Przedstawiciele banków-wierzycieli Clifa twierdzą, że decyzja Sądu Najwyższego o kasacji upadłości spółki może się okazać dla nich korzystna. Oznacza ona uwolnienie całego majątku spółki, zajętego wcześniej przez syndyka. - Dzięki temu banki mogą przystąpić do egzekucji długów i przejmować majątek spółki, który stanowił zabezpieczenie udzielonych Clifowi kredytów - powiedział PARKIETOWI przedstawiciel jednego z banków wierzycieli.
- Banki zabrały z rachunków Clifa około 60 mln zł - powiedział nam D. Baran. Dodał, że jest to według niego działanie zupełnie bezprawne, ponieważ kwota wierzytelności nadal jest kwestią sporną. - Zamierzamy w związku z tym skierować do prokuratury zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez osoby w bankach, które zabrały pieniądze Clifa - stwierdził. Na koniec I kwartału spółka posiadała na kontach ponad 100 mln zł.
Przypomnijmy, że we wtorek Clif złożył do sądu pozwy przeciwko bankom o zapłatę około 212 mln zł, czyli kwotę zbliżoną do łącznego zadłużenia spółki (uznaną przez sędziego komisarza). Według Dariusza Barana, ta kwota stanowi różnicę między wartością zabezpieczeń przejętych przez banki, a zadłużeniem wobec nich. Najwięcej, bo 75,4 mln zł, Clif żąda od Kredyt Banku. Poza tym, zgodnie z wczorajszym pozwem BPH PBK ma zapłacić 29,6 mln zł, Bank Przemysłowy - 35,4 mln zł, Pekao - 9,85 mln zł, BZ WBK - 2,7 mln zł, BWE - 9,4 mln zł, Spółdzielczy Bank Ogrodniczy - 36,5 mln zł, BGŻ - 11,7 mln zł, a PKO BP - 1,66 mln zł.
Według Dariusza Barana, decyzja Clifa to konsekwencja wydarzeń z jesieni 2001 roku. Wówczas spółka wypowiedziała bankom umowy kredytowe. W reakcji na to przejęły one zabezpieczenia kredytów. Potem domagały się od sądu wyłączenia ich z masy upadłości. - Dlatego obecnie wystąpiliśmy do banków o zwrot różnicy między wartością zabezpieczeń a wartością długu - wyjaśnił D. Baran. Dodał, że spółka wystąpiła równocześnie do banków z propozycją zawarcia ugody, która miałaby na celu uwzględnienie interesów klientów spółki.