Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Mamy za sobą drugi miły dla byków tydzień. Taka sytuacja dawno nie miała miejsca na naszym rynku. Druga biała świeczka na wykresie tygodniowym. Toż to układ widziany ostatnio w styczniu tego roku! FUTUREStyg.gif WIG20tyg.gif To pokazuje, z jak silnym trendem spadkowym mamy do czynienia. Każdy trend musi jednak co jakiś czas wyhamować swój impet - musi zostać wyrysowana korekta. Wygląda na to, że właśnie z taką mamy teraz do czynienia. Skąd ten nagły przypływ optymizmu wśród graczy? Przesłanki

Publikacja: 25.08.2002 21:23

Mamy za sobą drugi miły dla byków tydzień. Taka sytuacja dawno nie miała

miejsca na naszym rynku. Druga biała świeczka na wykresie tygodniowym. Toż

to układ widziany ostatnio w styczniu tego roku! FUTUREStyg.gif WIG20tyg.gif

To pokazuje, z jak silnym trendem spadkowym mamy do czynienia. Każdy trend

musi jednak co jakiś czas wyhamować swój impet - musi zostać wyrysowana

Reklama
Reklama

korekta. Wygląda na to, że właśnie z taką mamy teraz do czynienia.

Skąd ten nagły przypływ optymizmu wśród graczy? Przesłanki korekty były już

przedstawiane miesiąc temu. Jedną z nich było m.in. bardzo mocne wyprzedanie

rynku. Było też kilka innych, ale nie chodzi jednak o pisanie w stylu "już

dawno wiedziałem, że tak będzie" czy "można się było tego spodziewać ".

Obecność wzrostów nawet w tak mocnym trendzie spadkowym uświadamia, że nie

Reklama
Reklama

wolno dać się rynkowi zaskoczyć. Wspomniane przesłanki sprawiały, że

możliwość korekty była całkiem realna. Powtarzam, "możliwość". Ich

wystąpienie nie przesądzało o wystąpieniu samej korekty. Obecnie widać, że

warto było uważać. Sama świadomość istnienia zagrożenia dla panującego

trendu sprawia, że jesteśmy ostrożniejsi, a gdy faktycznie trend hamuje, to

nie jest to dla nas zaskoczeniem. Potrafimy spokojnie na zmiany rynkowe

Reklama
Reklama

zareagować. Nasz poczynania nie są wynikiem nagłej kalkulacji, lecz

wcześniejszych przemyśleń. W takim duchu są zawsze pisane te komentarze.

Sama prognoza jest tu mniej ważna, gdyż może się po prostu nie sprawdzić.

Myślę, że ważniejszą rzeczą jest zasygnalizowanie zagrożeń i zaproponowanie

działań, które sprawią, że te zagrożenia, gdy się urzeczywistnią, nie będą

Reklama
Reklama

miały fatalnego wpływu na nasz kapitał. Jego ochrona jest dla nas

najważniejsza.

Wróćmy jednak do wspomnianych wyżej przesłanek, które sygnalizowały

możliwość wzrostów i sprawdźmy, jak się one odnoszą do obecnej sytuacji. Czy

można z nich coś jeszcze wywnioskować? Pierwszą i chyba najprostszą z nich

Reklama
Reklama

był fakt pojawienia się na wykresie tygodniowym luki bessy. Jak zdążyliśmy

zauważyć, dotychczas występowała ona jako zwieńczenie spadków - dało nam to

podstawę sądzić, że trend spadkowy w tej fazie osiągnął dno luki.gif

Zadziwiające, ale i tym razem luka okazała się zwiastunem końca fali

spadków. Niestety teraz raczej nam się już nie przyda, bo nic więcej nie

Reklama
Reklama

możemy na podstawie tego wywnioskować. Są jednak inne narzędzia.

