Ten, który mądrze mówi, a niemądrze robi, to minister finansów. Bo on mówi bardzo mądrze - Polska powinna ograniczać deficyt budżetowy, wydatki, powinna obniżać podatki, powinna szybko wejść do strefy euro. Bardzo mądrze mówi, to miód na serce analityka. No ale niemądrze robi, bo jednocześnie przedstawia projekt budżetu na przyszły rok, w którym deficyt wg kryteriów Unii Europejskiej rośnie z 4,1 do 4,8% PKB. Czyli mówi jedno, a robi drugie. Z kolei minister Hausner robi bardzo mądrze, bo szykuje kilka bardzo ciekawych pomysłów, które pozwolą wykorzystać środki unijne w celu aktywizacji zawodowej Polaków, co jest bardzo potrzebne. Ale z kolei niemądrze mówi, no bo radzi nie spieszyć się do euro, chce wprowadzić impuls popytowy do gospodarki, a to jest ostatnia rzecz, która jest nam teraz potrzebna.
Co Pan sądzi o idei wprowadzenia w Polsce podatku liniowego?
Świetny pomysł, bo badania i teoretyczne, i empiryczne pokazują, że niskie proste podatki wspierają wzrost gospodarczy. Tak naprawdę można by było ten podatek liniowy wprowadzić nawet tak, że byłby on pobierany u źródła, zniknęłyby PIT-y, można by było zmniejszyć zatrudnienie w administracji skarbowej. Bardzo dobry pomysł.
Jak Pan ocenia plan wykorzystania w przyszłym roku 9 mld złotych z rezerwy rewaluacyjnej NBP na opłacenie składki członkowskiej w Unii? To też jest jeden z kolejnych takich pomysłów.
Od siedmiu lat mniej więcej obserwuję polską gospodarkę codziennie. Z tego żyję i obserwowałem, jak co roku były odkładane reformy finansów publicznych. Ale mówiłem sobie tak: no dobrze, przyjdzie ten rok wejścia Polski do Unii i wtedy te reformy trzeba będzie zrobić. Po prostu te wydatki, które trzeba będzie ponieść, żeby skorzystać na członkostwie w Unii Europejskiej na współfinansowanie projektów unijnych czy składkę, zmuszą do dokonania reformy. No i przychodzi ten rok wielkiej szansy dla nas. I co się dzieje? Zero reform, tylko drukujemy dziesięć miliardów złotych. Okazuje się, że bezmyślność polityków sięgnęła zenitu. To jest jedyna szansa w naszej historii. Drugi raz do Unii nie będziemy wchodzić, i drugi raz rząd nie będzie miał takiej możliwości, żeby wyjść do obywateli i powiedzieć - słuchajcie, zaciśnijmy trochę pasa, bo tam na stole leży, w perspektywie dziesięciu lat, siedemdziesiąt pięć miliardów euro, po które możemy sięgnąć.
Wczoraj w Brukseli Grzegorz Kołodko wyraził wolę wprowadzenia Polski do strefy euro w 2007 roku. Czy to jest realne?