Korekta spadków na rynku amerykańskim jest bardzo prawdopodobna, ale nawet jeśli wystąpi, to trzeba pamiętać, że rynek jest w bessie i trendzie spadkowym. Na naszej giełdzie istnieje spora szansa na wzrost: obraz rynku w analizie technicznej wygląda zachęcająco, a nadzieje na działalność OFE w tym kwartale są bardzo duże.
Rynek amerykańskiPoczątek minionego tygodnia sugerował zupełnie jednoznacznie, że rynki będą testowały kolejne wsparcia. Inwestorów ogarnęła znowu przemożna chęć sprzedaży. Sytuację pogarszał fakt, że biura masowo wzywały klientów do uzupełniania depozytów lub podjęcia decyzji o sprzedaży akcji. Jednak nagle, w czwartek rynek ruszył gwałtownie do góry.Rozchwiane rynkiPierwsze pytanie: dlaczego w ogóle wzrosło? Dell pochwalił się, że nie da ostrzeżenia, Lucent nie zbankrutował, kilku oficjeli wypowiedziało się w sprawie recesji (że jej nie będzie), kilka podwyższonych rekomendacji, zamykanie krótkich pozycji... wszystko. Co się zmieniło w skali makro? Dokładnie nic, zero. Nie ufam takim wzrostom, ale jeśli się spojrzy na obraz rynku w analizie technicznej, to można nabrać wątpliwości. Poza tym często istotne wzrosty zaczynają się od niewinnego impulsu przy dużym wyprzedaniu rynku, a tak dokładnie było.Jednak już piątek przyniósł zimny prysznic. Większość komentatorów rynku mówi o wpływie danych o bezrobociu, ale dla mnie to wyłącznie pretekst do spadku. Byłem zaskoczony nie danymi, ale reakcją analityków. Przecież wzrost bezrobocia był przewidywany, a 4,3% to w dalszym ciągu wartość zbliżona do 30-letniego minimum. Analityków zaskoczyło to, że zmniejszyła się, a nie zwiększyła, liczba zatrudnionych o wartość najwyższą w jednym miesiącu od 9 lat. Wiem, że dane o zatrudnieniu i bezrobociu liczone są na innej bazie, ale jednak nie bardzo rozumiem, jak można z jednej strony przewidywać wzrost bezrobocia, a z drugiej ? oczekiwać, że wzrośnie liczba zatrudnionych. Oczywiście, te dane na nastrój inwestorów mogły mieć jakiś wpływ, ale jedynie w połączeniu z kolejnymi ostrzeżeniami, z plotkami o trudnościach dużej spółki (Motoroli), bankructwem PG&E dostarczającej energii elektrycznej Kalifornii. Takie wahania są świadectwem dużego rozchwiania rynku i uniemożliwiają praktycznie przewidywanie ich zachowania się z sesji na sesję. Trzeba patrzeć na większy (czasowo) obraz.Duże szanse na recesjęOczywiście, dane o bezrobociu zaniepokoiły rynek z powodu obaw o recesję. To, że Fed może przed 15.05 obniżyć znowu stopy niespecjalnie podziałało na inwestorów.Dane ostatniego tygodnia niewiele wyjaśniły w sprawie możliwości wystąpienia recesji. NAPM pokazał co prawda zwiększającą się drugi miesiąc z rzędu aktywność producentów, ale jego wartość jest daleko poniżej 50. W dalszym ciągu gospodarka się zwija, a dane mogą się zmienić już w następnym miesiącu. Dużym ostrzeżeniem jest raport Uniwersytetu Kalifornii z Los Angeles (UCLA). Ten raport jest bardzo uważnie czytany przez ludzi biznesu. Przewiduje on, że istnieje 90-proc. szansa, iż w 2001 roku gospodarka USA wejdzie w recesję. Wagi tej prognozie dodaje fakt, że w grudniu 2000 r., kiedy olbrzymia większość analityków przewidywała wzrost gospodarki, UCLA szacował prawdopodobieństwo recesji na 60%.Niebezpieczne dla giełdy jest to, że wchodzi w okres publikacji raportów kwartalnych, a wyniki będą dalekie od oczekiwań. Nie widać właściwie żadnego powodu, żeby kupować akcje akurat w tym okresie. Taki punkt widzenia przyjęło widocznie wielu inwestorów, gdyż w dalszym ciągu utrzymuje się zjawisko odpływu kapitału z funduszy inwestycyjnych. W ostatnim tygodniu było to 5,4 mld USD. W całym marcu fundusze musiały wypłacić 9,7 mld USD. Z braku kapitału fundusze mogą być zmuszone do wyprzedaży posiadanych akcji ? to realne zagrożenie.Ten tydzień będzie dosyć ubogi w wydarzenia makro. Poza tym będzie krótszy o jeden dzień. W czwartek zostanie podane PPI (inflacja na poziomie producentów). Oczekiwania są dość optymistyczne ? dla rynku byłoby bardzo źle, gdyby były gorsze. W piątek (13.04) mimo to, że nie ma sesji, zostanie podany indeks nastroju Uniwersytetu w