Wczorajsza sesja stała pod znakiem korekty ostatnio odnotowanej tendencji spadkowej. Po dwóch dniach utraty wartości, kontrakty utrzymały poziom z piątku. Wprawdzie spadki nie były wczoraj kontynuowane, jednak nie można mówić o ich końcu.

Początek sesji był dość senny. Indeksy w Europie odrabiały straty wobec dobrego piątkowego zakończenia notowań w USA, gdy my borykaliśmy się marazmem. Dopiero po południu zaczęło się coś dziać. Indeks, ciśnięty przez spadające ceny większości spółek, powoli obniżał swoje notowania. Odrabiający straty PEO nie wystarczył, by uchronić rynek przez nowymi minimami. Zarówno WIG20, jak i kontrakty zeszły poniżej dołka z piątku, co wywołało małą falę podaży. Była ona jednak tak mała, że byki szybko przystąpiły do kontrataku. Szybko powróciliśmy w okolice poprzedniego marazmu. Tym razem właścicielom długich pozycji się upiekło. Porażka niedźwiedzi przy wybiciu sprawia, że całkiem prawdopodobny jest wzrost cen w okolice 1340 pkt. Taki wzrost byłby zwieńczeniem korekty. Później przyszedłby czas na kontynuację spadków do poziomu luki ze stycznia (1285-95 pkt.). To niemal legendarne wsparcie, którego do tej pory gracze nastawieni prospadkowo nie zdołali pokonać. Czy tym razem się uda? Wydaje się, że po fiasku wyjścia w górę niedźwiedzie mają świetną okazję na skuteczny atak. Wielu inwestorów jest już zrezygnowanych perspektywami naszego rynku. Sytuacja na rynkach światowych wcale nie sprzyja zmianie zdania. Test wsparcia wydaje się nieunikniony. Czyli mamy miejsce na 30-40 pkt. spadku. Warto też zauważyć, że wartość wczorajszego obrotu była mniejsza od tej zanotowanej w piątek i to mimo że spora jego część to wynik rolowania serii przez inwestorów. To tylko potwierdza, że wczorajsze zatrzymanie spadku można traktować jedynie jako korektę.