Pora na przypomnienie wykresu tygodniowego indeksu WIG20 WIG20tyg.gif

Sytuacja techniczne wydaje się tu dość klarowna, ale wnioski mogą być chyba

zbyt porażające. No bo co faktycznie przedstawia ten wykres? Od dłuższego

czasu indeks poruszał się w kanale spadkowym. Któregoś razu, gdy popyt

poczuł się silniejszy, wykres indeksu opuścił wspomniany kanał. Jak to

teoria nakazuje, po wybiciu z kanału następuje ruch powrotny. Ruch powrotny

powinien się zakończyć na poziomie ograniczenia kanału. W tym wypadku

górnego, bo wybicie nastąpiło w górę. Fala spadków faktycznie sprowadziła

ceny dokładnie do górnego ograniczenia kanału. Tu zniżka się zatrzymała.

Zgodnie z teorią. A teraz najciekawsze. Fakt wybicia z kanału może być

podstawa do przypuszczeń, że rynek powoli jest przejmowany przez bardziej

optymistycznie nastawionych graczy. Nadal kierując się teorią, po tym, jak

wykres wykonał zakładany ruch powrotny i nie wszedł ponownie w obszar

kanału, można mówić o zmianie trendu. To z kolei, kazałoby oczekiwać

znacznie większych, niż się obecnie mówi, wzrostów. Właściwie ich zakres

powinien odpowiadać przynajmniej wysokości kanału, z którego nastąpiło

wybicie. Już widzę, uśmieszki - "Rynek wzrósł parę punktów, a Jaros już

hossę widzi." Żeby wiec nie było wątpliwości, dla mnie również taki

scenariusz jestc temu, jako tzw. prowokację intelektualną. Chodzi o

obserwację, że do tej pory cała bessa od marca 2000 roku charakteryzowała

się pewnym rytmem spadków i korekt. Do tej pory dało się zauważyć dwa silne

spadki, które w połowie swojego zakresu wykreślały małe korekty. Między tymi

większymi spadkami dochodziło do znaczniejszych wzrostów. Skala ostatniego

spadku pozwalała przypuszczać, że mamy do czynienia z trzecią dużą falą

spadkową. Także i w czasie jej trwania należało się spodziewać mniejszej

korekty. Teraz właśnie mamy z nią do czynienia. Zaznaczam jednak, ze według

tej koncepcji to tylko korekta przed dalszą częścią spadku, która powinna w

przybliżeniu przynieść podobne spustoszenie, jak część pierwsza. Jak już

wspominałem, ten scenariusz jest mi bliższy i, w moim przekonaniu, nieco

lepiej wplata się w obraz naszej i światowej gospodarki.

No właśnie gospodarka. Obecny wzrost na rynku akcji można spokojnie

przypisać spodziewanej już chyba powszechnie obniżce stóp procentowych oraz

publikacji dobrych (relatywnie) danych makro. Obniżka ma zostać dokonana w

czasie najbliższego posiedzenia RPP (27-28 sierpień). Co do skali obniżki,

to już "powszechność" przekonania jest znacznie mniejsza. Jeszcze niedawno

mówiło się o obniżce o co najmniej o 50 pkt bazowych. Obecnie raczej nikt na

więcej nie liczy, a można czasem usłyszeć o 25 pkt. Skąd to zmniejszenie

oczekiwań? Wpłynęły na to opublikowane ostatnio dane makro, które okazały

się całkiem dobre (oczywiście mając na myśli gospodarkę w niezbyt dobrej

kondycji). Dobre, a więc dla obniżki złe, bo może jej duża skala nie będzie

potrzebna. Dowiedzieliśmy się, że wzrosła produkcja przemysłowa, wzrosła

sprzedaż detaliczna. Odnotowano lekki wzrost wskaźników optymizmu

konsumentów oraz skłonności do zakupów. Można się zatem obawiać, że rada

wstrzyma się w większym cieciem, bo nie będzie ono konieczne, skoro

gospodarka sama się powoli dźwiga. Trzeba jednak pamiętać o dwóch sprawach.

