Reklama

W 100 dni nie można dokonać cudu

Z ministrem skarbu Wiesławem Kaczmarkiem rozmawiają Dariusz Jarosz i Łukasz Kwiecień

Publikacja: 09.02.2002 07:39

Jeszcze przed wyborami deklarował Pan, że jednym z priorytetów nowego ministra skarbu powinien być rozwój, polskiego rynku kapitałowego. Odkąd objął Pan to stanowisko, co Pan robi, by ten rynek reanimować? MSP nie przygotowuje bowiem obecnie żadnych ofert publicznych.

Dzisiaj oczekiwanie w stosunku do Skarbu Państwa przypomina historię z początku lat 90. Od jego aktywności uzależniono wówczas powodzenie rozwoju rynku kapitałowego. Gdyby nie przeprowadzono wówczas pionierskich ofert publicznych, ten rynek by nie wystartował. Dzisiaj jest podobnie. Oczekuje się, że Skarb Państwa zrealizuje szereg operacji, które dadzą impuls do wzrostu tego rynku. Jeśli przejrzymy to, czym dysponujemy obecnie, to okaże się, że nie możemy dużo obiecać.

Co może trafić na warszawską giełdę?

Lista potencjalnych kandydatów nie jest długa. Prawdopodobnie będą 2 lub 3 oferty publiczne firm z sektora energetycznego i jedna z branży gazowej. Możemy obiecać ofertę publiczną jednego z pozostałych w naszej gestii banków. Zastanawiamy się nad PKO BP lub BGŻ. Mamy też dość trudny przypadek czekającej oferty Grupy PZU. W horyzoncie 2-3 lat z naszej strony może trafić na warszawską giełdę, niestety, zaledwie 6-7 spółek.

Czy to oznacza, że 2002 r. będzie dla warszawskiej giełdy rokiem bez ofert ze strony MSP?

Reklama
Reklama

Wszystko na to wskazuje.

W tym roku można się spodziewać dobrej koniunktury na giełdzie. Co prawda, silny trend wzrostowy trwający od października został ostatnio wyhamowany, ale analitycy wierzą w dalsze zwyżki. Ich motorem jest zarówno zbliżająca się perspektywa wejścia do Unii Europejskiej, jak i systematyczne zakupy OFE, które już zaczynają się dusić na naszej giełdzie, gdyż nie przybywa dużych i płynnych spółek. MSP traci zatem szanse na korzystne uplasowanie akcji. Duża oferta ze strony Skarbu Państwa mogłaby nawet zapobiec ewentualnemu powstaniu spekulacyjnej bańki na GPW podobnej do tej z 1994 r.

Niestety, ale obecnie Skarb Państwa nie ma w swoich zasobach takich spółek, które byłyby gotowe z marszu do przeprowadzenia oferty publicznej.

Można odnieść wrażenie, że wstrzymał Pan pewne procesy prywatyzacyjne, co z kolei może negatywnie odbić się na "kulejącym" ostatnio polskim rynku kapitałowym.

Trudny okres, w jakim znalazł się w ostatnich latach rynek, jeszcze trwa. W ciągu 100 dni od objęcia przeze mnie teki ministra nie można było dokonać jakiegoś cudu. To nierealne. Do tej pory koncentrowałem się przede wszystkim na przeprowadzeniu remanentu stanu posiadania. Z pewnością moim założeniem nie było zatrzymanie procesu prywatyzacji. Jednak okazało się, że za co się nie wezmę, to "wybucha w ręku".

Jest to przykre, gdyż w ciągu ostatnich dwóch lat stworzono obraz prowadzonej z wielkim sukcesem prywatyzacji. Wydawało się, że przykładem "wspaniałej" prywatyzacji była sprzedaż Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych. Jeśli wszystkie projekty były prowadzone tak jak ten, to Skarb Państwa podpisywał zobowiązania wynikające z umów prywatyzacyjnych w ciemno, nie wnikając w to, czy inwestor jest się w stanie z nich wywiązać. Boję się, by ten przykład prywatyzacji i parę innych, które miały mieć swój finał lada moment, nie okazał się jedną wielką mydlaną bańką.

Reklama
Reklama

Co oprócz WSiP "wybucha w ręku"?

