Do tej pory emisje euroobligacji przeprowadziło zaledwie kilka polskich firm, m.in. TP SA, PGNiG, Elektrownia Turów. Ich wartość jest dużo mniejsza od i tak mizernego rynku krajowych papierów komercyjnych, którego wartość wyniosła na koniec września nieco ponad 18 mld zł.

W opinii G. Koczary, euroobligacje są bardzo korzystnym źródłem finansowania działalności, zwłaszcza dla firm, które mają zobowiązania w euro. Nie wymagają np. tak dużych zabezpieczeń, jak zaciąganie kredytów bankowych. Do tego dochodzi atrakcyjniejsze oprocentowanie. Zwraca jednak uwagę, że z uwagi na małą popularność tego instrumentu w Polsce, przygotowanie emisji może być bardzo czasochłonne.

Łączne koszty przeprowadzenia oferty, w tym sporządzenie prospektu, audyt i nadanie ratingu, wynoszą, jego zdaniem, ok. 0,5-0,7% wartości emisji. - Ale trzeba bardzo uważać. Jeżeli ktoś nie zna dobrze tego rynku i nie wie, jakie są stawki na świecie, może przepłacić - stwierdził G. Koczara w rozmowie z PARKIETEM podczas konferencji poświęconej euroobligacjom, zorganizowanej przez Top Consulting

Jego zdaniem, euroobligacje mogą być również wykorzystywane jako źródło finansowania działalności banku. Dotyczy to np. instytucji, które udzielają dużo kredytów w euro. Poza tym, banki mogą też pożyczać w ten sposób pieniądze na Zachodzie, a potem inwestować je po wyższych stopach w polskie papiery skarbowe. Kredyt Bank przeprowadził do tej pory jedną emisję euroobligacji, na sumę 150 mln euro.