Po pierwsze, spadająca inflacja (wspomagana także przez MF - vide skokowa

obniżka akcyzy na alkohol, który ma ponad 1,5% udział w koszyku) sprawia, że

realnie stopy procentowe nadal rosną. To oczywiście nie wpływa na gospodarkę

pobudzająco. Nawet tylko dla zachowania stałych realnych stóp procentowych

rada powinna zareagować. Takie też są ogólne komentarze analityków oraz, co

zrozumiałe, rządu. Ci pierwsi, jednak dość sceptycznie podchodzą do nowych

danych i sygnalizują, że należy wziąć poprawkę na różnicę w ilości dni

roboczych w poszczególnych miesiącach. Dobre dane mogą sygnalizować, że w

gospodarce zachodzą pewne procesy, które wpłyną na jej lepszy standing,

niemniej nie należy jeszcze się za bardzo cieszyć. To jeszcze nie są dane,

które by uprawniały do stwierdzenia, że gospodarka będzie już rosnąć.

Najbardziej sceptyczni są analitycy banków zachodnich. Zwracają oni uwagę,

że "Równoczesny spadek inflacji w zakresie towarów i dóbr konsumpcyjnych (do

poziomu 1,3 proc. rdr w lipcu) i wzrost cen w przemyśle (o 1,4 proc. rdr)

sugeruje, że przedsiębiorstwa mają margines zysku bliski zeru, co jest

oznaką słabego popytu." Taką oznaką może być też niska wartość importu. Nie

bez znaczenia jest też spadek płac realnych i wzrost bezrobocia. Nie należy

także zapominać, że nasza gospodarka jest powiązana z gospodarka światową.

Warto więc sobie przypomnieć niedawne publikacje danych w USA oraz rewizje

prognoz dotyczących wzrostu światowego PKB dokonane przez większość

najważniejszych instytucji. Czyli cięcie 50 pkt jest chyba najbardziej

prawdopodobne.

Nie sposób nie wspomnieć o poważnym już rozruchu "Pakietu Kołodki". Już

możemy się dowiedzieć, jak kalkulują najwięksi dłużnicy Skarbu Państwa, ileolak przed szkodą i po szkodzie

głupi". Oddłużenie szpitali dokonane kilka lat temu miało im pomóc w dalszym

funkcjonowaniu. Dziś już wiemy, że dzięki temu szpitale z czystym kontem

ponownie się zadłużały, i że obecnie ich długi już przekraczają umorzoną

wtedy wartość. Ten przykład nie nauczył jednak nikogo. Ba, nawet powtarzając

obecnie ten sam błąd, korzysta się z retoryki jakże wymyślnego i cudownego

panaceum na nasze gospodarcze bolączki. Nikt nie stara się wpłynąć na

zwiększenie efektywności na poziomie operacyjnym, bo taką należałoby

osiągnąć poprzez bolesną restrukturyzację i niezadowolenie związkowców. Kto

z prezesów spółek węglowych czy innych molochów podejmie się teraz

restrukturyzacji, gdy wie, że "gnębionym" pracownikom jego zakładu przyjadą

z pomocą koledzy ze Szczecina. Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce znaleźć

się na miejscu prezesa Walusia. Co ciekawe zresztą, jaki by on nie był, to

był on prezesem spółki pracowniczej, czy de facto został pobity przez

własnych pracodawców, za to, że nie są im wypłacane pensje. Szkoda, że

Bareja nie żyje.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Cały ten program

oddłużeniowy, którego największymi beneficjantami będą przedsiębiorstwa

państwowe potwierdza tezę, która jest od dawna podnoszona przez polskich

przedsiębiorców ale nie uzyskuje zrozumienia wśród obecnych koalicjantów.