Michigan. To obecnie uznawane jest za bardzo ważny element obrazu makro i może mieć bardzo duży wpływ na to, co się będzie działo w poniedziałek (giełdy amerykańskie pracują w wielkanocny poniedziałek). Wspominam o tym dlatego, że dobrze pamiętam, jak w 1997 roku sytuacja na naszej giełdzie układała się bardzo dobrze i zostałem z akcjami na święta. NYSE spadła bardzo dużo w czwartek, poprawiła w poniedziałek i u nas we wtorek był jeden wielki dramat.Trend spadkowy niezagrożony?Skupmy się na analizie technicznej. Obawiam się jednak, że tutaj też będzie dużo wieloznaczności. Spróbuję zarysować możliwe scenariusze na DJIA. Gołym okiem widać, że istnieją dwie możliwości, jeśli miałby być wzrost. Pierwsza to podwójne dno i wzrost do minimum 10 600 pkt., a co za tym idzie załamanie formacji diamentu. Sygnałem byłoby przełamanie 10 000 pkt. Ale... druga możliwość to fałszywe podwójne dno, przełamanie 10 000 pkt. i załamanie w okolicach 10 300 pkt., czyli klasyczna trójka korygująca spadek (fala B), a zarazem powrót do przełamanej linii trendu i do boku diamentu. Potem zaś najbardziej nieprzyjemna z fal, fala C, sprowadzająca DJIA do 8300 pkt. Oczywiście, przełamanie 9100 pkt., bez wzrostowego ruchu powrotnego, dawałoby sygnał sprzedaży i spadek do 8000 pkt. Ciekawe, że TRIN wygenerował sygnał kupna co, moim zdaniem, zwiększa prawdopodobieństwo tego, że indeks wykona klasyczny ruch powrotny. Uważam jednak, że nawet jeśli przełamie opór, należy zaklasyfikować ten ruch jako falę B.Nasdaq prezentuje się równie ciekawie ? klasyczna gwiazda poranna zapowiadająca odwrócenie trendu. Przy ewentualnym wzroście opór 1800 pkt. i następny 1980-2050 pkt. (to wydaje się nie do przebicia na tym etapie). Przebicie 1620 pkt., to spadek w obszar 1400-1500 pkt., gdzie należałoby szukać następnego wsparcia.Konkluzja? Korekta spadków jest bardzo prawdopodobna, ale nawet jeśli wystąpi, to trzeba pamiętać, że rynek jest w bessie i trendzie spadkowym. Rynek polskiNasz rynek na początku tygodnia zachowywał się tak, jak rynek amerykański, ale końcówka była już wyraźnie inna. Nie było w tym czasie żadnych istotnych danych makro czy wydarzeń mających wpływ na giełdę, w związku z czym do czwartku było to proste nadążanie za zmianami na świecie.Bliska recesjaDane dotyczące deficytu obrotów bieżących nie podziałały na rynek, ale wskazały wyraźnie na to, że z importem jest bardzo krucho, czyli że gospodarka znacznie zwalnia. Import to przecież nie tylko samochody czy żywność, ale również inwestycje czy komponenty do produktu finalnego. Ciekawe jest to, że producenci materiałów budowlanych mówią o zapaści ? to jeden z poważniejszych sygnałów bliskości recesji. Zdziwienie budzi to, że wszyscy analitycy jednym głosem mówią o wzroście gospodarki począwszy od trzeciego kwartału. Wygląda na to, że jeden powtarza za drugim, nie bardzo zastanawiając się, dlaczego ma nastąpić ten wzrost. Uważam, że w drugim półroczu istnieje zdecydowanie większa szansa na wystąpienie jeszcze większych problemów. W tym kontekście przewidywania, że deficyt budżetu będzie wykonany w 100% w czerwcu, ale na skutek przyśpieszenia gospodarki w drugim półroczu nie trzeba będzie nowelizować ustawy budżetowej, są mrzonkami.Dane o deficycie obrotów znowu wzmocniły złotego, co na dłuższą metę jest złe dla eksporterów (myślę, że np. KGHM musi bardzo odczuwać siłę złotego połączoną ze spadkami cen miedzi) i już niedługo pokaże się w deficycie obrotów. Poza tym zwiększa skłonność producentów do zadłużania się w walutach obcych. Dane za IV kwartał pokazały gwałtowny wzrost tego zadłużenia. Retoryczne pytanie: jak wpłynie to zadłużenie na finanse spółek w przypadku nagłego osłabienia wartości złotego? A na wykresie złotego widać coraz wyraźniej kształtującą się formację odwróconej RGR. Wzmocni tę formację fakt utrzymywania się kursu powyżej 4 zł. Spadek poniżej 3,95 kazałby szukać innego scenariusza na przyszłe osłabienie złotego. W najbliższym czasie osłabienie nie wchodzi w rachubę choćby z powodu wypłaty odszkodowań przez Niemcy i dużych prywatyzacji w połowie roku.Nie wszystko