Reklama

Weekednowa Analiza Futures

Opisując dobiegający końca tydzień należy wspomnieć zarówno o zakończonym 2002 roku oraz o rozpoczętym właśnie 2003. Przełom roku to także najlepszy moment na podsumowania oraz próbę spojrzenia w przyszłość. Co więc można powiedzieć o 2002 roku? Niewątpliwie należał on do graczy nastawionych mniej optymistycznie do rynku niż większość wypowiadających się analityków. Gospodarka światowa nie rosła w takim tempie, jaki był zapowiadany jeszcze pod koniec 2001 roku. Mityczny następny kwartał, w k

Publikacja: 05.01.2003 17:37

Opisując dobiegający końca tydzień należy wspomnieć zarówno o zakończonym

2002 roku oraz o rozpoczętym właśnie 2003. Przełom roku to także najlepszy

moment na podsumowania oraz próbę spojrzenia w przyszłość.

Co więc można powiedzieć o 2002 roku? Niewątpliwie należał on do graczy

nastawionych mniej optymistycznie do rynku niż większość wypowiadających się

Reklama
Reklama

analityków. Gospodarka światowa nie rosła w takim tempie, jaki był

zapowiadany jeszcze pod koniec 2001 roku. Mityczny następny kwartał, w

którym miało być już lepiej jakoś nie nadchodził, a kolejne publikowane dane

nie poprawiały nastrojów. Seria bankructw w USA oraz związana z nimi afera z

kreatywną księgowością zdecydowanie nadszarpnęła zaufanie do inwestycji na

rynku kapitałowym. Do tego dochodzi zamieszanie wokół ujawnianych

Reklama
Reklama

nieprawidłowości przy wydawaniu rekomendacji przez czołowe biura maklerskie

i banki inwestycyjne w USA. Wiele osób straciło z tego powodu wiele

pieniędzy. Rozgoryczenie i smród jaki wokół rynku się roznosi cały czas

narasta.

Nie można w tym kontekście nie wspomnieć o nadal konserwatywnym podejściu

naszych polskich regulatorów rynku do koncepcji szerokiego rynku usług

Reklama
Reklama

zarządzania aktywami i doradztwa inwestycyjnego. Jak widać oparcie tego typu

usług o instytucje wcale nie rozwiązuje problemu niebezpieczeństwa

wystąpienia oszustw i naciągania "ciułaczy". Pojawiające się w tym roku

publikacje w prasie dotyczące skuteczności działania naszych

licencjonowanych doradców w wydawaniu rekomendacji nie wzbudziły wielkiego

Reklama
Reklama

zainteresowania, a sprawa jest przecież dość poważna. Nie pojawiła się

merytoryczna dyskusja nad sytuacją tego rynku. Wynik jest taki, że są plany

wprowadzenia kolejnej regulacji, która ma określać dokładnie sposób i metody

przeprowadzania każdej analizy. Ma to pomóc zobiektywizować, to co przecież

z założenia jest subiektywne. Regulatorów razi faktu różnorodnych ocen tego

Reklama
Reklama

samego aktywu, ale czyż to nie jest właśnie istotą rynku? A co mają

powiedzieć zwolennicy astrologii, czy wielce subiektywnej metody fal

Elliota? Mamy więc kolejną regulację w i tak już przeregulowanym rynku. Na

pójście w drugim kierunku, czyli liberalizacji rynku usług finansowych na

razie nie ma szans.

Reklama
Reklama

Jako sukces tego roku przewodniczący KPWiG przedstawia to, że został

zakończony "proces dostosowania obowiązujących na rynku kapitałowym

przepisów do wymogów Unii Europejskiej." Zdaniem J. Sochy "obecnie spełniamy

wszystkie wymogi legislacyjne i organizacyjne, by w pełni konkurować z

innymi rynkami o średniej wielkości w Europie Zachodniej". Problem w tym, że

mamy postępującą globalizację. Rynki się do siebie zbliżają i każdy z nich

jest dostępny dla coraz większej grupy ludzi. Dotyczy to także naszego

rynku. Nie konkuruje on wcale z "rynkami o średniej wielkości", ale właśnie

z tymi najlepszymi. Wprowadzona w październiku liberalizacja prawa

dewizowego i otwarcie tym samym furtki naszym inwestorom do inwestycji

zagranicznych przyniesie swoje żniwo. Rozwój telekomunikacji, a internetu w

szczególności sprawił, że nie ma obecnie żadnego problemu z grą na rynkach

bardziej rozwiniętych. Inwestycje na tamtejszych rynkach są znacznie

ciekawsze choćby z tego powodu, że tam wokół rynku rozwinął się cały sektor

działalności pomocniczej. Usługi doradztwa czy zarządzania kapitałami są

ogólnie dostępne. W Stanach może je prowadzić każdy. Rynek weryfikuje. U nas

coś takiego powoli pojawia się w odniesieniu do powstających platform

forexowych. Obowiązujące regulacje zupełnie ten rynek ignorują. Można

powiedzieć "na szczęście".

Oczywiście nie każdego stać by od razu grać na rynku w USA. Ci, co mają doi". Postępująca dominacja funduszy emerytalnych powoduje, że fluktuacje

cen nie są już tak duże, a więc i ucieka też potencjalna możliwość

wypracowania zysku. Permanentny spadek zmienności nie jest tu przypadkiem.

Aktywni gracze nie lubią gdy rynek się nie zmienia. Ich odpływ tylko pogłębi

ten proces. Pozycja Warszawy, jako centrum finansowego Europy Wschodniej to

już niestety jest czysta iluzja. Integracja europejska sprawi, że będziemy

już bardziej należeć do Europy Zachodniej, a tu centrum leży zdecydowanie

gdzie indziej. Prędzej czy później, dojdzie do powiększenia możliwości

inwestycji za granicą przez fundusze emerytalne. Marginalizacja

warszawskiego parkietu będzie postępować. Pieniądze idą tam gdzie jest

łatwiej. Giełda w Warszawie pozostanie przedszkolem dla polskich inwestorów.

Kto przejdzie przez przedszkole pójdzie do szkoły... zagranicznej.

Perspektywa nie jest zbyt świetlana, ale przyznam, że ja już straciłem

nadzieję na poprawę istniejącej sytuacji. Trzeba się z tym pogodzić i coraz

śmielej skierować oczy na rynki zachodnie lub forex. Największym rynkiem

akcji, jak wiadomo jest rynek amerykański. Dlaczego tak jest i dlaczego

gospodarka amerykańska jest mimo swoich ostatnich kłopotów tak potężna to

chyba pytania, na które dość łatwo znaleźć odpowiedź. Wolność gospodarcza i

wiara w zdrowy rozsądek społeczeństwa. Zwykle mówi się, że Amerykanie to

ignoranci, ale jakoś nie przychodzi nikomu do głowy, by pomagać im z wyborze

tego, co chcą kupić lub sprzedać. Amerykańska wiara w wolny rynek jest siłą

Ameryki. Dla Polski to jednak zupełna abstrakcja. U nas zawsze znajdzie się

ktoś, komu wydaje się, że wie lepiej, co zrobić by żyło się Polakom

przyjemniej i bezpieczniej. Podejmowanie przez Państwo decyzji za obywatela

prowadzi do jego (tegoż obywatela) apatii i postawy roszczeniowej. Problem

ten to jednak zaprzeszłość wcześniejszego systemu i jeszcze długo nie

zostanie on wypleniony.

Bierność i postawa roszczeniowa ujawnia się w najbardziej w kontekście

bezrobocia. Problemy gospodarki światowej nie ominęły także Polski, a z

racji biedoty kraju, widać je ze zdwojoną siłą. Bezrobocie bije rekordy, a

główną metodą walki, jeśli w ogóle można tu mówić o walce, z nim są zasiłki.

Moim zdaniem, jednym z najważniejszych plusów faktu naszej akcesji do UE

jest fakt rozwinięcia kulejących u nas aktywnych form walki z bezrobociem.

Wypadki w Stoczni Szczecińskiej, Odrze, Ożarowie czy innych miejscach, dość

dokładnie pokazują, na co obecnie liczą pracownicy. Państwo ma zrobić "coś".

Bankructwa i wrogie przejęcia to norma w gospodarce kapitalistycznej.

Państwo nie powinno w te procesy ingerować. Jego zadaniem powinno być

zapewnienie alternatywy. I nie chodzi tu o ratowania upadającego

przedsiębiorstwa czy tworzenie nowego, ale państwowego, bo po pierwsze nie

ma na to pieniędzy, a po drugie precedens w jednym miejscu sprawi, że o

pomoc zaczną się zgłaszać ludzie z innych miejsc. Wystąpi efekt domina.

Chodzi tu bardziej o działania pobudzające przedsiębiorczość, instrumenty

wspierania małych firm. To wymusi na nas Unia. Można powiedzieć "na

szczęście".

Mamy za sobą trudny rok 2002, ale przed sobą chyba jeszcze trudniejszy 2003.

Największe rynki finansowe zanotowały kolejny rok spadków. Średnia

przemysłowa spadła trzeci rok z rzędu. Na wykresie chyba dobrze widać, kiedy

ostatnia taka sytuacja miała miejsce DJIA_Y.gif (przełom lat 20 i 30 i

przełom lat 30 i 40-tych) Indeksowi Nasdaq trzy kolejne lata spadku nigdy

wcześniej się nie zdarzyły NASDAQ_Y.gif Jest to cios w bycze serca. Jest o

tym większy, że na razie nie widać, żadnych poważniejszych symptomów poprawy

tej sytuacji. Bai napłynął na rynek z Europy jest zdecydowanie mniejszy od tego z 2000

roku. Szacuje się, że wtedy napłynęło netto ponad 84 mld dolarów, podczas

gdy szacunki dotyczące roku 2002 mówią już o zaledwie 11 mld dolarów. Łącząc

spadek wartości indeksów ze spadkiem wartości dolara mamy mieszankę, która

zabolała odważnych. Nie byłoby więc niczym dziwnym, gdyby w roku 2003

nastąpił faktyczny odpływ środków z rynku amerykańskiego. Rynek papierów

skarbowych także nie kusi już rentownością. Dwanaście kolejny cięć stóp

procentowych zrobiło swoje. To chyba jedno z nielicznych miejsc, gdzie widać

efekt obniżek stóp. Drugim takim miejscem jest rynek nieruchomości. Dwie

bańki, które będą przebite. Ceny papierów skarbowych już nie mają wiele

miejsca na wzrost i obecnie raczej nie można liczyć na dodatnią stopę

wzrostu na tym rynku w bieżącym roku.

Rynek nieruchomości najprawdopodobniej czeka los podobny do tego, jaki

spotkał indeksu w 2000 roku. Niskie stopy procentowe wywołały rekordowy

spadek oprocentowania kredytów hipotecznych. Tanie finansowania napompowało

koniunkturę na rynku nieruchomości. Koniunkturę, która powoli dostaje

zadyszki. Rynek wtórny już nie jest tak dynamiczny Sprzed_istn.gif Za to

wzrost cen napędza rynek pierwotny. Sprzedaż nowych domów bije rekordy

Sprzed_nowe.gif Z własnego doświadczenia wiemy już co się dzieje, gdy na

rynku pojawia się duża fala nowych aktywów. Łącząc je z już istniejącymi

sprawiamy, że brakuje środków na kolejne. A te kolejne powstają, choć już

nie tak dynamicznie nowe_budowy.gif Na razie finansowanie jest zapewnione,

ale co będzie jak stopy procentowe zaczną rosnąć? Co może być tego

przyczyną? Choćby powstrzymanie odpływu kapitału z rynku papierów

skarbowych. USA mają przed sobą poważne projekty i potrzeba im kapitałów, a

niską rentownością ich nie przyciągną. Rosnący deficyt w wymianie z

zagranicą zaczyna coraz poważniej straszyć. Na razie nie ma oczywiście

niebezpieczeństwa, ale w tej chwili nie widać, by przy spadającym dolarze

eksport zdecydowanie rósł. Co ważne na taką poprawę nie można liczyć w

wymianie z jednym z głównych partnerów, z Chinami. Tu bowiem mamy do

czynienia z kursem sztywnym i fakt spadku wartości dolara nie przekłada się

na drożenie towarów z Chin.

Duży deficyt handlowy Def_handl.gif to jeszcze nie wszystko. Dochodzi do

tego rosnący deficyt budżetowy, a będzie większy. W przyszłym tygodniu można

się spodziewać szczegółów prezydenckich propozycji zmniejszenia obciążeń

podatkowych, co nieco uszczupli dochodu budżetowe. Nie należy także

zapominać o zbliżającym się konflikcie z Irakiem. Chyba co do tego, że on

dojdzie do skutku, nikt już nie ma wątpliwości. Tak samo jak, co do

faktycznych motywów. W kaganek demokracji uwierzą tylko naiwni. Oczywiście

konflikt ten to nie tylko konsekwencje ekonomiczne, jak skok cen surowców.

To w dużej mierze mamy już za sobą. Można nawet liczyć, że rozpoczęcie

działań zbrojnych rozpocznie spadki cen ropy i złota. Chwilowe spadki,

zwłaszcza w przypadku złota. Tu trend jest wyraźny. Także i ropa może zacząć

znowu rosnąć jeśli okaże się, że akcje militarna nie będzie tak szybka i

bezproblemowa, jak zakładano wcześniej. Nie zapominajmy o Wenezueli. Piąty

światowy producent ropy jest obecnie jej importerem!

