możemy na podstawie tego wywnioskować. Są jednak inne narzędzia.
Pora na przypomnienie wykresu tygodniowego indeksu WIG20 WIG20tyg.gif
Sytuacja techniczne wydaje się tu dość klarowna, ale wnioski mogą być chyba
zbyt porażające. No bo co faktycznie przedstawia ten wykres? Od dłuższego
czasu indeks poruszał się w kanale spadkowym. Któregoś razu, gdy popyt
poczuł się silniejszy, wykres indeksu opuścił wspomniany kanał. Jak to
teoria nakazuje, po wybiciu z kanału następuje ruch powrotny. Ruch powrotny
powinien się zakończyć na poziomie ograniczenia kanału. W tym wypadku
górnego, bo wybicie nastąpiło w górę. Fala spadków faktycznie sprowadziła
ceny dokładnie do górnego ograniczenia kanału. Tu zniżka się zatrzymała.
Zgodnie z teorią. A teraz najciekawsze. Fakt wybicia z kanału może być
podstawa do przypuszczeń, że rynek powoli jest przejmowany przez bardziej
optymistycznie nastawionych graczy. Nadal kierując się teorią, po tym, jak
wykres wykonał zakładany ruch powrotny i nie wszedł ponownie w obszar
kanału, można mówić o zmianie trendu. To z kolei, kazałoby oczekiwać
znacznie większych, niż się obecnie mówi, wzrostów. Właściwie ich zakres
powinien odpowiadać przynajmniej wysokości kanału, z którego nastąpiło
wybicie. Już widzę, uśmieszki - "Rynek wzrósł parę punktów, a Jaros już
hossę widzi." Żeby wiec nie było wątpliwości, dla mnie również taki
scenariusz jestc temu, jako tzw. prowokację intelektualną. Chodzi o
obserwację, że do tej pory cała bessa od marca 2000 roku charakteryzowała
się pewnym rytmem spadków i korekt. Do tej pory dało się zauważyć dwa silne
spadki, które w połowie swojego zakresu wykreślały małe korekty. Między tymi
większymi spadkami dochodziło do znaczniejszych wzrostów. Skala ostatniego
spadku pozwalała przypuszczać, że mamy do czynienia z trzecią dużą falą
spadkową. Także i w czasie jej trwania należało się spodziewać mniejszej
korekty. Teraz właśnie mamy z nią do czynienia. Zaznaczam jednak, ze według
tej koncepcji to tylko korekta przed dalszą częścią spadku, która powinna w
przybliżeniu przynieść podobne spustoszenie, jak część pierwsza. Jak już
wspominałem, ten scenariusz jest mi bliższy i, w moim przekonaniu, nieco
lepiej wplata się w obraz naszej i światowej gospodarki.
No właśnie gospodarka. Obecny wzrost na rynku akcji można spokojnie
przypisać spodziewanej już chyba powszechnie obniżce stóp procentowych oraz
publikacji dobrych (relatywnie) danych makro. Obniżka ma zostać dokonana w
czasie najbliższego posiedzenia RPP (27-28 sierpień). Co do skali obniżki,
to już "powszechność" przekonania jest znacznie mniejsza. Jeszcze niedawno
mówiło się o obniżce o co najmniej o 50 pkt bazowych. Obecnie raczej nikt na
więcej nie liczy, a można czasem usłyszeć o 25 pkt. Skąd to zmniejszenie
oczekiwań? Wpłynęły na to opublikowane ostatnio dane makro, które okazały
się całkiem dobre (oczywiście mając na myśli gospodarkę w niezbyt dobrej
kondycji). Dobre, a więc dla obniżki złe, bo może jej duża skala nie będzie
potrzebna. Dowiedzieliśmy się, że wzrosła produkcja przemysłowa, wzrosła
sprzedaż detaliczna. Odnotowano lekki wzrost wskaźników optymizmu
konsumentów oraz skłonności do zakupów. Można się zatem obawiać, że rada
wstrzyma się w większym cieciem, bo nie będzie ono konieczne, skoro
gospodarka sama się powoli dźwiga. Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach.
