wniosku, że groźby te są niewiele warte i są jedynie formułowane w celu zaakcentowania socjalnej twarzy dane partii przed listopadowymi wyborami samorządowymi.
Dzisiejsze spadki EUR/PLN i USD/PLN stanowią korekcyjny ruch w trwających już miesiąc wzrostach obu par, po tym gdy w ostatnich trzech, czterech dniach proces osłabienia złotego wyraźnie wyhamował. Korekta ta może, ale nie musi, być kontynuowana zwłaszcza w przypadku EUR/PLN. Kurs euro po trzech dniach prób wybicia się ponad strefę podażową 3,99-4,00 zł, jaką tworzy 50 proc. zniesienie czerwcowo-sierpniowych spadków oraz psychologiczny poziom 4 zł, wczoraj pod koniec dnia wybił się dołem z kanału wzrostowego w jakim wykres godzinowy EUR/PLN poruszał się od 10 sierpnia. To pozwala oczekiwać spadków do 3,95 zł.
Spadki mogą też być udziałem USD/PLN. Para ta podobnie jak EUR/PLN zatrzymała się na poziomie 50 proc. zniesienia wcześniejszych silnych spadków. I jakkolwiek na wykresach wciąż przewagę posiada popyt, to można sobie wyobrazić spadek do 3,10 zł, czyli do dolnego ograniczenia miesięcznego kanału wzrostowego na wykresie godzinowym dolara.