Branża gastronomiczna szczególnie mocno odczuła zawirowania związane z pandemią koronawirusa w efekcie nie tylko lockdownów, ale też utrzymujących się w sumie siedem miesięcy blokad działalności – restauracje mogły pracować tylko w formule z dostawą lub sprzedawać na wynos. Po kilku miesiącach względnej normalności, choć z 50-procentowym ograniczeniem liczby zajmowanych miejsc przez gości, obecnie znowu obniżono ten limit do 30 proc.
W efekcie firmy nie mają szans na odrabianie strat, a muszą jeszcze zmagać się z ogromnym wzrostem kosztów – od produktów spożywczych po energię czy gaz.