Jako sukces tego roku przewodniczący KPWiG przedstawia to, że został
zakończony "proces dostosowania obowiązujących na rynku kapitałowym
przepisów do wymogów Unii Europejskiej." Zdaniem J. Sochy "obecnie spełniamy
wszystkie wymogi legislacyjne i organizacyjne, by w pełni konkurować z
innymi rynkami o średniej wielkości w Europie Zachodniej". Problem w tym, że
mamy postępującą globalizację. Rynki się do siebie zbliżają i każdy z nich
jest dostępny dla coraz większej grupy ludzi. Dotyczy to także naszego
rynku. Nie konkuruje on wcale z "rynkami o średniej wielkości", ale właśnie
z tymi najlepszymi. Wprowadzona w październiku liberalizacja prawa
dewizowego i otwarcie tym samym furtki naszym inwestorom do inwestycji
zagranicznych przyniesie swoje żniwo. Rozwój telekomunikacji, a internetu w
szczególności sprawił, że nie ma obecnie żadnego problemu z grą na rynkach
bardziej rozwiniętych. Inwestycje na tamtejszych rynkach są znacznie
ciekawsze choćby z tego powodu, że tam wokół rynku rozwinął się cały sektor
działalności pomocniczej. Usługi doradztwa czy zarządzania kapitałami są
ogólnie dostępne. W Stanach może je prowadzić każdy. Rynek weryfikuje. U nas
coś takiego powoli pojawia się w odniesieniu do powstających platform
forexowych. Obowiązujące regulacje zupełnie ten rynek ignorują. Można
powiedzieć "na szczęście".
Oczywiście nie każdego stać by od razu grać na rynku w USA. Ci, co mają doi". Postępująca dominacja funduszy emerytalnych powoduje, że fluktuacje
cen nie są już tak duże, a więc i ucieka też potencjalna możliwość
wypracowania zysku. Permanentny spadek zmienności nie jest tu przypadkiem.
Aktywni gracze nie lubią gdy rynek się nie zmienia. Ich odpływ tylko pogłębi
ten proces. Pozycja Warszawy, jako centrum finansowego Europy Wschodniej to
już niestety jest czysta iluzja. Integracja europejska sprawi, że będziemy
już bardziej należeć do Europy Zachodniej, a tu centrum leży zdecydowanie
gdzie indziej. Prędzej czy później, dojdzie do powiększenia możliwości
inwestycji za granicą przez fundusze emerytalne. Marginalizacja
warszawskiego parkietu będzie postępować. Pieniądze idą tam gdzie jest
łatwiej. Giełda w Warszawie pozostanie przedszkolem dla polskich inwestorów.
Kto przejdzie przez przedszkole pójdzie do szkoły... zagranicznej.
Perspektywa nie jest zbyt świetlana, ale przyznam, że ja już straciłem
nadzieję na poprawę istniejącej sytuacji. Trzeba się z tym pogodzić i coraz
śmielej skierować oczy na rynki zachodnie lub forex. Największym rynkiem
akcji, jak wiadomo jest rynek amerykański. Dlaczego tak jest i dlaczego
gospodarka amerykańska jest mimo swoich ostatnich kłopotów tak potężna to
chyba pytania, na które dość łatwo znaleźć odpowiedź. Wolność gospodarcza i
wiara w zdrowy rozsądek społeczeństwa. Zwykle mówi się, że Amerykanie to
ignoranci, ale jakoś nie przychodzi nikomu do głowy, by pomagać im z wyborze
tego, co chcą kupić lub sprzedać. Amerykańska wiara w wolny rynek jest siłą
Ameryki. Dla Polski to jednak zupełna abstrakcja. U nas zawsze znajdzie się
ktoś, komu wydaje się, że wie lepiej, co zrobić by żyło się Polakom
przyjemniej i bezpieczniej. Podejmowanie przez Państwo decyzji za obywatela
prowadzi do jego (tegoż obywatela) apatii i postawy roszczeniowej. Problem
ten to jednak zaprzeszłość wcześniejszego systemu i jeszcze długo nie
zostanie on wypleniony.
Bierność i postawa roszczeniowa ujawnia się w najbardziej w kontekście
bezrobocia. Problemy gospodarki światowej nie ominęły także Polski, a z
racji biedoty kraju, widać je ze zdwojoną siłą. Bezrobocie bije rekordy, a
główną metodą walki, jeśli w ogóle można tu mówić o walce, z nim są zasiłki.
Moim zdaniem, jednym z najważniejszych plusów faktu naszej akcesji do UE
jest fakt rozwinięcia kulejących u nas aktywnych form walki z bezrobociem.
Wypadki w Stoczni Szczecińskiej, Odrze, Ożarowie czy innych miejscach, dość
dokładnie pokazują, na co obecnie liczą pracownicy. Państwo ma zrobić "coś".
