Jak podaje "The Independent", wypłaty odszkodowań z sektora państwowego w Wielkiej Brytanii wzrosły o 2,5 mld funtów (3,8 mld USD) w ciągu ostatnich dwóch lat. W 2001 r. podatnik brytyjski otrzymał 12,3 mld funtów z tego tytułu. W tym roku kwota ta prawdopodobnie przekroczy 14 mld funtów szterlingów.
Wzrost spowodowany jest serią precedensowych orzeczeń sądowych dotyczących zaniedbań w służbie zdrowia i oznacza, że w tym roku wkład podatnika w zadośćuczynienie ofiarom bądź pracownikom służb publicznych wyniesie 14,3 mld funtów. Koszty pokrywane są z kiesy zarówno samorządów, jak i rządu centralnego. W przypadku wielomiliardowych spraw ciężar bierze na siebie w całości rząd. Tak jest w przypadku gigantycznych sum do dzisiaj wypłacanych górnikom za schorzenia płuc wywołane wykonywaniem czynności zawodowych, jak i wypłat ludziom w wyniku niedopatrzeń narażonych na działanie azbestu.
Od dłuższego czasu rząd brytyjski szuka sposobu na powstrzymanie rosnącego rachunku wystawianego mu przez własnych obywateli. Zły stan brytyjskiej państwowej służby zdrowia (NHS) oraz transportu nie ułatwia sprawy, mnożąc procesy o odszkodowania. Za niedoskonałości i błędy brytyjskiej służby zdrowia rząd musi zapłacić 4,4 mld funtów, a jak wskazuje naczelne biuro księgowe (National Audit Office), kwota ta prawdopodobnie wzrośnie do 8,4 mld w ciągu następnego roku. Co gorsza - jak podkreśliła niedawno specjalna komisja Izby Lordów - ogłoszony przez kanclerza Gordona Browna potężny zastrzyk gotówki, mający uzdrowić służbę zdrowia, może zachęcić ludzi do "żądania kolejnych odszkodowań".
Nawet jeśli rządowi Tony'ego Blaira uda się powstrzymać nagminne nadużywanie niedoskonałości służb publicznych, na horyzoncie rysują sie kolejne dziedziny, w których rząd może zostać zmuszony do zapłaty za złe traktowanie własnych obywateli przez służby publiczne. Ustawa o zatrudnieniu (The Employment Bill), która wkrótce wejdzie w życie, umożliwi pracownikom żądanie od pracodawcy ujawnienia wynagrodzenia innych zatrudnionych osób na tym samym stanowisku. W przypadku wykrycia dysproporcji w zarobkach między kobietami a mężczyznami wykonującymi tę samą funkcję oznaczać to może zalew sądów pozwami o dyskryminację płciową.