Koszty zatrudnienia są obecnie za wysokie. I nie chodzi tu o same płace dla

pracowników. Tu chodzi o te składniki kosztów zatrudnienia, które wędrują do

budżetu lub ZUS. Mimo utyskiwań i żalów prywatni przedsiębiorcy (sól naszej

gospodarki) je płacą. Muszą się w związku z tym zgodzić na mniejszą

rentowność, albo uciekają się do sposobów, które pozwalają na ucieczkę od

wspomnianych kosztów. Zważywszy na dbałość o własny interes, a więc i

możliwość dalszej egzystencji w obrocie gospodarczym, a więc i możliwość

zatrudniania, zwykle wybiera się to drugie, co zwykle sprowadza się do

naruszania groteskowego przecież kodeksu pracy. Państwowe molochy nie muszą,

jak widać, się tak wysilać, gdyż umożliwia im się jawne uchylanie się od

płacenia podatków i składek ZUS. To jest przecież równoznaczne z obniżeniem

kosztu zatrudnionych tam pracowników. Mamy więc zupełnie jawne rozróżnienie

warunków funkcjonowania podmiotów w gospodarce, oczywiście na korzyść tych

państwowych. Kuchennymi drzwiami dowiadujemy się, że faktyczne koszty

zatrudnienia są za wysokie, ale nikt publicznie tego nie chce przyznać. Czy

brak danin na pracowników zatrudnionych w molochach uniemożliwia im

korzystanie ze świadczeń, na które te daniny maja być przeznaczone?

Oczywiście , że nie. Mamy więc koszty, a środki, które powinny być na nie

przeznaczone nie spływają. Kto pokrywa różnice? Mityczny Skarb Państwa i

jego budżet. Mityczny, bo faktycznie niewiele osób sobie zdaje sprawę, że

Skarb Państwa to faktycznie, moi Państwo, wasz (a właściwie nasz) skarb.

Jeśli jesteście zatrudnieni w firmie, która normalnie stara się regulować

zobowiązania wobec SP i ZUS, to miejcie świadomość, że część pieniędzy,

która mogłaby przypaść wam, zostanie przekazana górnikom, hutnikom i

pracownikom PKP w postaci świadczeń. W zamian, ci ludzie nadal przekonani o

niezbędnej dominującej roli Państwa w gospodarce i niezwykle ważnej roli ich

nierentownego zakładu dla całej gospodarki, będą głosować na ludzi, którzy

im to wmawiają. Trochę się rozpisałem ale nie lubię, gdy ktoś wciska swe

brudne paluchy w gospodarkę w imię pozyskania elektoratu.

Wróćmy więc do techniki. Jak już wspomniałem wyżej, były przesłanki ku

korekcie. Ta właśnie ma miejsce. Wzrost od dołka sprawił, że wypełniliśmy

minimum tego, co należało zrobić zniesienie.gpoprzednich spadków. Zwykle było to ok. 38,2%. Zatem

statystycznie biorąc, także i teraz należałoby się spodziewać takiego ruchu.

Co ciekawe poziom takiego zniesienia moglibyśmy osiągnąć podchodząc w

okolice 1190-1200 pkt. Czy to niemożliwe? Dlaczego nie. Patrząc na wykres

intraday kontraktów widać formację chorągiewki Kontrakty.gif Wybicie z niej

górą to teoretycznie możliwość wzrostu o podobną odległość, jaka została

wykreślona przed wyrysowaniem chorągiewki. Taka zwyżka skończyłaby się

właśnie na wspomnianych poziomach. Na razie, póki wykres nie wykonał żadnego

większego ruchu, skłaniałbym się ku tej właśnie koncepcji. Nie dam się

jednak zaślepić. Może jednak faktycznie byki nie będą już miały sił na

powtórny atak. W końcu w Stanach indeksy na poważnie utknęły na swoich

oporach (związanych z atakiem na WTC). Jak zaczną spadać, to kto u nas

będzie kupował? Zatem przyjrzyjmy się scenariuszowi alternatywnemu, który ma

nas obronić, na wypadek braku dalszych wzrostów. Poważnym sygnałem słabości

rynku byłoby zejście indeksu poniżej poziomu 1100 pkt. Dobrze pamiętamy, że

właśnie ten poziom przez dłuższy czas był oporem, przez którego bykom na

kasowym nie udawało się wyjść wyżej. Teraz można liczyć, że równie zaciekle

będzie przeszkadzał niedźwiedziom Indeks.gif Zejście indeksu poniżej tego

poziomu najprawdopodobniej będzie się wiązało z zejściem kontaktów pod

poziom 1100 pkt, a przypomnę, że na 1102 mamy wsparcie w postaci połowy

białej świecy ze środy. Taka sytuacja wymusiłaby zamknięcie

średnioterminowych długich pozycji oraz otwarcie krótkoterminowych krótkich.

Na średnioterminowe krótkie pozycje zdecydowałbym się dopiero po pokonaniu

przez wykres linii trendu opartej na dwóch ostatnich dołkach.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama