Pekao żąda upadłości firmy, bo nie zwróciła mu 14 mln zł kredytu. Banku nie powstrzymuje fakt, że jego dom maklerski ma ponad 5% akcji przedsiębiorstwa. Zarząd Szeptela twierdzi, że wszystkie inne zobowiązania reguluje na bieżąco - nie ma więc powodów, aby ogłaszać upadłość. Sąd zajmie się sprawą w niecały miesiąc po złożeniu wniosku, a więc - jak na nasze warunki - błyskawicznie. - Złożyliśmy wszystkie wymagane dokumenty. Podtrzymujemy swoje stanowisko, że nie zachodzą przesłanki upadłości. W piśmie skierowanym do sądu przypominamy także, że bank nie próbował windykować należności ani zwiększać zabezpieczeń. To wszystko, co możemy zrobić - stwierdził Cezary Przybysławski, prezes Szeptela.

O tym, że sytuacja kredytowa spółki nie jest, mimo złych wyników finansowych, oceniana jednoznacznie, świadczy zachowanie innych banków - kredytodawców. Ani PKO BP, ani bank spółdzielczy w Szepietowie nie zdecydowały się na wypowiedzenie Szeptelowi umów kredytowych. A powinny to zrobić, bo wniosek o upadłość firmy sprawia, że jej kredyty automatycznie stają się zagrożone. W takiej sytuacji banki zwykle, nawet jeśli przedsiębiorstwo reguluje zobowiązania wobec nich na bieżąco, wypowiadają umowy. Tak było w przypadku np. złożenia wniosku o upadłość Stoczni Szczecińskiej.

Stanowisko Pekao zaniepokoiło jednak innych wierzycieli - odbyły się ich spotkania z zarządem szepietowskiej firmy. Z naszych informacji wynika, że sytuację przedsiębiorstwa analizowała także rada nadzorcza, w skład której wchodzą przedstawiciele głównych akcjonariuszy - w tym BRE i BGŻ.

Sytuacja Szeptela jest niejednoznacznie oceniana także przez inwestorów. Informacja o wniosku Pekao spowodowała spadek kursu spółki o ponad 10%. Jednak w ostatnim czasie notowania rosną. Wczoraj kurs sięgnął na zamknięciu 1,55 zł (zwyżka o 13,1%), przy wolumenie ponad 332 tys. akcji.