Nie ma co ukrywać ? tak fatalnego okresu dla polskiego rynku kapitałowego, inwestorów i instytucji w branży asset management nie było od dawna. Chyba od czasów Wielkiego Szoku i Smuty po krachu i bessie z lat 1994?95. Odwrót od giełdy jest bolesny dla wszystkich. Ale w sposób szczególny stres odczuwają ci, którzy żyją z prowizji od zarządzanego kapitału. Brak klientów i brak kapitału może bowiem często oznaczać brak środków pozwalających przetrwać załamanie rynku.Wyjścia są właściwie dwa. Jedno ? spuścić uszy, załamać ręce i uciec, gdzie pieprz rośnie, starając się zapomnieć o rynku, akcjach, klientach... Drugie ? spróbować wykorzystać kryzys do szybkiego przemyślenia strategii i zajęcia opuszczanych przez innych pozycji. I do przygotowania się do kontrataku i spijania ?śmietanki?, gdy rynek się wreszcie ocknie, otrząsając się z bolesnej śpiączki.Branża asset management, choć teraz znacznie osłabiona, ma pewne miejsce w architekturze rynku. To właśnie złe czasy dla rynku są wielką szansą na pokazanie swoich umiejętności. Obrona przed bessą powierzonego funduszom czy biurom maklerskim kapitału jest wyzwaniem o wiele trudniejszym niż korzystanie z dobrodziejstw szerokiej hossy. Ale dopiero to pokazuje profesjonalizm i klasę menedżera. I może przekonać inwestorów do rezygnacji z samodzielnych prób podboju rynku na rzecz wynajęcia zarządzającego (funduszu lub portfela w biurze maklerskim).Rzeczywistość odbiega jednak od teoretycznych zdroworozsądkowych wniosków. Zwykle zarządzającym pozostaje na razie chwalić się, że gospodarowane przez nich portfele stopniały w stopniu mniejszym niż indeksy odniesienia. To zaś oznacza, że powodem do dumy jest nie tyle zarabianie, co tracenie jak najmniejszej części gotówki klientów. Trzymanie się mierzonego benchmarkami rynku, praktyczny brak elastyczności inwestycyjnej, mała popularność aktywnego zarządzania, wciąż daleko niewystarczająca dbałość o klienta, skomplikowane procedury, biurokracja i formalizm ? to sprawy, które muszą zostać skorygowane jak najszybciej. Nasza branża asset management musi więc najpierw pomóc sama sobie. Jej misją powinno być ? cytowane już zresztą w PARKIECIE ? hasło jednego z amerykańskich menedżerów, który bardzo lakonicznie podsumowywał swoje zadanie. Zarabiać pieniądze i ich nie tracić.