Po pierwsze, spadająca inflacja (wspomagana także przez MF - vide skokowa
obniżka akcyzy na alkohol, który ma ponad 1,5% udział w koszyku) sprawia, że
realnie stopy procentowe nadal rosną. To oczywiście nie wpływa na gospodarkę
pobudzająco. Nawet tylko dla zachowania stałych realnych stóp procentowych
rada powinna zareagować. Takie też są ogólne komentarze analityków oraz, co
zrozumiałe, rządu. Ci pierwsi, jednak dość sceptycznie podchodzą do nowych
danych i sygnalizują, że należy wziąć poprawkę na różnicę w ilości dni
roboczych w poszczególnych miesiącach. Dobre dane mogą sygnalizować, że w
gospodarce zachodzą pewne procesy, które wpłyną na jej lepszy standing,
niemniej nie należy jeszcze się za bardzo cieszyć. To jeszcze nie są dane,
które by uprawniały do stwierdzenia, że gospodarka będzie już rosnąć.
Najbardziej sceptyczni są analitycy banków zachodnich. Zwracają oni uwagę,
że "Równoczesny spadek inflacji w zakresie towarów i dóbr konsumpcyjnych (do
poziomu 1,3 proc. rdr w lipcu) i wzrost cen w przemyśle (o 1,4 proc. rdr)
sugeruje, że przedsiębiorstwa mają margines zysku bliski zeru, co jest
oznaką słabego popytu." Taką oznaką może być też niska wartość importu. Nie
bez znaczenia jest też spadek płac realnych i wzrost bezrobocia. Nie należy
także zapominać, że nasza gospodarka jest powiązana z gospodarka światową.
Warto więc sobie przypomnieć niedawne publikacje danych w USA oraz rewizje
prognoz dotyczących wzrostu światowego PKB dokonane przez większość
najważniejszych instytucji. Czyli cięcie 50 pkt jest chyba najbardziej
prawdopodobne.
Nie sposób nie wspomnieć o poważnym już rozruchu "Pakietu Kołodki". Już
możemy się dowiedzieć, jak kalkulują najwięksi dłużnicy Skarbu Państwa, ileolak przed szkodą i po szkodzie
głupi". Oddłużenie szpitali dokonane kilka lat temu miało im pomóc w dalszym
funkcjonowaniu. Dziś już wiemy, że dzięki temu szpitale z czystym kontem
ponownie się zadłużały, i że obecnie ich długi już przekraczają umorzoną
wtedy wartość. Ten przykład nie nauczył jednak nikogo. Ba, nawet powtarzając
obecnie ten sam błąd, korzysta się z retoryki jakże wymyślnego i cudownego
panaceum na nasze gospodarcze bolączki. Nikt nie stara się wpłynąć na
zwiększenie efektywności na poziomie operacyjnym, bo taką należałoby
osiągnąć poprzez bolesną restrukturyzację i niezadowolenie związkowców. Kto
z prezesów spółek węglowych czy innych molochów podejmie się teraz
restrukturyzacji, gdy wie, że "gnębionym" pracownikom jego zakładu przyjadą
z pomocą koledzy ze Szczecina. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce znaleźć
się na miejscu prezesa Walusia. Co ciekawe zresztą, jaki by on nie był, to
był on prezesem spółki pracowniczej, czy de facto został pobity przez
własnych pracodawców, za to, że nie są im wypłacane pensje. Szkoda, że
Bareja nie żyje.
Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Cały ten program
oddłużeniowy, którego największymi beneficjantami będą przedsiębiorstwa
państwowe potwierdza tezę, która jest od dawna podnoszona przez polskich
przedsiębiorców ale nie uzyskuje zrozumienia wśród obecnych koalicjantów.
Koszty zatrudnienia są obecnie za wysokie. I nie chodzi tu o same płace dla
pracowników. Tu chodzi o te składniki kosztów zatrudnienia, które wędrują do
budżetu lub ZUS. Mimo utyskiwań i żalów prywatni przedsiębiorcy (sól naszej
gospodarki) je płacą. Muszą się w związku z tym zgodzić na mniejszą
rentowność, albo uciekają się do sposobów, które pozwalają na ucieczkę od
wspomnianych kosztów. Zważywszy na dbałość o własny interes, a więc i
możliwość dalszej egzystencji w obrocie gospodarczym, a więc i możliwość
zatrudniania, zwykle wybiera się to drugie, co zwykle sprowadza się do
naruszania groteskowego przecież kodeksu pracy. Państwowe molochy nie muszą,
jak widać, się tak wysilać, gdyż umożliwia im się jawne uchylanie się od
płacenia podatków i składek ZUS. To jest przecież równoznaczne z obniżeniem
kosztu zatrudnionych tam pracowników. Mamy więc zupełnie jawne rozróżnienie
warunków funkcjonowania podmiotów w gospodarce, oczywiście na korzyść tych
państwowych. Kuchennymi drzwiami dowiadujemy się, że faktyczne koszty
zatrudnienia są za wysokie, ale nikt publicznie tego nie chce przyznać. Czy
brak danin na pracowników zatrudnionych w molochach uniemożliwia im
korzystanie ze świadczeń, na które te daniny maja być przeznaczone?
