Ubiegły rok był ciężki dla całej branży turystycznej. Czy można powiedzieć, że to był dołek i możemy się spodziewać poprawy koniunktury?
Zawsze może być gorzej. Na turystykę nie tylko w Polsce, ale na całym świecie oddziaływało wiele czynników. Sytuacja międzynarodowa spowodowała, że branża generalnie spowolniła tempo rozwoju. Ludzie obawiają się podróżować, ale ten proces rozpoczął się od zamachów terrorystycznych na World Trade Center w 2001 r. Również negatywnie na turystykę wpłynął konflikt w Iraku. W Polsce w turystyce wyjazdowej podstawowym problemem jest kryzys gospodarczy i zubożenie społeczeństwa. To powoduje, że ludzie odkładają wyjazdy zagraniczne na później. Wolą np. wyjechać do rodziny. Dodatkowo na to nałożył się element nieuczciwej konkurencji kilku tour-operatorów, którzy w trudnej sytuacji rynkowej chcieli ratować się, stosując ceny dumpingowe. To musiało zakończyć się bankructwem - oczywiście kosztem klientów. Może w tym roku będzie mniej oszustw i sytuacji, kiedy turyści będą wyrzucani z hoteli.
Kto na tym stracił oprócz klientów tych biur?
Na takich praktykach straciła tak naprawdę cała branża. Zostało podważone dobre imię polskich biur podróży wśród partnerów za granicą. Teraz partnerzy zagraniczni np. hotelarze, dwa razy sprawdzają, z kim mają do czynienia. Zostali poszkodowani na olbrzymie kwoty liczone w milionach dolarów, więc nie ma w tym nic dziwnego. Firmy stosujące normalne zasady rynkowe straciły także klientów, co odbiło się na ich zeszłorocznych wynikach.
W turystyce są dwie metody oszukania. Obie sprowadzają się do wyprowadzenia pieniędzy przez "tanią ofertę". Nieuczciwe firmy nie płacą partnerom za bilety, hotele itd. pobierając oczywiście pieniądze od klientów. Następnie właściciel ucieka do kraju pochodzenia, jeżeli był to operator zagraniczny lub ogłasza bankructwo.