Jest jeszcze jeden problem i to znacznie poważniejszy. Bo przypuśćmy nawet,

że walka z Irakiem będzie "szybka i bezbolesna". Sukces na Bliskim Wschodzie

to poważny problem na Dalekim Wchodzie. Wypływa bowiem kolejny "członek Osi

Zła". W tym wypadku sprawa jest znaczniej bardziej skomplikowana, gdyż w

przeciwieństwie do Iraku, Korea Północna posiada już broń nuklearną. Tu nie

będzie można mnie jest realne. Zwłaszcza, że wiadomo naprawdę czego

można się spodziewać po Kim Dżong Ilu.

Innym równie realnym zagrożeniem, o którym mówi się już otwarcie są możliwe

akcje odwetowe na terytorium USA związanie z atakiem na Irak. To już uderza

bezpośrednio w Amerykanów i ich nastroje. Jeśli już o nich mowa. Feta

sylwestrowa sprawiła, że niemal bez echa przeszedł fakt publikacji wskaźnika

zaufania konsumentów. Okazał się on znacznie gorszy od prognoz. Jego wartość

ponownie zbliżyła się do poziomów rekordowo niskich Cons_conf.gif Jeśli te

kiepskie nastroje dodamy do wyników ostatniego przedświątecznego sezonu

zakupów mamy dość jasny obraz zmieniającego się podejścia Amerykanów.

Przypomnę tylko, że dla sprzedawców to był najgorszy sezon świąteczny od

kiedy zaczęto śledzić te dane.

Chorobliwy optymizm z Amerykanów powoli ucieka. Jest jednak jedna grupa

zawodowa, która nie brak optymizmu nie cierpi i nie zależnie od okoliczności

ma go pod dostatkiem. Mowa oczywiście o amerykańskich czołowych (jak długo

jeszcze?) analitykach. Pomimo kolejnego roku spadku, mamy znowu

optymistyczne prognozy dotyczące nowego roku. Po raz kolejny większość

analityków zapowiada wzrost wartości indeksów. Jak widać trend ma się dobrze

i takie nastroje nie zapowiadają jego zmiany. Koniec spadków następuje

wtedy, gdy już większość w nie uwierzy. Fakt utrzymujących się byczych

nastrojów nadal sprzyja niedźwiedziom. Można zatem sądzić, że póki nie

osiągniemy paniki, nie ma co myśleć o większych wzrostach. Nie należy także

zapominać, że największy problem amerykańskiej gospodarki czyli

przeinwestowanie nadal ma miejsce. Nadal sektor gospodarczy jest tu

najsłabszy.

Powyższy tekst raczej nie zachęca do kupna, a mimo to początek roku mamy

wręcz szampański. Zarówno za "wielką wodą", jak i u nas indeksy skoczyły z

kopyta. Prawdziwy "efekt stycznia". Kontrakty wykreśliły w piątek lukę

hossy, która teraz jest poziomem wsparcia wig20fut.gif Czy jest to początek

czegoś większego? Wielu zakłada, że ten wzrost to start do podobnego z

początku ubiegłego roku. Ceny kontraktów wzrosły wtedy o ok. 270 pkt czyli

23%. Całkiem przyjemna perspektywa, ale czy realna? Technicznie rzecz biorąc

wszystko jest realne. Niemniej mam pewne wątpliwości, czy faktycznie

powtórzymy ubiegłoroczny scenariusz. Widmo Iraku jest nazbyt wyraźne.

Widmo, widmem - na razie mamy wzrosty krótkim terminie. Wyjście nad ostatnie

szczyty sprawi, że będziemy tak mogli powiedzieć również o terminie średnim.

By jednak nie było zbyt różowo, mamy przed sobą kilka ważnych oporów

linie.gif Wprawdzie przy wzrostach są one mniej ważne, ale warto wiedzieć,

co ewentualnie może nas czekać. No więc, mamy linię, która zatrzymała

ostatnie listopadowe wzrosty. Jest to przedłużenie linii łączącej dołki

konsolidacji z pierwszej połowy ubiegłego roku. Czy i tym razem będzie ona

skuteczna? Jeśli nie to niewiele wyżej mamy kolejną linię łączącą szczyt

wspomnianego już styczniowego wzrostu oraz pamiętnej majowej fałszywki.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama