Rozpoczęta w maju tendencja spadkowa zabrała prawie 20% początkowej wartości WIG20. Jest to trend dość silny, ale nie wyjątkowy. Nie trzeba szukać daleko w pamięci, by przypomnieć sobie nawet jeszcze mocniejszy spadek pomiędzy majem a lipcem zeszłego roku, pogłębiany zresztą stopniowo aż do października. Podobnie jak w tamtym trendzie, tak i tym razem kilkudniowi traderzy mają wiele okazji do zarobku. Jest jeszcze jedno podobieństwo: oba spadki zrodziły się w atmosferze wyczekiwania na... "summer rally", a przynajmniej kontynuacji wzrostów wiosennych.
Ostatnie odreagowanie indeksu, po osiągnięciu poziomu 1160 pkt. oceniam raczej korekcyjnie. Problemy ze sforsowaniem strefy 1220 punktów sugerują rychłe testowanie ustanowionego na początku lipca dołka. Jeżeli jednak (co jest prawdopodobne) przy tych poziomach pojawią się dywergencje, uznałbym, że spadki zostały przynajmniej na kilka tygodni zakończone. Pierwsze promyki nadziei daje wskaźnik McClellan Summation, powstrzymując swoją tendencję zniżkową (rozpoczętą notabene 6 czerwca, co dawało jeszcze szansę na opuszczenie rynku).
Szeroko dyskutowany w prasie fakt powołania Grzegorza Kołodki na ministra finansów nie znalazł wczoraj odbicia w kursach akcji. Może powodem tego było milczenie ministra, a może przeświadczenie, iż rynku nie da się zaskoczyć niczym bardziej drastycznym niż 15-procentowa dewaluacja proponowana w ubiegłym tygodniu... Tak czy inaczej, warto pamiętać, że w 1995 roku min. Kołodko też majstrował przy kursie złotego, który - sądząc z licznych wypowiedzi prasowych - wydawał mu się zdecydowanie niedowartościowany.
Zwróć uwagę:
Agora - asymilacja akcji niewiele zaszkodziła kursowi, który zachowuje się relatywnie silnie w stosunku do indeksu.