[b]Kęty po raz kolejny publikują roczną prognozę finansową. Robią to nawet wtedy, gdy inne firmy zasłaniają się „dynamicznymi zmianami otoczenia gospodarczego”.[/b]
To już pewnego rodzaju tradycja. Chcemy być fair w stosunku do wszystkich akcjonariuszy. Przedstawiamy możliwie najbardziej wyważone prognozy, oparte na konkretnych założeniach makroekonomicznych.
[b]Podania prognoz oczekują instytucje finansowe, które mają dominujący udział w kapitale spółki?[/b]
Niezupełnie. W ten sposób prowadzimy po prostu relacje inwestorskie z rynkiem.
[b]W tym roku zaledwie kilka spółek zaprezentowało w prognozach dodatkowe założenia makroekonomiczne. Skąd zarząd bierze takie dane, jak oczekiwany wzrost PKB, inflacja, ceny aluminium czy przewidywane kursy walut? [/b]
To konsensus powstały na podstawie różnych źródeł. Historia pokazuje, że nieźle dobieramy wskaźniki. Przy sporządzaniu budżetu korzystamy z szacunków rządowych, Narodowego Banku Polskiego czy innych renomowanych instytucji.
[b]Który z elementów prognozy jest najtrudniejszy do oszacowania?[/b]
Zdecydowanie kurs złotego względem innych walut.
[b]Co można powiedzieć o tegorocznej prognozie w kontekście wyników za styczeń czy luty? [/b]
Podtrzymujemy naszą projekcję. Mroźna i długa zima będzie mieć jednak wpływ na wyniki w I kwartale. Martwi nas głównie widoczny impas inwestycyjny na rynku, który przekłada się na mniejszą liczbę zleceń w branży budowlano-montażowej.
[b]Dziękuję za rozmowę. [/b]