Reklama

Próba ratowania firmy albo spekulacje

Krzysztof Perz, inwestor znany z nieudanej próby przejęcia Sanwilu, deklaruje, że ma pomysł na uratowanie Lety. Chciałby, aby rozpoczęła nową działalność - jako biuro podróży. Spółka ocenia jego propozycje, delikatnie mówiąc, jako mało wiarygodne. Plotki na temat inwestorów zainteresowanych Letą mogły powodować spekulacyjne ruchy cen jej akcji.

Publikacja: 10.01.2002 07:41

Pomysł sprowadza się do tego, aby majątek Lety, która złożyła już wniosek o upadłość, w tym jej należności i zobowiązania, przenieść do utworzonej w tym celu spółki, giełdową firmę zaś przekształcić w biuro podróży. Plan przewiduje nowe emisje - dla wierzycieli (5 mln akcji w zamian za długi) oraz dla nowych inwestorów (10 mln walorów po cenie emisyjnej równej 1 zł). Zdaniem inwestora, gdyby jego plany powiodły się, dotychczasowi akcjonariusze Lety i wierzyciele mogliby zyskać. Jeśli nie, w zasadzie nic nie tracą. Kluczowym zagadnieniem jest jednak dopływ nowych środków z tytułu emisji akcji. Kto miałby objąć papiery?

- Prowadzę rozmowy z kilkoma instytucjami, w tym jedną bardzo dużą, ale nie chciałbym wymieniać nazw. Jeśli dostałbym 2-3 miesiące na realizację swoich planów w Lecie, przekonałbym je do inwestycji - twierdzi Krzysztof Perz. Sam ma w tej chwili 100 akcji spółki i nie przewiduje dużych inwestycji, choć nie wyklucza zakupu kilkudziesięciu tysięcy walorów.

W jego ocenie, spółka powinna zostać biurem turystycznym, które - zwłaszcza w pierwszym okresie działalności - zajęłoby się czarterem jachtów. Inwestor prowadził już taką działalność, ale jego spółka cywilna upadła. - Zdaję sobie sprawę, że to nie jest dobra rekomendacja, ale potrafię udowodnić, że tym razem byłoby inaczej. To był splot różnych obiektywnych czynników, takich jak wojna w regionie Bałkanów, ale o potencjale rynku świadczy fakt, że w 1998 r. wysłałem do Grecji ponad 800 osób - twierdzi.

Z naszych informacji wynika, że plany inwestora są bardzo krytycznie oceniane przez zarząd Lety. Doszło do spotkania prezesa firmy z K. Perzem, ale zarząd uznał, że nie warto kontynuować rozmów, tym bardziej że inwestor nie przedstawił żadnych planów inwestycyjnych.

Być może to spotkanie było powodem rynkowych plotek, że w Lecie pojawiają się inwestorzy zainteresowani uratowaniem firmy. Plotki, które pojawiły się już przed kilkoma tygodniami, mogły wpływać na notowania.

Reklama
Reklama

Krzysztof Perz chciał w czasie internetowej hossy przejąć Sanwil, publicznie deklarował zamiar ogłoszenia wezwań, pod warunkiem dogadania się z głównym akcjonariuszem spółki - Zachodnim NFI. Porozumienia z funduszem nie udało mu się osiągnąć, choć oferował znacznie więcej niż wynosiły wówczas giełdowe notowania spółki (oczywiście, jego deklaracje spowodowały silne wahania kursu, najpierw dynamiczny wzrost, a później równie szybki spadek). Dziś przyznaje, że chciał sfinansować zakupy tylko w 1-2% z własnych środków, a resztę - z kredytów.

- To był jeden z pierwszych moich spekulacyjnych projektów. Gdyby NFI sprzedał mi akcje, miałby gotówkę, a ja mnóstwo długów. Z mojego punktu widzenia dobrze się stało, że do transakcji nie doszło - twierdzi. Z nieoficjalnych informacji PARKIETU wynika, że NFI oceniał jego ofertę jako bardzo mało wiarygodną i nie wierzył w możliwość korzystnej sprzedaży akcji. Zmiany kursu Sanwilu sprawiły, że sprawą interesowała się KPWIG, ale nie podjęła żadnych decyzji.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama