Rok 2003. Biblijny Noe mieszka w Polsce. Pewnego dnia ukazuje mu się Stwórca i mówi: - Za rok ześlę wielki deszcz, który zaleje i zniszczy całą Ziemię. Byłeś wierny mym przykazaniom, więc cię oszczędzę. Zbuduj arkę i zabierz na nią żonę, dzieci i po parze ze wszystkich żyjących na ziemi zwierząt. Pamiętaj jednak, że masz dokładnie rok. To powiedziawszy Stwórca zniknął, a u stóp Noego pojawia się szczegółowy plan arki.
Mija dwanaście miesięcy. Nad Ziemią pojawiają się ciężkie deszczowe chmury. Nagle Stwórca patrzy, a Noe siedzi na wzgórzu i płacze. - Noe! - krzyczy Stwórca - Gdzie jest arka?
Noe szlocha: - Boże, wybacz mi proszę. Zrobiłem, co w mojej mocy ale wyniknęły problemy. Najpierw musiałem uzyskać zezwolenie na budowę arki, a Twe plany nie w pełni zgadzały się z przepisami. Konieczne było więc wynajęcie inżynierów, którzy nanieśli zmiany. Później musiałem przekonać Państwowy Rejestr Statków, że na arce nie jest wymagany system przeciwpożarowy i szalupy. Musiałem też przekonać urząd skarbowy, że arka nie będzie służyć do celów zarobkowych i w związku z tym nie mam obowiązku rejestrowania działalności gospodarczej. Miałem też problemy ze stowarzyszeniem "Fajne miasto", które twierdziło, że arka psuje wizję architektoniczną miasta i próbowało zablokować budowę. Za 2 mln zł darowizny dali mi spokój, ale zaczęły się problemy z Zielonymi, którzy nie mogli mi darować wycięcia drzew na arkę.
Kiedy zacząłem wprowadzać zwierzęta, stowarzyszenie ich obrońców pozwało mnie do sądu za to, że chcę ratować tylko po dwa z każdego gatunku. Potem nagle pojawili się tajniacy ze służb specjalnych, żądając ode mnie mapy planowanej powodzi. Posłałem im globus.
Teraz mam problem ze Stowarzyszeniem Równych Szans, które pyta, dlaczego na arce nie ma ludzi niewierzących. Dodatkowo, na wniosek ministra finansów wszczęto kontrolę, czy budowa arki i przygotowania do powodzi nie mają na celu uniknięcia płacenia podatków. Boże potrzebuję 5-6 lat, by skończyć pracę.