- Podstawą do wyliczeń przygotowanych przez Instytut było założenie, że rocznie kontrolowanych będzie około 2 tys. próbek paliw. Żeby pobierać te próbki, trzeba zatrudnić pracowników, a to rodzi koszty - powiedział dyrektor biura Polskiej Izby Paliw Płynnych, Cezary Nowosielski. Instytut dokonał takich szacunków na zlecenie Ministerstwa Gospodarki, które przygotowało projekt ustawy o monitorowaniu i kontroli jakości paliw. Celem ustawy ma być m.in. ograniczenie tzw. szarej strefy na rynku paliwowym i dostosowanie polskiego prawa do wymogów unijnych.
Zdaniem C. Nowosielskiego, pobieranie 2 tys. próbek to zbyt mało, by ograniczyć szarą strefę. Dyrektor Departamentu Energetyki w Ministerstwie Gospodarki Stanisław Perek twierdzi, że "nierealne" jest skontrolowanie wszystkich stacji paliwowych, bo jest ich około siedmiu tysięcy.
- Rozszerzenie kontroli zwiększyłoby jeszcze bardziej wydatki z budżetu, a i tak nie wiadomo, czy minister finansów zgodzi się na szacowane 2,5 do 3 mln zł - powiedział S. Perek. Jeżeli ustawa weszłaby w życie w niezmienionej formie, koszty jej wdrożenia ponieśliby też właściciele stacji paliwowych. Musieliby się bowiem zaopatrzyć w "lodówki przeciwwybuchowe" do przechowywania próbek paliw. Projekt ustawy zakłada bowiem, że kontroler pobierałby dwie próbki i jedną zabierał do laboratorium, a druga miałaby być zaplombowana i przechowywana na stacji. Dyrektor Perek przekonuje, że na razie nie ma się czym martwić, ponieważ zapisy są tylko propozycjami do ustawy i "w trakcie prac, np. w Sejmie, mogą się zmienić". Projekt ustawy jest po konsultacjach międzyresortowych i czeka, aż zajmie się nim rząd.