W tej chwili, jedynie gwałtowne załamanie na rynkach emerging markets, mogłoby zmusić RPP do wcześniejszego zaostrzenia polityki monetarnej.
Dzisiejsze, jak prawdopodobnie, jeszcze dwa następne posiedzenia RPP, będą pozostawać po za zainteresowaniem rynku. Takie zainteresowanie natomiast może wzbudzać wybór następcy profesora Leszka Balcerowicza na fotelu Prezesa Narodowego Banku Polskiego. Doniesienia prasowe, jak również zapowiedź szefa Kancelarii Prezydenta, że termin wyboru nowego kandydata przesunął się na koniec roku, sugerują, że Prezydent ma duży problem z wyborem, po czwartkowej rezygnacji z kandydowania dr hab. Jana Silmickiego (był on oficjalnym kandydatem dwa dni).
Problem ten może się wiązać z koniecznością skonsultowania przez Prezydenta decyzji z liderami koalicjantów PiS. Z wypowiedzi polityków Ligi Polskich Rodzin wynika bowiem, że prawdziwym powodem rezygnacji Sulmickiego nie były "powody rodzinne", jak głosił oficjalny komunikat, ale brak akceptacji jego osoby przez LPR. Zresztą wczoraj partia ta postawiła swego rodzaju ultimatum, że poprze tylko kandydata, który będzie sprzeciwiał się wprowadzeniu w Polsce euro.
Niewątpliwie, póki co wybór nowego szefa NBP, budzi co najwyżej niesmak. Nie można jednak wykluczać, że jeszcze zrobi się z tego pewne zamieszanie na rynku, jeżeli Prezydent będzie zwlekał z decyzją do ostatniej chwili. Na chwilę obecną nie ma też powodów, żeby zakładać najczarniejszy scenariusz, czyli ten wg którego, 10 stycznia 2007 roku, kiedy kończy się kadencja profesora Balcerowicza, nie zostanie wybrany jego następca.
Marcin R. Kiepas