Na bardzo oryginalną kampanię reklamową zdobył się w ostatnich miesiącach BRE Bank. Mniej więcej sprowadza się ona do sceny z kultowego filmu "Miś". Trener drugiej albo trzeciej klasy (nie pamiętam) Jarząbek w pustym gabinecie prezesa klubu do magnetofonu wyśpiewuje peany na jego cześć, kończąc: - "Łubu dubu, łubu dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu, niech żyje nam". I robił to z własnej, nieprzymuszonej woli. "Każdy może przyjść i powiedzieć, co mu na wątrobie leży". Przychodzili i mówili, a on tylko gromadził taśmy, bo jakby co..., to proszę bardzo, ilu zadowolonych z pracy szefa pracowników.
Na podobny chyba pomysł wpadli eksperci od wizerunku jednego z największych polskich banków - BRE - przygotowując kampanię w jednym z najbardziej poczytnych dzienników, z tą tylko różnicą, że w roli trenerów występują szczęśliwi prezesi spółek, którzy właśnie dzięki współpracy z tym bankiem osiągnęli sukcesy. Cykl dziennikarskich rozmów z nimi jest tak skonstruowany, że uwypukla zasługi właśnie BRE. Już na pierwszy rzut oka wiemy, o co chodzi. Wspólny nadtytuł cyklu brzmi - "Partnerem jest BRE". Żeby jednak nie mieć już żadnych wątpliwości, możne jeszcze dać np. następujący tytuł rozmowy - "Dzięki kredytowi BRE Banku Hutmen podbija rynki" (12.06.02). I uśmiechnięty prezes Hutmena tłumaczy w wywiadzie, jak wspaniale układa mu się współpraca z "prezesem klubu", przepraszam, z BRE Bankiem.
- "Dzięki temu kredytowi możemy w miarę spokojnie patrzeć w przyszłość, (...) jesteśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z tym bankiem. Korzystamy z wielu atrakcyjnych produktów BRE Banku (...) Dlatego tak bardzo cenimy sobie współpracę z BRE Bankiem. Jest to probiznesowy bank, wspierający konkretne innowacyjne przedsięwzięcia rynkowe. (...) Efekty zainwestowanych ostatnio pieniędzy będą widoczne już wkrótce, w najbliższych miesiącach i latach. Będzie to widoczny wspólny sukces Hutmenu i BRE Banku" - takim potokiem płynącego miodu zachwala prezes współpracę i oczywiście ma do tego prawo. Szkoda tylko, że zabrakło pod rozmową dopisku "tekst sponsorowany", a informacja, że jest to reklama, podana została tak małą czcionką i w takim miejscu, że można zrobić przy okazji konkurs na spostrzegawczość.
Prezesowi Hutmena miesiąc wcześniej (13.05.02) wtórował prezes Grupy Paradyż, który w podobnej rozmowie z cyklu "Partnerem jest BRE Bank" pt. "Sukces płytkami wykładany", zachwalał:
- "Jeszcze nigdy nie zawiedliśmy się na tej instytucji. O wyborze zdecydowało pierwsze spotkanie. BRE powiedział tak, gdy padło z naszej strony pytanie - przyjdziecie w sukurs, gdy popadniemy w kłopoty?". Czytając to wzruszyłem się. Toż to scena jak z brazylijskiego filmu o miłości od pierwszego wejrzenia. Ale prezes w rozmowie jeszcze dodaje trochę "łubu dubu" - "Chłodne spojrzenie finansisty także dobrze oddziałuje na czasami rozgorączkowane głowy zarządzających rajskim państwem.". I w ten sposób jako czytelnik trafiłem razem z prezesem oraz BRE do raju, krainy wiecznej szczęśliwości, i oddałem się błogim marzeniom. Rzuciłem jeszcze kątem oka na początek rozmowy i osiągnąłem stan pełnego olśnienia, gdyż zaczyna się ona tak - "Płytki to materiał śliski. Można się przewrócić. Tymczasem niewielki zakład..." Jeśli zamiast "płytki" wstawimy słowo "kredyt", to możemy w ten sam sposób zacząć rozmowę z wydawcami "Twojego Stylu", którzy polegli na jego szybkim wymówieniu właśnie przez BRE. Jeśli zamiast "płytki" wstawimy "prawa drobnych akcjonariuszy", to możemy zacząć rozmowę z tymi, którzy zainwestowali kiedyś w Optimusa, licząc na wezwanie, czy w Elektrim.