wygląda źleCzyli wszystko źle i nie ma możliwości wzrostu? To by było zbyt proste. Istnieją powody, dla których ten tydzień może należeć do dobrych. Co ważniejsze, gdyby ten tydzień był dobry, to powstałaby podwalina pod spore wzrosty.Co może być powodem wzrostu rynku nawet mimo niekorzystnych układów na świecie? Wielu analityków mówi o tym, że fundusze muszą przed końcem kwartału wywołać wzrosty choćby z tego powodu, że będą musiały publikować od lipca stopy zwrotu, a to będzie wpływało na decyzje klientów. To poważny powód i wobec śladowego zainteresowania zagranicy naszym rynkiem OFE mogą go ruszyć do góry. Ponieważ wielu inwestorów właśnie tego oczekuje, to wystarczyłoby dać sygnał, a natychmiast się przyłączą, pomagając funduszom. A te już w końcówce zeszłego roku pokazały, że potrafią iść z rynkiem pod prąd trendów światowych. W końcu liczą się nie fakty a oczekiwania faktów ? gdyby nawet OFE nie miały w planie ?window dressing?, to i tak rynek będzie tego oczekiwał. A czasu zostało niewiele. Trzeba brać pod uwagę to, że już z końcem tego kwartału będziemy mieli zapewne duże prywatyzacje (PKN, PZU, TP SA, KGHM), które wyssą 10-12 mld zł. To nie tylko potrzeby budżetu spowodują taki pośpiech, ale będzie to również klasyczny skok na kasę przed wyborami parlamentarnymi.Jeśli szuka się pozytywów, to w tym krótkim tygodniu giełdy Eurolandu mogą być utrzymywane w niezłej kondycji z powodu oczekiwania na wyniki środowego posiedzenia EBC, na którym może dojść do obniżenia stóp procentowych. Przynajmniej tego oczekuje większość analityków, więc inwestorzy będą utrzymywani w niepewności i na wszelki wypadek mogą się wstrzymać z podażą, która mogłaby się pojawić w wyniku harców na rynku amerykańskim. Biorąc pod uwagę to, że w całej Europie indeksy aktywności gospodarczej spadały (nie dotyczyło to wyłącznie Eurolandu, ale również Wielkiej Brytanii i Szwecji), to taka decyzja Europejskiego Banku Centralnego jest całkiem prawdopodobna.Obawiam się za to wpływu spółek, które mają mieć oferty w bliskim czasie, i Elektrimu. Ta spółka to zagadka, ale sądząc po olbrzymiej wymianie akcji na prawie nie zmienionym poziomie, to bardzo wielu inwestorów instytucjonalnych chce się tych akcji pozbyć. Nie wykluczam również, że jakaś grupa inwestorów gra akcjami ?na krótko?. W końcu krótka sprzedaż jest możliwa i to, że mniejsi inwestorzy nie mają możliwości jej stosowania, nie oznacza, że wielcy nie mogą tego robić. Na kilku spółkach widać tak wielką chęć obniżania kursu, że może to być odebrane jako przejaw krótkiej sprzedaży. Wracajmy do Elektrimu ? jeśli po wtorku (koniec kupna pod NWZA) sytuacja na rynkach światowych będzie nieciekawa, to można podejrzewać, że Elektrim będzie bardzo spadać, a to pogorszyłoby nastroje na całej giełdzie.Popatrzmy teraz na analizę techniczną. Indeks cenowy wrócił zdecydowanie nad wieloletnią linię trendu wzrostowego. Kształt tego indeksu wskazuje na poważną możliwość wykształcenia klasycznej korekty abc. Teraz rozpoczęłaby się podfala c, a to daje możliwość wzrostu o około 7% ? jak na indeks cenowy, to bardzo dużo. WIG jest w dalszym ciągu pod linią trendu, ale korekcyjny wzrost do 15 700 pkt. jest całkowicie realny. Najlepiej prześledzić sytuację na WIG20. Widać wyraźnie, że istnieje bardzo duża możliwość utworzenia formacji podwójnego dna. Żeby ta formacja została wypełniona, potrzeba dwóch zdarzeń. Pierwsze to pokonanie średniej 15-sesyjnej, która broni się już 14 sesji. To jednak za mało, chociaż byłoby bardzo zachęcające. Drugie to przełamanie oporu na 1415 pkt. Takie przełamanie wzmocniłoby znacznie obóz byków, jako że każdy analityk wie, co to powinno znaczyć: wzrost przynajmniej do 1530 pkt. Alternatywą jest odwrót od średniej lub oporu i ponowne testowanie wsparcia na 1305 pkt. TRIN dał jednoznacznie sygnał kupna.Uważam, że istnieje spora szansa na wzrost rynku. Zgadzam się, że nie ma podstaw w otoczeniu i fundamentach dla takiego wzrostu, ale obraz w analizie technicznej wygląda tak zachęcająco, a nadzieje na działalność OFE w tym kwartale są takie duże, że optuję za wzrostami. N