Spotkałem się ostatnio z opinią, że Ministerstwo Skarbu świadomie prowadzi politykę destrukcji w sprawie prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej. Nie wiem, co można jeszcze zrobić z naszej strony, by ten projekt zamknąć. Wskazano inwestora (Rotch Group - przyp. red.), udzielono mu due diligence i wyłączności. Jednak dzisiaj nie pracujemy nad warunkami transakcji prywatyzacyjnej ale nad tym, by określić, co tak naprawdę oznacza zobowiązanie inwestycyjne od strony inżynierskiej, jaka ma być jej wartość, jaki ma być harmonogram realizowanej inwestycji i jaka ma być z tym związana struktura finansowania. Oczekiwania poprzedniej pani minister, że transakcja jest tuż-tuż i można ją było zrealizować już w ubiegłym rokOkazuje się, że może nie dojść do jej sfinalizowania nawet w tym kwartale.

Być może nie powinno w ogóle dojść do sprzedaży Rafinerii Gdańskiej Rotchowi, którego wiarygodność finansowa jest co jakiś czas podważana.

Uważam, że transakcja sprzedaży powinna zostać zrealizowana, bo jej założenia są rozsądne. Natomiast nie mamy do czynienia z obstrukcją ze strony skarbu państwa, ale raczej z niewydolnością ze strony inwestora.

Czy nie należy zatem przerwać procesu sprzedaży i poszukać innego wyjścia? Czy jest prawdą, że skłania się Pan obecnie do koncepcji połączenia Rafinerii Gdańskiej z PKN ORLEN i wyboru dla znacznie wówczas większej i silniejszej spółki partnera strategicznego?

Połączenie PKN ORLEN z RG to nic innego, jak zarzucenie całej dotychczasowej koncepcji restrukturyzacji oraz prywatyzacji sektora naftowego i powrót do punktu wyjścia. Jestem za tym, by Rafineria Gdańska znalazła jednak własnego inwestora. To daje nadzieję, że ten ośrodek nie będzie podlegał marginalizacji. I tutaj bardzo ważna jest deklaracja przyszłych zobowiązań inwestycyjnych składana przez inwestora strategicznego, których skalę można oszacować na około 1 mld USD. Wówczas RG ma szansę zostać rozwijającą się strukturą przemysłową z możliwością ekspansji w tej części Polski oraz w krajach bałtyckich.

Reklama
Reklama

Tak zaprojektowane przedsięwzięcie warto zrealizować. Alternatywą jest albo powrót do inkorporacji, przejęcia lub sprzedaży rafinerii Polskiemu Koncernowi Naftowemu, albo ponowienie po raz trzeci projektu prywatyzacyjnego. W tym ostatnim przypadku nie widzę szczególnego ryzyka, ale wtedy będę musiał się liczyć z tym, że do przetargu staną inwestorzy rosyjscy, np. Łukoil czy Jukos. Byłaby to wtedy oznaka przełamania pasywności kapitału rosyjskiego, który do tej pory praktycznie nie inwestował w Polsce.

Kiedy dojdzie do sprzedaży Rafinerii Gdańsk?

Granicą, której nie chcemy przekraczać, jest kwiecień.

Czy uda się w tym roku wypracować zakładane przez MSP 6,8 mld zł przychodów z prywatyzacji?

Poprzeczkę ustawiliśmy dość wysoko. Mam świadomość, że niepowodzenie pewnych projektów stawia zakładaną kwotę pod znakiem zapytania. Nadal jednak uważam, że sumę tę da się osiągnąć. Jest obecnie prowadzonych około 100 projektów prywatyzacyjnych. Nie jesteśmy zatem bezbronni. Gdybym działał zachowawczo, zaproponowałbym inną kwotę.

Reklama
Reklama

Istotne znaczenie dla wykonania planu będą mieć duże projekty, a takim jest zakończenie prywatyzacji PZU. Czy to prawda, że wzrosło napięcie w negocjacjach pomiędzy skarbem państwa a Eureko, które chce dokupić akcje towarzystwa?

Prowadzimy normalne rozmowy i nie odniosłem wrażenia, by był między nami wzrost napięcia.

Co to znaczy prywatyzacja partnerska, do której chce Pan przekonać Eureko w przypadku PZU?

To oznacza tylko to, co jest zapisane w umowie prywatyzacyjnej. Została tam zamieszczona wyraźna deklaracja, że celem inwestora nie jest przejęcie kontroli nad spółką. Być może obecnie inwestor ma problemy ze zdefiniowaniem tego, co obiecał. Nie wyobrażam sobie, by przy nie zakończonej transformacji polskiej gospodarki i przy warunkach umowy podpisanej w kwietniu 2001 r. z Eureko rząd zdecydował się na oddanie kontroli nad największą instytucją finansową w Polsce.

Co się stanie, gdy żadna ze stron w negocjacjach nie zmieni swojego stanowiska? Przeciąganie patowej sytuacji może niekorzystnie odbić się na jakości zarządzania tą spółką.

Reklama
Reklama

Nie widzę takiego zagrożenia, gdyż umowa z kwietnia 2001 r. dość precyzyjnie reguluje zasady zarządzania.

Kiedy zakończą się negocjacje?

Nie mamy żadnego harmonogramu. Musi być wola obu stron do zakończenia rozmów i wypracowania porozumienia.

Prospekt emisyjny PZU leży w KPWiG już od kilku miesięcy. Czy pomysł wprowadzenia spółki na giełdę może zostać zarzucony?

Nie można było do tej pory wprowadzić akcji PZU do obrotu publicznego chociażby dlatego, że nie było wiadomo do końca, co się działo z pieniędSprawa wejścia towarzystwa na giełdę jest otwarta. Jeśli do tego dojdzie, to na pewno w mniejszym wymiarze, niż planowano.

Reklama
Reklama

Czy Skarb Państwa sprzeda w tym roku pozostające w jego gestii akcje Telekomunikacji Polskiej?

Inwestor strategiczny ma opcję do dokupienia 2,5% akcji TP. Natomiast pozostały 20-proc. pakiet zatrzymamy. Może być on wykorzystany do realizacji innych projektów, np. poprzez dokapitalizowanie Krajowego Systemu Poręczeń Kredytowych lub innych instytucji finansowych. Przy tak skonstruowanej umowie prywatyzacyjnej w przypadku TP rola Skarbu Państwa została zmarginalizowana. Strategia inwestora, jakim jest France Telecom, pokazuje, że na większe profity z dywidendy też nie mamy co liczyć.

Czy to oznacza, że akcje TP nie zostaną włączone do tworzonego funduszu, który ma zająć się zarządzaniem resztówkami akcji należących do Skarbu Państwa?

Tego nie można wykluczyć. Zależy to m.in. od tego, jaka będzie misja funduszu. Zarządzanie drobnymi pakietami akcji, jakie nam pozostały w sprywatyzowanych spółkach, czyli tzw. resztówkami, chcemy oddać profesjonalistom. Faza budowania tego projektu zostanie zamknięta w ciągu kilku miesięcy.

Komu zostaną sprzedane akcje LOT-u? Jest to chyba jeden z nietrafionych projektów, gdyż okazało się, że inwestor strategiczny Swissair jest bankrutem. Co się stanie z pakietem 25,1% akcji?

Tych nietrafionych projektów z bankrutującym inwestorem jest więcej, choćby FSO-Daewoo, Polar-Brandt. Czy można było przewidzieć problemy LOT-u? Można było zdecydować się na wybór British Airways czy Lufthansy. Jednak kierowano się głównie kryterium ceny i partnerem został Swissair. Obecnie musimy ponownie zdecydować, jaki alians będzie najwłaściwszy dla LOT-u. Bez tego żaden inwestor nie zdecyduje się na zakup akcji przedsiębiorstwa.

Inicjatywa należy jednak przede wszystkim do syndyka masy upadłościowej Swissair. Skarb Państwa nie prowadzi akwizycji sprzedaży tego pakietu. Nie wiemy, kiedy syndyk przedstawi ofertę sprzedaży akcji LOT-u. My mamy prawo tylko zaakceptować lub nie przyszłego nabywcę. Nasza rola jest więc tutaj półaktywna. Odbyliśmy spotkania z przedstawicielami British Airways, Lufthansy i skandynawskiego SAS-u. Ale ich celem jest wzajemne poznanie intencji. Decyzja o sprzedaży należy do syndyka Swissair. Myślę, że zostanie podjęta przed końcem marca.

Czy akcje LOT-u trafią na giełdę?

W obecnej sytuacji byłby to papier wysokiego ryzyka. Decyzja o wprowadzeniu akcji spółki na GPW musi zostać odłożona w czasie.

Dziękujemy za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama