Mogłyby pojawić się szybciej, ale: Nasze opłaty są dużo niższe. Inaczej niż konkurenci nie przerzucamy na klientów kosztów w pierwszych latach trwania polisy, a rozkładamy je w czasie - twierdzi Michał Biedzki, prezes Nationwide Towarzystwa Ubezpieczeń na Życie. - Dlatego planujemy, że pierwsze zyski pojawią się w 2007 r. - dodaje.
Inwestycja na lata
Na razie więc właściciel - amerykański Nationwide Global Holdings Inc. - musi inwestować w rozwój spółki córki. Wyłożył 147 mln zł (ostatnie kwietniowe dokapitalizowanie wyniosło 40 mln zł). - Niewykluczone że w IV kwartale br. nasz kapitał wzrośnie o kolejne 10 mln zł - zdradza M. Biedzki. Według niego, właściciel w ciągu 3-5 lat wyłoży 200-250 mln zł. Powód? Firma rozwija się znacznie szybciej, niż zakładano. Do wczoraj zebrała 266,9 mln zł. Na półrocze składka ma wzrosnąć do ponad 270 mln zł, a w całym roku przychody mają wynieść 425 mln zł (w lutym plany mówiły o 240-300 mln zł). Z kolei aktywa stanowiące pokrycie zobowiązań wobec klientów mają wynieść 635 mln zł, by w ciągu dwóch lat wzrosnąć do 2 mld zł. Przychody będą rosnąć nieco wolniej. - Sądzę, że w kolejnych latach przypis składki wyniesie 500-600 mln zł - mówi szef Nationwide TUnŻ. Jak to możliwe, skoro inni tradycyjni ubezpieczyciele drepczą w miejscu?
Wzrost na bank
Okazuje się, że firma korzysta z przesuwania oszczędności z lokat bankowych do funduszy inwestycyjnych, oferujących z reguły dużo wyższe stopy zwrotu. Swoim klientom oferuje polisy z minimalną częścią ochronną (w razie śmierci firma gwarantuje zwrot wpłaconych kwot), które pozwalają inwestować środki w różne fundusze, nawet kilkunastu zewnętrznych TFI. Jako że produkt jest ubezpieczeniem, pozwala na korzystanie z szeregu ulg podatkowych.