Oczywiście , że nie. Mamy więc koszty, a środki, które powinny być na nie
przeznaczone nie spływają. Kto pokrywa różnice? Mityczny Skarb Państwa i
jego budżet. Mityczny, bo faktycznie niewiele osób sobie zdaje sprawę, że
Skarb Państwa to faktycznie, moi Państwo, wasz (a właściwie nasz) skarb.
Jeśli jesteście zatrudnieni w firmie, która normalnie stara się regulować
zobowiązania wobec SP i ZUS, to miejcie świadomość, że część pieniędzy,
która mogłaby przypaść wam, zostanie przekazana górnikom, hutnikom i
pracownikom PKP w postaci świadczeń. W zamian, ci ludzie nadal przekonani o
niezbędnej dominującej roli Państwa w gospodarce i niezwykle ważnej roli ich
nierentownego zakładu dla całej gospodarki, będą głosować na ludzi, którzy
im to wmawiają. Trochę się rozpisałem ale nie lubię, gdy ktoś wciska swe
brudne paluchy w gospodarkę w imię pozyskania elektoratu.
Wróćmy więc do techniki. Jak już wspomniałem wyżej, były przesłanki ku
korekcie. Ta właśnie ma miejsce. Wzrost od dołka sprawił, że wypełniliśmy
minimum tego, co należało zrobić zniesienie.gpoprzednich spadków. Zwykle było to ok. 38,2%. Zatem
statystycznie biorąc, także i teraz należałoby się spodziewać takiego ruchu.
Co ciekawe poziom takiego zniesienia moglibyśmy osiągnąć podchodząc w
okolice 1190-1200 pkt. Czy to niemożliwe? Dlaczego nie. Patrząc na wykres
intraday kontraktów widać formację chorągiewki Kontrakty.gif Wybicie z niej
górą to teoretycznie możliwość wzrostu o podobną odległość, jaka została
wykreślona przed wyrysowaniem chorągiewki. Taka zwyżka skończyłaby się
właśnie na wspomnianych poziomach. Na razie, póki wykres nie wykonał żadnego
większego ruchu, skłaniałbym się ku tej właśnie koncepcji. Nie dam się
jednak zaślepić. Może jednak faktycznie byki nie będą już miały sił na
powtórny atak. W końcu w Stanach indeksy na poważnie utknęły na swoich
oporach (związanych z atakiem na WTC). Jak zaczną spadać, to kto u nas
będzie kupował? Zatem przyjrzyjmy się scenariuszowi alternatywnemu, który ma
nas obronić, na wypadek braku dalszych wzrostów. Poważnym sygnałem słabości
rynku byłoby zejście indeksu poniżej poziomu 1100 pkt. Dobrze pamiętamy, że
właśnie ten poziom przez dłuższy czas był oporem, przez którego bykom na
kasowym nie udawało się wyjść wyżej. Teraz można liczyć, że równie zaciekle
będzie przeszkadzał niedźwiedziom Indeks.gif Zejście indeksu poniżej tego
poziomu najprawdopodobniej będzie się wiązało z zejściem kontaktów pod
poziom 1100 pkt, a przypomnę, że na 1102 mamy wsparcie w postaci połowy
białej świecy ze środy. Taka sytuacja wymusiłaby zamknięcie
średnioterminowych długich pozycji oraz otwarcie krótkoterminowych krótkich.
Na średnioterminowe krótkie pozycje zdecydowałbym się dopiero po pokonaniu
przez wykres linii trendu opartej na dwóch ostatnich dołkach.
Kamil Jaros