Od poniedziałkowego zamknięcia daje to jeszcze 13,5-proc. potencjał wzrostowy. Nietrudno sobie wyobrazić, że zostanie on wkrótce wypełniony. Wtedy zrodzi się pytanie, co dalej? Od początku giełdowej historii inwestorzy, kupując te akcje, liczą głównie na przyszłe dokonania - te realne nie wyglądają okazale. Po prostu spółka generuje mniejsze lub większe straty zarówno na poziomie netto, jak i operacyjnym, co stawia pod znakiem zapytania zasadność takiej inwestycji. Symptoma-tyczne jest to, że dopiero teraz, gdy warszawskie indeksy mocno urosły i zaczęło się poszukiwanie "bardziej atrakcyjnie" wycenionych spółek, walory znalazły uznanie na rynku.

Z technicznego punktu widzenia dalsza zwyżka jest możliwa, dopóki kurs pozostaje ponad linią prowadzoną po kolejnych dołkach od jesieni ub.r. Znajduje się ona przy 3,16 zł. Przełamanie poziomu 3,95 zł pozwalałoby na postawienie hipotezy, że mamy do czynienia z odreagowaniem całej bessy, rozpoczętej 3 lata temu. Wtedy ruch od wiosennego dołka (2,43 zł) mógłby mieć taką samą wielkość, jak ten z października 2002 r., czyli 150%. To oznaczałoby osiągnięcie przez akcje Netii ceny 6 zł, ok. 70% wyższej niż na koniec poniedziałkowej sesji. Taka perspektywa kusi, ale fundamenty skłaniają do rozwagi.