Rynek nas ostatnio nie rozpieszcza, a jego zmienność nawiązuje do okresu największego marazmu. W takich sytuacjach poszukuje się niemal na siłę jakichś sygnałów, które mogłyby wskazywać na ewentualne zbliżające się wybicie.

Przed wczorajszą sesją była możliwość wzrostu. W Stanach indeksy zakończyły swoją sesję na plusie i mogło to pomóc graczom, którzy chcieliby podciągnąć kursy. Jednak nikomu się nie chciało. Nie znalazł się taki, któremu poważnie zależałoby teraz na wzroście. Na rynku kasowym brylowały jedynie dwie spółki: KGHM i PKN. Trudno w takiej sytuacji o wzrost na kontraktach. Rezerwę dało się zauważyć po bazie, która momentami przyjmowała ujemne wartości. Były też czynniki typowo negatywne, jak mocny spadek ceny walorów SFT i kontraktów w USA po obniżeniu rekomendacji wydanej przez analityków Merrill Lynch dla Intela. Z "silnie kupuj" zrobiło się "neutralnie". To wystarczyło, by nawet niezłe dane o liczbie nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych zostały zignorowane. Nastroje po sesji są raczej kiepskie. Wczorajsze zamknięcie w okolicy minimum sesji raczej nie nastraja optymistycznie, choć skoro nadal jesteśmy w obrębie konsolidacji, takie czynniki są mało wiarygodne. Przypomnijmy sobie, że z podobną sytuacją mieliśmy do czynienia w środę, przy czym wtedy chodziło o wzrost. Wczoraj nie dało się już wyczuć tej dobrej atmosfery. Na razie wybijemy się z trendu bocznego, takie małe wahania można traktować jedynie jako szum, a na szumie zarabia się bardzo ciężko. Poczekajmy na trend, który da sposobność do zarobku na różnicy cen. Gra, gdy na rynku panuje trend wzrostowy bądź spadkowy, obarczona jest mniejszym ryzykiem. Silna tendencja sprawia, że otwarcie pozycji w kierunku z nią zgodnym przynosi zwykle pozytywne efekty. Nie ma więc sensu się teraz szarpać.