Od szczytu internetowej hossy minęły już niemal trzy lata, które miały być - a nie były - okresem burzliwego rozwoju internetowego handlu i reklamy. Wbrew przewidywaniom analityków, wartość rynków nie przyrastała rocznie o 300% (tak prognozowało w 2000 r. nieistniejące już biuro Wood & Company). Większość internetowych projektów, które miały być chlubą portfeli giełdowych spółek, nie stanowi już trzonu biznesowej strategii. Części, z powodu wysokich kosztów, zaniechano. Część oszczędzono i czekają obecnie na lepsze czasy, a ponieważ nadal przynoszą straty, ukryto je w grupach kapitałowych, tak aby nie były widoczne w sprawozdaniach finansowych. Właściciele największych polskich portali liczą jednak na ich rentowność. To właśnie 2003 rok ma być pod tym względem przełomowy.
Koniec znaczących inwestycji
Inwestycje w internet były i nadal są domeną przedsiębiorstw medialnych i informatycznych. Zarówno firmy doradcze z wielkiej piątki, jak i mniejsze agencje konsultingowe, właśnie im od początku przypisywały specyficzne know-how wykorzystania nowego kanału komunikacji. Taką argumentację podzielali także sami zainteresowani.
ComputerLand, Optimus, Prokom, a potem Agora i Grupa ITI włączyły projekty tak zwanej "nowej ekonomii" do swojej strategii i przeznaczyły na ich rozwój setki milionów złotych. O skali tych wydatków świadczyć może fakt, że 50 mln zł, które wydała Agora na internetowe projekty w ciągu dwóch lat, określano wtedy jako "ostrożną" inwestycję.
W 2000 roku wydawca "Gazety" przeznaczył na Projekt Internet 23,1 mln zł. Zatrudniono przy nim 80 osób, a efektem finalnym ich pracy jest portal gazeta.pl. W tym samym roku Agora weszła w spółkę z innym giełdowym blue chipem - ComputerLandem. Za 15 mln zł partnerzy objęli akcje pasażu internetowych sklepów nazwanego Vendi.pl. W kolejnym roku Projekt Internet Agory pochłonął dalsze 24 mln zł.