Przyjęty 20 listopada przez rząd projekt budżetu na 2002 rok zakłada, że dochody budżetu centralnego mają wynieść w 2002 roku 143,97 mld zł, wydatki 183,97 mld zł. Deficyt ma wzrosnąć do 40 mld zł, czyli 5,2 proc. PKB, z 32,98 mld zł czyli 4,5 proc. PKB w 2001 roku. Deficyt ekonomiczny finansów publicznych ma spaść w 2002 roku do 4,8 proc. PKB z 5,0 proc. szacowanych na 2001 rok. "Dzisiaj musimy dzielić niedostatek i dzielić biedę" - powiedział Nałęcz. Podkreślał, że wyrzeczenia nie mogą dotknąć najsłabszych. Dodał, że dlatego w projekcie budżetu jest propozycja zwiększenia nakładów na opiekę społeczną. "Skoro w Polsce nie może być lepiej, to niech będzie sprawiedliwiej i uczciwiej" - zaznaczył poseł UP. Jego zdaniem ten budżet jest taką propozycją. "W tej trudnej, tragicznej sytuacji proponujemy pewną zgodę narodową w pracy nad budżetem, bo kiedy jest bieda, to nie ma co skakać sobie do oczu" - powiedział Nałęcz. "Panowie, doskonale wiecie, że pracująca najczęściej nad projektem rodzinnego budżetu żona może tyle zaplanować do wydania, ile mąż poprzednio zarobił" - zwrócił się do posłów LPR. Według Nałęcza nie da się wydać więcej niż wynoszą dochody związane z wcześniej wykonywaną pracą. "Słuchając niektórych klubów opozycyjnych, odniosłem wrażenie że mąż, który w ubiegłym roku przyniósł bardzo mało, teraz stoi nad głową tej biednej kobiety i krzyczy, że wydatki planuje zbyt oszczędnie" - powiedział.
(PAP)