Bankructwa i wrogie przejęcia to norma w gospodarce kapitalistycznej.
Państwo nie powinno w te procesy ingerować. Jego zadaniem powinno być
zapewnienie alternatywy. I nie chodzi tu o ratowania upadającego
przedsiębiorstwa czy tworzenie nowego, ale państwowego, bo po pierwsze nie
ma na to pieniędzy, a po drugie precedens w jednym miejscu sprawi, że o
pomoc zaczną się zgłaszać ludzie z innych miejsc. Wystąpi efekt domina.
Chodzi tu bardziej o działania pobudzające przedsiębiorczość, instrumenty
wspierania małych firm. To wymusi na nas Unia. Można powiedzieć "na
szczęście".
Mamy za sobą trudny rok 2002, ale przed sobą chyba jeszcze trudniejszy 2003.
Największe rynki finansowe zanotowały kolejny rok spadków. Średnia
przemysłowa spadła trzeci rok z rzędu. Na wykresie chyba dobrze widać, kiedy
ostatnia taka sytuacja miała miejsce DJIA_Y.gif (przełom lat 20 i 30 i
przełom lat 30 i 40-tych) Indeksowi Nasdaq trzy kolejne lata spadku nigdy
wcześniej się nie zdarzyły NASDAQ_Y.gif Jest to cios w bycze serca. Jest o
tym większy, że na razie nie widać, żadnych poważniejszych symptomów poprawy
tej sytuacji. Bai napłynął na rynek z Europy jest zdecydowanie mniejszy od tego z 2000
roku. Szacuje się, że wtedy napłynęło netto ponad 84 mld dolarów, podczas
gdy szacunki dotyczące roku 2002 mówią już o zaledwie 11 mld dolarów. Łącząc
spadek wartości indeksów ze spadkiem wartości dolara mamy mieszankę, która
zabolała odważnych. Nie byłoby więc niczym dziwnym, gdyby w roku 2003
nastąpił faktyczny odpływ środków z rynku amerykańskiego. Rynek papierów
skarbowych także nie kusi już rentownością. Dwanaście kolejny cięć stóp
procentowych zrobiło swoje. To chyba jedno z nielicznych miejsc, gdzie widać
efekt obniżek stóp. Drugim takim miejscem jest rynek nieruchomości. Dwie
bańki, które będą przebite. Ceny papierów skarbowych już nie mają wiele
miejsca na wzrost i obecnie raczej nie można liczyć na dodatnią stopę
wzrostu na tym rynku w bieżącym roku.
Rynek nieruchomości najprawdopodobniej czeka los podobny do tego, jaki
spotkał indeksu w 2000 roku. Niskie stopy procentowe wywołały rekordowy
spadek oprocentowania kredytów hipotecznych. Tanie finansowania napompowało
koniunkturę na rynku nieruchomości. Koniunkturę, która powoli dostaje
zadyszki. Rynek wtórny już nie jest tak dynamiczny Sprzed_istn.gif Za to
wzrost cen napędza rynek pierwotny. Sprzedaż nowych domów bije rekordy
Sprzed_nowe.gif Z własnego doświadczenia wiemy już co się dzieje, gdy na
rynku pojawia się duża fala nowych aktywów. Łącząc je z już istniejącymi
sprawiamy, że brakuje środków na kolejne. A te kolejne powstają, choć już
nie tak dynamicznie nowe_budowy.gif Na razie finansowanie jest zapewnione,
ale co będzie jak stopy procentowe zaczną rosnąć? Co może być tego
przyczyną? Choćby powstrzymanie odpływu kapitału z rynku papierów
skarbowych. USA mają przed sobą poważne projekty i potrzeba im kapitałów, a
niską rentownością ich nie przyciągną. Rosnący deficyt w wymianie z
zagranicą zaczyna coraz poważniej straszyć. Na razie nie ma oczywiście
niebezpieczeństwa, ale w tej chwili nie widać, by przy spadającym dolarze
eksport zdecydowanie rósł. Co ważne na taką poprawę nie można liczyć w
wymianie z jednym z głównych partnerów, z Chinami. Tu bowiem mamy do
czynienia z kursem sztywnym i fakt spadku wartości dolara nie przekłada się
na drożenie towarów z Chin.
Duży deficyt handlowy Def_handl.gif to jeszcze nie wszystko. Dochodzi do
tego rosnący deficyt budżetowy, a będzie większy. W przyszłym tygodniu można
się spodziewać szczegółów prezydenckich propozycji zmniejszenia obciążeń
podatkowych, co nieco uszczupli dochodu budżetowe. Nie należy także
zapominać o zbliżającym się konflikcie z Irakiem. Chyba co do tego, że on
dojdzie do skutku, nikt już nie ma wątpliwości. Tak samo jak, co do
faktycznych motywów. W kaganek demokracji uwierzą tylko naiwni. Oczywiście
konflikt ten to nie tylko konsekwencje ekonomiczne, jak skok cen surowców.
