Stało się tak, gdyż gromadzone w ramach pracowniczego programu środki były inwestowane w akcje... Enrona i przepadły wraz z nim.
Afera ta może też pogrążyć firmę Arthur Andersen, zaliczaną do czołowej piątki w branży audytorskiej, która rozpaczliwie stara się zatrzymać klientów rezygnujących z jej usług.
Tygodnik "Time" poinformował, że 12 października, a więc cztery dni przedtem, kiedy Enron ujawnił straty za trzeci kwartał w wysokości 618 mln USD (dotąd ukrywane w bilansie firmy partnerskiej), pracownicy Arthura Andersena, audytora koncernu energetycznego, otrzymali polecenie zniszczenia kluczowych dokumentów. Przypominano im też o tym obowiązku w okresie poprzedzającym pierwsze przesłuchanie w komisji papierów wartościowych i giełd (SEC).
Arthur Andersen w roku ubiegłym miał liczne kłopoty z inwestorami domagającymi odszkodowań z tytułu strat, jakie ponieśli na skutek zaniedbań tej firmy. Tylko przypadek korporacji Sunbeam kosztował go 110 mln USD. Teraz może spodziewać się tysięcy nowych roszczeń.
Według senatora Josepha Bidena, gdyby okazało się, że administracja Busha, w zamian za wsparcie finansowe uzyskane podczas kampanii wyborczej, próbowała pomóc Enronowi, miałoby to "gigantyczne konsekwencje polityczne". Koncern był rzeczywiście bardzo szczodry, gdyż z jego wsparcia w różnym stopniu skorzystała połowa członków Izby Reprezentantów i trzy czwarte senatorów.