Panie Redaktorze, przepraszam, ale ja się nie dam wciągnąć w żadną eskalację tego, co się już stało. Ja uważam, że wszyscy teraz powinni działać na rzecz uspokajania nastrojów, atmosfery. Polska musi odpowiedzieć na wiele bardzo ważnych wyzwań. Sytuacja na świecie się komplikuje. Nie jest też łatwa w Europie. Wracam ze spotkania liderów Unii Europejskiej i krajów aspirujących z Brukseli. Miałem okazję tam przeprowadzić też wiele rozmów, wziąć udział w debacie na ten temat...
O to też miałem Pana Premiera zapytać dosłownie za chwilę...
Wszystko to powinno skłaniać do spokoju, wyważonych sądów i stabilizowania sytuacji. Tak rozumiem odpowiedzialność, także swoją.
Ale zaskoczył Pana wywiad w "Rzeczpospolitej"? W sobotniej "Rzeczpospolitej" słowa prezydenta? Jeden fragment, Pan pozwoli, Panie Premierze, że zacytuję: "Czy Leszek Miller może więc kierować państwem w tym kluczowym dla Polski momencie? (chodzi o zbliżające się czerwcowe referendum unijne). Odpowiedź brzmi: To jest pytanie, na które musi odpowiedzieć sam Leszek Miller. Wiem, że nie są to dylematy proste".
W jakimś sensie tak, bo przecież wywiad się ukazał w sobotę, a dwa dni wcześniej było posiedzenie Rady Gabinetowej. Pan prezydent spotkał się z całym rządem, rozmawialiśmy o programie naprawy finansów publicznych, mówiliśmy także o sytuacji międzynarodowej. W trakcie tego spotkania nie padło żadne słowo, żadna aluzja, nic takiego, co by mogło wywoływać jakieś spekulacje czy wątpliwość w możliwość działania rządu, w jego dobre relacje z prezydentem. Zatem dla mnie przebieg Rady Gabinetowej jest sygnałem, że idziemy dalej, że to, co rząd będzie miał do uczynienia, to zrobi. To, co prezydent ma do zrobienia, to uczyni, a - jak powiadam - Polska jest w bardzo delikatnym momencie, także w kontekście wydarzeń międzynarodowych, i Rzeczypospolitej potrzebna jest stabilizacja i koncentrowanie się naprawdę na istotnych problemach, które przed nami.
A ten wywiad? Miał miejsce przed posiedzeniem Rady Gabinetowej.