Zysk netto w wysokości 33,8 mln zł za pierwsze półrocze oznacza, że w II kwartale Millennium zarobił na czysto jedynie 3,9 mln zł. Po trzech pierwszych miesiącach tego roku wynik ten wynosił bowiem 29,9 mln zł. To słaby rezultat biorąc pod uwagę zaksięgowanie w II kwartale sprzedaży PolCardu, na której Millennium zarobił netto 32 mln zł. Gdyby nie ta transakcja, to zanotowałby stratę.
- Ujemnie na wynik wpłynęła decyzja o wyłączeniu w II kwartale konsolidowania udziału w PZU. Dla porównania należy dodać, że w I kwartale zysk netto z tego tytułu wyniósł 25,2 mln zł - tłumaczył Bogusław Kott, prezes Millennium.
Głównym powodem słabych rezultatów Millennium i innych banków są także niskie przychody. Przyczynił się do tego spadek stóp procentowych, a w rezultacie tego marż odsetkowych. Z powodu wolnego tempa przyrostu akcji kredytowej niższe są też dochody z prowizji. Millennium odnotował jednak w maju i czerwcu oznaki ożywienia na rynku. Na razie nie przełożyło się to na wyniki finansowe.
Do pozytywnych zjawisk obserwowanych w banku prezes zaliczył stabilizację jakości portfela kredytowego. W II kwartale udział kredytów nieregularnych wyniósł 22,6% wobec 22,5% w I kwartale br. W Millennium nastąpił też spadek kosztów o 11,7%. Bank, mimo symptomów przyspieszenia w gospodarce, wciąż utrzymuje wysokie rezerwy ogólne. Na koniec czerwca wynosiły one 140 mln zł.
Może to oznaczać brak wiary w radykalną poprawę sytuacji klientów w tym roku. Według prezesa, w kolejnych kwartałach tego roku bank nie przeprowadzi transakcji jednorazowych, takich jak sprzedaż PolCardu, które pozytywnie wpływają na wynik finansowy.