Rok po przystąpieniu do Światowej Organizacji Handlu (WTO), Chiny wciąż hamują dostęp zagranicznych inwestorów do tamtejszych klientów, których jest 1,3 mld. Wprawdzie wzrosły przychody z tego rynku Citigroup, General Motors i innych zagranicznych firm, ale władze, chcąc chronić krajowe spółki, utrudniają obcym realizację następnego etapu rozwoju, a więc sprzedaży szerszego wachlarza towarów i usług w większej liczbie chińskich miast.
W rezultacie Chiny odnoszą większe korzyści z członkostwa w WTO niż ich partnerzy handlowi. Chińska gospodarka, druga pod względem wielkości w Azji, rozwijała się w pierwszych trzech kwartałach br. w tempie 7,9%, a więc najszybciej spośród dużych krajów.
Deficyt handlowy USA z Chinami, większy niż z jakimkolwiek innym krajem, wzrósł do końca września br. do 73,6 mld USD, z 61,2 mld przed rokiem, gdyż chiński eksport do USA zwiększył się o 19%. Między innymi dlatego łączny deficyt handlowy USA w sierpniu był rekordowy. Kraje Unii Europejskiej mają z Chinami 20 mld USD deficytu.
Bezpośrednie inwestycje zagraniczne w Chinach wzrosły w tym roku o 20%, a ich eksport o 21%, mimo spowolnienia światowej gospodarki. Zagraniczne firmy miały 52% udziału w tym eksporcie, ale wciąż nie mogą w pełni korzystać z rozwoju tamtejszej gospodarki. Citibank ma w Chinach jedynie 4 oddziały, a największy zagraniczny bank HSBC - 9. Dla porównania Przemysłowy i Handlowy Bank Chin ma 28 tys. oddziałów. Zagraniczny bank musi mieć nawet zgodę banku centralnego, aby zainstalować bankomat w centrum handlowym.
W kwietniu władze zezwoliły Chińczykom na trzymanie części oszczędności - szacowanych na 150 mld USD - w obcych walutach i w zagranicznych bankach. Od tego czasu liczba kont w pekińskim oddziale HSBC potroiła się. Ale w listopadzie bank centralny ograniczył kwotę lokalnej waluty, jaką banki mogą pożyczać między sobą, do 40% ich zobowiązań w juanach. A ponieważ zagraniczne banki nie mogą przyjmować depozytów w juanach, to ograniczenie uniemożliwi im rozwój akcji kredytowej.