Reklama

Przede wszystkim eksport

Z Ryszardem Ścigałą, prezesem Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 30.06.2004 09:19

Czy przejęcie Zakładów Azotowych Tarnów przez inną firmę chemiczną, np. przez Anwil z grupy Orlenu, jest obecnie prawdopodobne?

Sprawująca nadzór właścicielski Nafta Polska zaakceptowała taką ścieżkę prywatyzacji, że możemy stać się, poprzez włocławski Anwil, częścią koncernu PKN Orlen. Zatem prawdopodobieństwo takiego rozwiązania nie jest małe.

Jakie byłyby korzyści ze współpracy z takim inwestorem?

Zarówno Tarnów, jak i Włocławek są producentami nawozów azotowych. Firma z Włocławka ma nadwyżki amoniaku, na niedobór którego cierpi Tarnów. Moglibyśmy być stabilnym, konsorcjalnym odbiorcą surowców powstających w Orlenie. Chodzi np. o benzel, fenol czy siarkę. Obie firmy mogłyby stosować wspólną politykę handlową.

Nafta Polska próbuje sprywatyzować tarnowską firmę od kilku lat. Jeszcze niedawno zamierzała stworzyć koncern melaminowy. Firma, którą Pan zarządza, zostałaby połączona m.in. z podobnymi zakładami w Puławach i Kędzierzynie. Czy to nie był dobry pomysł?

Reklama
Reklama

Z mojego punktu widzenia nie był to dobry program, bo nie rozwiązywał wszystkich problemów ZAT. Od początku rozmów o prywatyzacji jako wariant preferowany wskazywaliśmy łączną sprzedaż najważniejszych aktywów firmy, tzw. rdzenia, jakkolwiek analizowaliśmy możliwość powstawania oddzielnych organizmów gospodarczych o jednolitym charakterze produktowym. W praktyce najlepiej byłoby, gdyby zakład został sprywatyzowany w całości, bez dzielenia go na części. Wobec faktu, że istnieje sieć zabezpieczeń na majątku firmy, trudna realizacyjnie i czasochłonna byłaby sprzedaż poszczególnych obszarów biznesowych.

Na jakim etapie znajdują się rozmowy z potencjalnym inwestorem, czyli Anwilem?

Po podpisaniu umowy o poufności toczy się proces badania firmy - due diligence.

Kiedy spodziewa się Pan zakończenia badania przedsiębiorstwa?

Im szybciej, tym lepiej.

Ile są warte Zakłady Azotowe w Tarnowie?

Reklama
Reklama

Wartość księgowa firmy wynosi prawie 800 mln zł, a kapitał akcyjny 120 mln zł. Nie pokuszę się natomiast o rynkową wycenę firmy.

Dlaczego?

Zbyt dużo elementów na to wpływa. Poza tym moja ocena mogłaby oddziaływać na proces prywatyzacji.

Jednym z największych problemów sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej jest narosłe w ostatnich latach zadłużenie. Ile wynosi ono w tarnowskich zakładach?

Samych długów bankowych spłaciliśmy w ciągu ostatnich dwóch lat 210 mln zł.

Ile jeszcze zostało?

Reklama
Reklama

Główne zadłużenie w bankach nie przekracza obecnie 200 mln zł.

Poza bankami, macie jeszcze długi wobec Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, od którego kupujecie gaz. Ile one wynoszą?

Zadłużenie całego sektora WSCh w PGNiG przekracza 600 mln zł. Według mojej wiedzy, ZAT zalega najmniej z branży. W czerwcu 2002 roku zostało otwarte postępowanie układowe z wierzycielami. Wtedy dług wobec PGNiG, który został wpisany na listę układową, wynosił około 50 mln zł. Mamy też bieżące zobowiązania, które staramy się regulować bez większych opóźnień.

Jaka część majątku ZA Tarnów jest zastawiona?

Trudno znaleźć istotne i wartościowe elementy firmy, które nie byłyby przedmiotem różnego rodzaju zabezpieczeń.

Reklama
Reklama

Kto więc będzie chciał kupić firmę, jeżeli jej aktywa są praktycznie w 100% zastawione?

Pozyskanie inwestora, po pierwsze, zwiększyłoby naszą zdolność kredytową, a po drugie, dałoby nam możliwość ruchu na majątku, a także przenoszenia zabezpieczeń.

Gdyby rozmowy z Anwilem nie zakończyły się sukcesem, to jaką macie alternatywę?

Na przełomie 2001 i 2002 roku naszą prywatyzacją były zainteresowane niemiecka firma PCC i włoska Aquafil. Sytuację zakładów badały na ich zlecenie dwie firmy doradcze. Ich diagnoza była taka, że firma nie przeżyje 2002 roku. Przewidywali naszą upadłość w połowie 2002 roku.

A czego Pan się spodziewał od firm doradczych, opłaconych przez inwestorów, którzy chcieli jak najmniej wydać na zakup spółki?Doradcy wydali rekomendację: nie kupujcie tego zakładu, bo on i tak zbankrutuje. Trzeba zbyt dużo zainwestować i ponieść zbyt wysoki wysiłek restrukturyzacyjny. I co się stało? Zawarliśmy układ z wierzycielami, z grupy kapitałowej odeszło praktycznie bezkonflikotowo około 1800 osób, znacząco zmniejszyliśmy koszty własne. Sprzedaliśmy część majątku, który był zbędny, zatrzymaliśmy nierentowną produkcję. Mieliśmy 18 spółek zależnych, teraz jest ich 10. Efekt jest taki, że nie zbankrutowaliśmy, a odzyskujemy równowagę. Zwiększamy produkcję podstawowych wyrobów, czyli m.in. poliamidu, kaprolaktamu, nawozów. Zysk brutto po pięciu miesiącach tego roku przekroczył 50 mln zł.

