Dwuletnia bessa odchudziła znacząco portfele prywatnych inwestorów i zdegradowała średnie i małe spółki, których są oni często większościowymi udziałowcami. Obrazuje to spadek indeksu WIRR, grupującego właśnie tę kategorię firm, z 3104,5 pkt. (25 lipca 2000 roku) do 12 582,38 pkt. (25 lipca 2002 roku), czyli o ponad 57%. W tym czasie podstawowy wskaźnik - WIG - spadł o 37%. Średnie i małe spółki były zatem bardziej podatne na załamanie giełdowej koniunktury i najboleśniej odczuły skutki spowolnienia gospodarczego.

Dwa lata temu najtańszą spółką były zakłady odzieżowe Bytom. Ich kapitalizacja wynosiła blisko 5 mln zł. Wartość rynkowa dziesięciu najmniejszych spółek na parkiecie łącznie przekraczała wówczas 71 mln zł. Rok później za taką kwotę można było teoretycznie stać się 100-proc. udziałowcem 20 spółek. Najtańsza z nich - Łukbut - kosztowała już niespełna 1 mln zł. Kapitalizacją przewyższającą 10 mln zł nie mogły pochwalić się natomiast 42 spółki.

Następne 12 miesięcy było pasmem systematycznych przecen i topniejącej kapitalizacji. Obecnie aż 8 spółek jest wartych mniej niż 1 mln zł. Dokładnie tyle kosztują łącznie cztery najtańsze - EBI, Krak Brokers, ŁDA, PPL Holding. Łączna kapitalizacja ostatniej dziesiątki wynosi tylko 6,31 mln zł. Aż 63 spółki mają kapitalizację poniżej 10 mln zł. W tym gronie znalazły się ostatnio m.in. PIA Piasecki, Swarzędz Meble i Paged. Spółki, które w czasach świetności cieszyły się dużą renomą i były sztandarowymi przedstawicielami swoich branż.

Spadek wyceny wielu spółek nie zachęca specjalnie inwestorów do podejmowania prób przejęcia którejś z nich po to, by uzyskać dla swojego przedsięwzięcia giełdowy status. Dzieje się tak dlatego, że w obecnej sytuacji niewielu z nich myśli o ekspansji, którą można by sfinansować emisją akcji. Ponadto najtańsze spółki obarczone są zwykle potężnymi zobowiązaniami i nie posiadają atrakcyjnych składników majątkowych, których sprzedaż gwarantowałaby podtrzymanie płynności.