Jest to np. łomżyńska spółka Pepees, gdzie m.in. dzięki naszym działaniom udało się zablokować niekorzystną dla mniejszościowych akcjonariuszy emisję akcji. W przypadku tej spółki jednak nasza organizacja była właściwie bezsilna. Sporym pakietem akcji dysponuje Skarb Państwa, który działa de facto wbrew własnemu interesowi. Głosuje za to na korzyść największego inwestora tej firmy Józefa H. Gierowskiego. Pani, która reprezentowała MSP na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy, głosowała zgodnie z instrukcjami tego inwestora.
Czy w innych spółkach również spotkał się Pan z działaniem MSP na szkodę spółki?
Tak. Niejednokrotnie tam, gdzie Skarb Państwa dysponuje mniejszościowym pakietem akcji, dochodzi do konfliktów związanych z nadzorem właścicielskim. Obecnie taka sytuacja jest w jednej ze spółek, gdzie SII zebrało pełnomocnictwa już od przeszło 1000 drobnych inwestorów. Wystąpiliśmy do MSP, żeby wprowadzić wspólnego członka do rady nadzorczej. Mieliśmy nawet pewne wspólne ustalenia, do których dochodziliśmy przez pół roku. Jednak w pewnym momencie ktoś z otoczenia tej spółki, komu nie na rękę były wspólne działania MSP z SII, powiedział nam, że zrobi wszystko, żeby MSP wycofało się z wcześniejszych ustaleń. I zdołał przekonać przedstawiciela ministerstwa do zmiany poglądów zaledwie w ciągu weekendu.
Czy oprócz Grajewa i Pepeesu SII podejmowało jeszcze konkretne działania w innych spółkach?
W wyniku działań SII nie doszła do skutku fuzja Yawalu i Pagedu. Przed fuzją sztucznie zawyżano wartość jednej i pomniejszano drugiej spółki. Następnie ustalono parytet akcji na podstawie kursu akcji z rynku bez płynności. Powołany biegły rewident potwierdził nasze zastrzeżenia. Wspomniane zastrzeżenia były podstawą decyzji KPWiG o wstrzymaniu emisji akcji połączeniowych.
W Mostostalu Płock spieramy się z większościowym akcjonariuszem o wykorzystanie środków z emisji akcji. Dziś korzysta z nich tylko jeden akcjonariusz, mamy również zastrzeżenia co do zgodności ze statutem dzielenia zysku. Sąd nieprawomocnym wyrokiem przyznał akcjonariuszom mniejszościowym rację w tej sprawie. Pozew jest w sądzie. Dziś Stowarzyszenie działa w porozumieniu z akcjonariuszami dysponującymi kilkunastoprocentowym udziałem w kapitale spółki. Na wyniki musimy jeszcze trochę poczekać.
I na tym polega Państwa sukces?
O sukcesie będziemy mogli mówić, kiedy te wszystkie działania przyniosą wymierne korzyści drobnym akcjonariuszom. Niestety, przeszkodą jest sposób działania polskich sądów.
Mówi Pan o interwencjach podejmowanych przez Stowarzyszenie wyłącznie w przypadku spółek o niewielkiej kapitalizacji. A co z dużymi? Czasami zarzuca się Państwu, że ponieważ duże firmy są sponsorami SII, to dlatego nie występujecie przeciwko nim.
Nie spotkaliśmy się nigdy z takimi zarzutami. Stowarzyszenie interweniowało np. w sprawie Stomilu (tekst listu otwartego publikowany był również na łamach Parkietu). Interwencje podejmujemy zawsze w odpowiedzi na konkretne zarzuty inwestorów. Duże spółki w zasadzie lepiej przestrzegają zasady corporate governance..
Czy zdarzają się przypadki, że odmawiają Państwo pomocy drobnym inwestorom?
Nie. Nigdy nie odmawiamy rozpatrzenia konkretnej sprawy. Nie zawsze jednak roszczenia inwestorów są zasadne. Przykładowo, mieliśmy dwa przypadki sporu inwestora z biurem maklerskim, w których osoby umawiały się z pracownikami obsługującymi POK-i, że ci będą składali zlecenia, mając jedynie telefoniczny kontakt. I taka współpraca trwała do momentu pojawienia się strat. Wtedy zaczyna się szukanie winnych, ale wina w takim przypadku leży po obu stronach. Nie chcemy się w takie sprawy angażować.
Ilu członków chciało pozyskać Stowarzyszenie w momencie założenia?
Chcieliśmy, aby liczba członków w ciągu pierwszych pięciu lat funkcjonowania wyniosła 10 tys.
Zaczął się już czwarty rok funkcjonowania SII, ilu członków należy obecnie do organizacji?
Ponad 1400. Formalnie SII powstało w grudniu 1999 r. Mieliśmy wtedy 3 miesiące hossy internetowej. Od czasu jej zakończenia, na rynku kapitałowym panuje bessa. Nie jest łatwo w takich warunkach pozyskiwać nowych członków.
Jak wygląda sytuacja podobnych stowarzyszeń za granicą?
W Szwecji funkcjonuje założona 30 lat temu największa organizacja inwestorska w Europie. Do niedawna skupiała ona 130 tys. członków, jednak w ciągu ostatniego roku z członkostwa zrezygnowało około 30 tys. osób.
Czy w Polsce trudniej jest prowadzić organizację zrzeszającą niewielkich inwestorów, niż np. w Szwecji?
Zdecydowanie tak. Przede wszystkim Polacy nie lubią się zrzeszać, wolą aż zrobi się coś za nich. Znamy wiele takich osób, które mimo że nie są zadowolone z polityki prowadzonej przez zarząd danej spółki, nie występują oficjalnie z zarzutami, przyjmując bierną postawę.
Dziękuję za rozmowę.