Reklama
Reklama

Nie odpowiedział Pan na pytanie dotyczące przyszłości spółki, w przypadku gdyby Anwil wycofał się z planów przejęcia ZA Tarnów.

Gdyby nie doszło do takiej transakcji, to jesteśmy w stanie samodzielnie przetrwać. Pytanie jest inne: czy damy radę rozwijać się w dobrym tempie? I tu odpowiedź brzmi: nie. Bez pozyskania inwestora znaczący rozwój przedsiębiorstwa właściwie nie będzie możliwy. Szalenie trudno byłoby również funkcjonować w kolejnym okresie głębokiej dekoniunktury.

A kto byłby innym, dobrym inwestorem?

Najlepszym byłby inwestor branżowy. Natomiast gdyby nie było możliwości prywatyzacji całego biznesu rdzeniowego, to z firmy należałoby wydzielić jednostki biznesowe i każdą z osobna prywatyzować.

Spółka prowadzi restrukturyzację na własną rękę, Pan próbuje wspierać prywatyzację. A co robi Nafta Polska, która zatrudnia 80 osób i której zadaniem jest właśnie restrukturyzacja i prywatyzacja państwowych firm chemicznych? Liczy Pan jeszcze na jej pomoc?

Reklama
Reklama

Tak. Wykonano szereg prac koncepcyjnych i przygotowawczych. Chciałbym, żeby jak najszybciej doszło do przeniesienia własności naszych akcji ze Skarbu Państwa na Naftę - pierwszy etap realizacji strategii, a następnie, by zarząd NP skutecznie przeprowadził rozmowy z firmami, które mogłyby u nas zainwestować.

Ile pieniędzy potrzebuje spółka, żeby dynamicznie się rozwijać. Jakiej pomocy finansowej oczekuje Pan od inwestora?

Szacunki są różne. Od kilkudziesięciu milionów złotych wzwyż. Sporo pieniędzy potrzebujemy na inwestycje w produkcję nawozów. Przypominam, że w strategii rządowej pomocy dla sektora Wielkiej Syntezy Chemicznej zapisano potrzeby finansowe ZAT na około 220 mln zł. Pieniądze są potrzebne na oddłużenie i inwestycje.

Zakłady Azotowe Tarnów są w konflikcie z Pekao, które zaskarża układ z wierzycielami. Czy jest szansa na porozumienie?

Pekao jako jedyny nasz wierzyciel opowiadał się przeciw układowi. Po jego otwarciu w ciągu dwóch dni spłaciliśmy kredyty wobec tego banku, które nie weszły do układu. Bank wykorzystał wszystkie możliwości prawne, żeby unieważnić układ. Mam nadzieję, że sprawa wkrótce zostanie zamknięta.

Spółka, którą Pan zarządza, jest jednym z największych pracodawców w Małopolsce. Z firmy odeszło 1800 osób. Czy przewidywane jest dalsze ograniczanie zatrudnienia?

Obecnie w spółce matce pracuje 2550 osób. Jest to bezpieczny poziom, jakkolwiek nie zarzekam się, że nie można go jeszcze zmniejszyć.

ZA Tarnów udzieliły niedawno licencji technologicznej chińskiej firmie. Czy to oznacza, że podobne ruchy spółka może wykonać również w Europie?

Nie. Chiny są na tyle chłonnym i dalekim rynkiem dla produktów, które powstaną na naszej licencji, że nie zagraża to bezpośrednio naszej sprzedaży. Ale gdybyśmy licencje udostępnili firmom z naszego kontynentu, to tak jakbyśmy sobie sami odbierali część rynku.

Jak to się stało, że polska firma sprzedaje w Chinach swoje pomysły?

Od 25 lat eksportujemy do różnych krajów myśl techniczną. W Chinach podpisaliśmy trzy kontrakty. Sprzedaliśmy tam licencje na produkcję tworzywa konstrukcyjnego, opracowaną przez naszych inżynierów wspólnie z Instytutem Chemii Przemysłowej w Warszawie i Instytutem Tworzyw Sztucznych w Puławach.

Większość produkcji zakłady wysyłają nCzy chce Pan utrzymywać politykę wysokiej zagranicznej sprzedaży, czy też postaracie się zwiększyć sprzedaż w Polsce?

Tegoroczne plany zakładają, że za granicę, przede wszystkim do krajów Unii Europejskiej, trafi o 8% więcej produktów niż w zeszłym roku. W 2003 r. udział eksportu w sprzedaży przekroczył 63%. Kurs euro rzeczywiście sprzyja eksporterom.

Jakich wyników spodziewa się Pan na koniec tego roku?

Chcemy zbliżyć się do 1 mld zł przychodów ze sprzedaży. Zakładaliśmy wcześniej, że zysk brutto przekroczy 50 mln zł. Stało się to już po pięciu miesiącach, choć teraz nastąpi okres remontowych postojów oraz pewnego zastoju wakacyjnego. Lato nie jest dobrym okresem dla firm chemicznych.

Zakłady zajmują 600 hektarów. Część jest niewykorzystana, stąd pomysł na Park Przemysłowy. Zapraszacie firmy do lokowania swojej produkcji w Tarnowie. Z jakim skutkiem?

Dobrym. Na terenie naszego zakładu ulokowało się już kilkadziesiąt zewnętrznych firm. Różnych, często bardzo małych. Wspólnie z władzami miasta staramy się wypracować dobrą ofertę i przyciągnąć maksymalnie dużo inwestorów.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama