Jeszcze do niedawna w mówieniu i pisaniu o naszym rynku kapitałowym przeważało programowe czarnowidztwo, bicie na alarm, rysowanie obrazu apokalipsy, marginalizacji i upadku. Oczywiście trudno mówić, że obecnie sytuacja radykalnie zmieniła się. Nie sposób jednak nie zauważyć, że pojawiają się pierwsze przesłanki zmian.
Do najistotniejszych z nich należy zaliczyć propozycje liberalizacji prowadzenia działalności maklerskiej, między innymi poprzez umożliwienie maklerom zakładania samodzielnych firm oraz wprowadzenia systemu ulg podatkowych dla samodzielnych inwestycji na rynku kapitałowym przeznaczonych na cele emerytalne. Oczywiście, trudno spodziewać się, że w wyniku wprowadzenia w życie tych projektów w Polsce zaroi się od firm maklerskich, które nie będą mogły opędzić się od klientów, pragnących swoje oszczędności ulokować na giełdzie, ale niewątpliwie te iście rewolucyjne - po długim okresie marazmu i oporu przed wszelkim nowatorstwem - zmiany stworzyć mogą podstawy do pewnej poprawy sytuacji.
Nie sposób też nie dostrzec istotnej deklaracji ministra skarbu państwa, który w jednym z wywiadów stwierdził, że "sytuacja jest tak zła, że aby uratować rynek kapitałowy, konieczna jest bardzo głęboka ingerencja państwa, porównywalna z tą sprzed 10 lat, kiedy rynek tworzono. MSP pracuje nad pakietem konkretnych rozwiązań. Szczegółów nie mogę na razie zdradzić". Brzmi to i pocieszająco, i groźnie zarazem. Z jednej strony bowiem pojawia się nadzieja na konieczną - jak się wydaje - poważną reorganizację zasad funkcjonowania rynku, z drugiej zaś powstaje obawa, czy aby "głęboka ingerencja państwa" jest tym, czego rynek potrzebuje najbardziej i przed tym, co się pod tą zapowiedzią kryje. Jednak, jak uczy doświadczenie państw o rynkach o wiele bardziej rozwiniętych, w tym także Stanów Zjednoczonych, często właśnie zdecydowana ingerencja państwa jest jedynym czynnikiem zdolnym zdynamizować skostniałe struktury.
Malkontenci mogą mieć wątpliwości co do intencji przyświecających proponowanym zmianom. Można podejrzewać, że dążenie do rozwoju rynku kapitałowego jest swego rodzaju "tuczeniem" przyszłej dojnej krowy, która ma wkrótce przynosić wpływy podatkowe. Im bardziej aktywny będzie giełdowy handel papierami wartościowymi, tym wpływy te będą wyższe. Wszak prywatyzacyjne plany na najbliższe lata nie są zbyt ambitne, więc do tego celu giełda Skarbowi Państwa potrzebna nie jest.
Z kolei ulgi podatkowe dla dobrowolnych emerytalnych oszczędności tylko pozornie wyglądają na altruistyczne działanie rządu. Po pierwsze mogą mieć na celu dostarczenie argumentu w dyskusji dotyczącej ograniczenia możliwości podejmowania pracy przez emerytów, po drugie zaś uwolnienie się państwa od zarzutów, że reforma systemu emerytalnego doprowadziła do zubożenia tej grupy społecznej.