Trzy wiodące banki centralne - amerykański Fed, Europejski Bank Centralny i Bank Anglii - w ubiegłym roku dokonały łącznie 22 redukcji stóp procentowych. Teraz ich szefowie wypatrują efektów, a inwestorzy stopniowo oswajają się z myślą, że sezon obniżek powoli kończy się. Mają nadzieję, że jeszcze jedno cięcie sprezentują im Fed oraz EBC, z jednej strony podbudowany niską inflacją w strefie euro, z drugiej zaś zatroskany niezadowalającym stanem gospodarki.
Do grona analityków wieszczących bliski kres serii obniżek należy Jamie Stuttard, zarządzający w Dresdner RCM Global Investors aktywami w wysokości 60 mld USD. - To był bardzo gorączkowy cykl redukcji i teraz dobiega on kresu - powiedział Bloombergowi.
Szefowie banków centralnych jedną ręką kontrolują puls gospodarki, a drugą gotowi są w każdej chwili uruchomić mechanizm utrzymujący jej temperaturę na odpowiednim poziomie. Gospodarcza rzeczywistość dostarczyła im ostatnio kilku argumentów na rzecz nadchodzącego ożywienia. W grudniu skala poprawy nastrojów amerykańskich konsumentów była największa od czterech lat, natomiast w Wielkiej Brytanii dynamika sprzedaży detalicznej w okresie świątecznym była najwyższa od lat 14.
W otwarte karty stara się grać sir Edward George, szef Banku Anglii, który ogłosił już gotowość podwyższenia stóp, mimo że na jego podwórku są one najwyższe. Jego instytucja w ubiegłym roku siedmiokrotnie redukowała stopy do poziomu 4%. Europejski Bank Centralny poszedł dalej (3,25%), ale potrzebował na to tylko czterech kroków, natomiast Alan Greenspan, szef amerykańskiej rezerwy federalnej (Fed) jedenastoma cięciami cofnął się do 1961 r. (1,75%).
Dla inwestorów ważnym sygnałem była niedawna sprzedaż obligacji przez Goldman Sachs i Lehman Brothers Holdings za 3,75 mld USD, prawdopodobnie wynikająca z prognozy, iż koszty kredytu nie obniżą się już znacząco.