Reklama

Ktoś utonie razem z Enronem

Śledcza praca wre w Kongresie, Departamencie Sprawiedliwości i komisji papierów wartościowych i giełd. Rozwija się saga pt. "Największe bankructwo w historii amerykańskiego przemysłu", w wyniku którego akcjonariusze utopili masę pieniędzy, a pracownicy tego chlubiącego się innowacyjnością finansową koncernu stracili nie tylko miejsca pracy, ale także odkładane na czas emerytury oszczędności.

Publikacja: 15.01.2002 08:43

Stało się tak, gdyż gromadzone w ramach pracowniczego programu środki były inwestowane w akcje... Enrona i przepadły wraz z nim.

Afera ta może też pogrążyć firmę Arthur Andersen, zaliczaną do czołowej piątki w branży audytorskiej, która rozpaczliwie stara się zatrzymać klientów rezygnujących z jej usług.

Tygodnik "Time" poinformował, że 12 października, a więc cztery dni przedtem, kiedy Enron ujawnił straty za trzeci kwartał w wysokości 618 mln USD (dotąd ukrywane w bilansie firmy partnerskiej), pracownicy Arthura Andersena, audytora koncernu energetycznego, otrzymali polecenie zniszczenia kluczowych dokumentów. Przypominano im też o tym obowiązku w okresie poprzedzającym pierwsze przesłuchanie w komisji papierów wartościowych i giełd (SEC).

Arthur Andersen w roku ubiegłym miał liczne kłopoty z inwestorami domagającymi odszkodowań z tytułu strat, jakie ponieśli na skutek zaniedbań tej firmy. Tylko przypadek korporacji Sunbeam kosztował go 110 mln USD. Teraz może spodziewać się tysięcy nowych roszczeń.

Według senatora Josepha Bidena, gdyby okazało się, że administracja Busha, w zamian za wsparcie finansowe uzyskane podczas kampanii wyborczej, próbowała pomóc Enronowi, miałoby to "gigantyczne konsekwencje polityczne". Koncern był rzeczywiście bardzo szczodry, gdyż z jego wsparcia w różnym stopniu skorzystała połowa członków Izby Reprezentantów i trzy czwarte senatorów.

Reklama
Reklama

Dwaj wysocy przedstawiciele rządu Stanów Zjednoczonych w minioną niedzielę publicznie tłumaczyli się ze swoich kontaktów z prezesem Enrona Kennethem Layem.

Paul O`Neill, sekretarz skarbu USA, w telewizji Fox powiedział, że jego dwie ostatnie telefoniczne rozmowy przed bankructwem energetycznego giganta z szefem tego koncernu nie wnosiły nowych elementów do sprawy, dlatego też postanowił o nich nie informować George`a W. Busha. - Sądziłem, że nie było warto biec na drugą stronę ulicy, by powiadomić o tym prezydenta - oświadczył O`Neill. - Od tygodni informowaliście, że Enron ma problemy i znajduje się w tarapatach - wyjaśniał dziennikarzom.

Donald Evans, sekretarz ds. handlu, przed kamerami sieci NBC opowiadał, jak to 29 października ubiegłego roku Lay podzielił się z nim informacją, że agencje ratingowe analizują wiarygodność kredytową firmy. - Kiedy rozmawiałem z Kenem, nie myślałem o bankructwie. Sądziłem, że być może nieco zostanie obniżony rating - stwierdził Evans, odpowiedzialny za finanse podczas kampanii wyborczej G.W. Busha. Zapewnił, że Lay nie przekazał mu żadnych informacji, które nie byłyby wcześniej znane publicznie. Wprawdzie wielokrotnie rozmawiał z prezydentem o skutkach ewentualnego bankructwa Enrona, ale podobno nie powiadomił go o rozmowach telefonicznych z szefem tego koncernu.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama