Międzynarodowy rynek naftowy zareagował na wybuch wojny w Afganistanie stosunkowo niewielkim wzrostem notowań. Pojawił się wprawdzie niepokój, że konflikt zbrojny może rozszerzyć się na kraje Bliskiego Wschodu, ale na razie nic nie wskazuje, by amerykańsko-brytyjski atak miał ograniczyć dostawy ropy z tego regionu. Przeciwnie eksport z Arabii Saudyjskiej, Iranu i Iraku przebiega bez zakłóceń. Wyraźniejszą zwyżkę notowań utrudniło też zmniejszone zapotrzebowanie na ropę, potwierdzone przez Międzynarodową Agencję Energetyczną, podczas gdy nadal rosną zapasy tego surowca oraz produktów naftowych w USA. Pomimo tych czynników cena gatunku Brent z dostawą w listopadzie podniosła się w Londynie do 22,86 USD za baryłkę z 21,63 USD w końcu poprzedniego tygodnia. Za umiarkowaną zwyżką notowań przemawiały głównie obawy przed kolejnym ograniczeniem wydobycia przez kraje OPEC jeszcze przed zapowiedzianą na 14 listopada konferencją na szczeblu ministerialnym. Nawet jeżeli ugrupowanie to nie zdecyduje się na taki krok, prawdopodobne jest bardziej rygorystyczne egzekwowanie obecnych limitów, co też spowodowałoby zmniejszenie dostaw.
AK