1 maja na białorusko-polskim drogowym przejściu granicznym Bruzgi?Kuźnica Białostocka Białorusini wprowadzają opłatę za przejazd. Każda znajdująca się w aucie osoba będzie musiała zapłacić 400 rubli (ok. półtora złotego). Jak się dowiedział PAP, decyzję o wprowadzeniu opłaty podjęły władze wojewódzkie w Grodnie. Pieniądze mają być przeznaczone na utrzymanie granicznej infranstruktury ? budynków, dróg dojazdowych, toalet i punktów usługowych. Opłatę graniczną, nazwaną cłem, będzie można wnieść na samym przejściu w specjalnych kioskach przedsiębiorstwa państwowego Granica . Opłaty podbierano w Bruzgach już dwa lata temu, ówcześnie pod hasłem na środowisko . Po miesiącu, bez podania powodu, z poboru zrezygnowano. W opłatach przoduje za to graniczne przejście Brześć ? Terespol. Tutaj białoruskie służby graniczne troszczą się właśnie o ekologię. Od każdego przekraczającego granicę samochodu osobowego pobiera się 10 dolarów (wyłącznie w walucie wymienialnej). Nawet pobieżna analiza opłat granicznych wykazuje, że im mniejszy na danym przejściu ruch, tym opłaty większe. Z tego powodu jednym z najgorszych jest białorusko-litewskie przejście Priwałka?Lazdijaj (Łoździeje). Polacy cenią sobie to miejsce, gdyż ruch tu praktycznie żaden. Litwini bowiem wymagają od Białorusinów wiz, ci zatem na Zachód jeżdżą wyłącznie przez Polskę. Urzędnicy z Priwałki przyjęli, że Polak, który wjechał na Białoruś z Polski, a wyjeżdża na Litwę, jest w ich kraju tranzytem. I na nic zdają się tłumaczenia, że było się na Białorusi dłużej niż tranzytowe 48 godzin - trzeba zapłacić 20 dolarów. Należy jednak przyznać, że wydatek ten jest po stokroć bardziej do przyjęcia niż kilkudniowe oczekiwanie na przekroczenie granicy w Bruzgach.(PAP)