To w dużej mierze mamy już za sobą. Można nawet liczyć, że rozpoczęcie
działań zbrojnych rozpocznie spadki cen ropy i złota. Chwilowe spadki,
zwłaszcza w przypadku złota. Tu trend jest wyraźny. Także i ropa może zacząć
znowu rosnąć jeśli okaże się, że akcje militarna nie będzie tak szybka i
bezproblemowa, jak zakładano wcześniej. Nie zapominajmy o Wenezueli. Piąty
światowy producent ropy jest obecnie jej importerem!
Jest jeszcze jeden problem i to znacznie poważniejszy. Bo przypuśćmy nawet,
że walka z Irakiem będzie "szybka i bezbolesna". Sukces na Bliskim Wschodzie
to poważny problem na Dalekim Wchodzie. Wypływa bowiem kolejny "członek Osi
Zła". W tym wypadku sprawa jest znaczniej bardziej skomplikowana, gdyż w
przeciwieństwie do Iraku, Korea Północna posiada już broń nuklearną. Tu nie
będzie można mnie jest realne. Zwłaszcza, że wiadomo naprawdę czego
można się spodziewać po Kim Dżong Ilu.
Innym równie realnym zagrożeniem, o którym mówi się już otwarcie są możliwe
akcje odwetowe na terytorium USA związanie z atakiem na Irak. To już uderza
bezpośrednio w Amerykanów i ich nastroje. Jeśli już o nich mowa. Feta
sylwestrowa sprawiła, że niemal bez echa przeszedł fakt publikacji wskaźnika
zaufania konsumentów. Okazał się on znacznie gorszy od prognoz. Jego wartość
ponownie zbliżyła się do poziomów rekordowo niskich Cons_conf.gif Jeśli te
kiepskie nastroje dodamy do wyników ostatniego przedświątecznego sezonu
zakupów mamy dość jasny obraz zmieniającego się podejścia Amerykanów.
Przypomnę tylko, że dla sprzedawców to był najgorszy sezon świąteczny od
kiedy zaczęto śledzić te dane.
Chorobliwy optymizm z Amerykanów powoli ucieka. Jest jednak jedna grupa
zawodowa, która nie brak optymizmu nie cierpi i nie zależnie od okoliczności
ma go pod dostatkiem. Mowa oczywiście o amerykańskich czołowych (jak długo
jeszcze?) analitykach. Pomimo kolejnego roku spadku, mamy znowu
optymistyczne prognozy dotyczące nowego roku. Po raz kolejny większość
analityków zapowiada wzrost wartości indeksów. Jak widać trend ma się dobrze
i takie nastroje nie zapowiadają jego zmiany. Koniec spadków następuje
wtedy, gdy już większość w nie uwierzy. Fakt utrzymujących się byczych
nastrojów nadal sprzyja niedźwiedziom. Można zatem sądzić, że póki nie
osiągniemy paniki, nie ma co myśleć o większych wzrostach. Nie należy także
zapominać, że największy problem amerykańskiej gospodarki czyli
przeinwestowanie nadal ma miejsce. Nadal sektor gospodarczy jest tu
najsłabszy.
Powyższy tekst raczej nie zachęca do kupna, a mimo to początek roku mamy
wręcz szampański. Zarówno za "wielką wodą", jak i u nas indeksy skoczyły z
kopyta. Prawdziwy "efekt stycznia". Kontrakty wykreśliły w piątek lukę
hossy, która teraz jest poziomem wsparcia wig20fut.gif Czy jest to początek
czegoś większego? Wielu zakłada, że ten wzrost to start do podobnego z
początku ubiegłego roku. Ceny kontraktów wzrosły wtedy o ok. 270 pkt czyli
23%. Całkiem przyjemna perspektywa, ale czy realna? Technicznie rzecz biorąc
wszystko jest realne. Niemniej mam pewne wątpliwości, czy faktycznie
powtórzymy ubiegłoroczny scenariusz. Widmo Iraku jest nazbyt wyraźne.
Widmo, widmem - na razie mamy wzrosty krótkim terminie. Wyjście nad ostatnie
szczyty sprawi, że będziemy tak mogli powiedzieć również o terminie średnim.
By jednak nie było zbyt różowo, mamy przed sobą kilka ważnych oporów
linie.gif Wprawdzie przy wzrostach są one mniej ważne, ale warto wiedzieć,
co ewentualnie może nas czekać. No więc, mamy linię, która zatrzymała
ostatnie listopadowe wzrosty. Jest to przedłużenie linii łączącej dołki
konsolidacji z pierwszej połowy ubiegłego roku. Czy i tym razem będzie ona
skuteczna? Jeśli nie to niewiele wyżej mamy kolejną linię łączącą szczyt
wspomnianego już styczniowego wzrostu oraz pamiętnej majowej fałszywki.
Kamil Jaros