- Spekulacje na temat naszego połączenia z LSE pojawiają się średnio co trzy miesiące. Jak zwykle, nie zamierzamy ich komentować - powiedział PARKIETOWI Walter Allwicher, szef działu prasowego Deutsche Boerse. - Mogę tylko powiedzieć, że w tym momencie nie łączy nas żadna, forma współpracy z Londynem - dodał. Z kolei w biurze prasowym giełdy londyńskiej usłyszeliśmy tylko: "bez komentarza".

Tymczasem wśród wielu londyńskich traderów pojawiają się spekulacje na temat aliansu. - Dochodzą do mnie głosy na temat ewentualnej fuzji, więc może być coś na rzeczy - powiedział agencji Bloomberga Richard Grossman, dyrektor biura maklerskiego Redmayne Bentley Stockbrokers, będącego udziałowcem London Stock Exchange. Wśród czynników, które mogłyby przemawiać za połączeniem obu czołowych europejskich giełd, jest coraz większa rola w Europie ich największego rywala - sojuszu Euronext, grupującego giełdy paryską, amsterdamską, brukselską i od niedawna lizbońską.

LSE i Deutsche Boerse były bliskie połączenia w 2000 r., kiedy już ogłoszono oficjalnie rozpoczęcie prac nad fuzją. Ostatecznie jednak, m.in. ze względów politycznych, przedsięwzięcie zakończyło się fiaskiem. W styczniu br. prezes rady nadzorczej Deutsche Boerse - Rolf Breuer (były szef Deutsche Banku) kategorycznie stwierdził, że do połączenia giełd londyńskiej i frankfurckiej nigdy nie dojdzie.

Jeśli słowa Breuera wciąż są aktualne, za wczorajsza silna zwyżka akcji LSE nie ma związku z ewentualną fuzją z niemieckim rywalem. Zdaniem niektórych londyńskich analityków, inwestorzy mogli kupować akcje, licząc na obniżenie opłat clearingowych dla LSE przez London Clearing House. Izba ta planuje połączenie z konkurencyjnym Clearnetem, będącym pod kontrolą Euronextu, i utworzenie jednej instytucji rozliczającej transakcje na rynkach kasowych i derywatów w Londynie, Paryżu, Amsterdamie i Brukseli.