PZU jest niekwestionowanym liderem w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych - należy do niego 62,7% rynku pod względem składki przypisanej brutto. Mimo to od kilku lat konkurencja, głównie zagraniczna, skutecznie skubie go z klientów. Próbując temu zapobiec, PZU obniżył w połowie ub.r. ceny obowiązkowych polis OC (średnio o 5,28%), zróżnicował również stawki w ubezpieczeniach autocasco. Mówiło się wówczas, że na rynku rozgorzeje wojna cenowa.
Utyskiwania agentów
Działania okazały się nie do końca skuteczne. Z danych przygotowanych przez zarząd PZU na ostatnie walne zgromadzenie wynika, że w ub.r. firma sprzedała o 4,96% polis OC mniej niż przed rokiem. Ubezpieczycielowi nie pomogła również trudna sytuacja na rynku samochodów używanych, gdyż po wprowadzeniu obostrzeń gwałtownie spadła liczba aut importowanych do Polski. PZU wystawiło również o 5,25% mniej certyfikatów Zielonej Karty. W rezultacie łączny przypis składki z tych dwóch grup spadł o 10%, do 2,77 mld zł.
Także według agentów PZU, przeprowadzona obniżka dała raczej umiarkowane efekty. Echa tej dyskusji widać w czerwcowym biuletynie wewnętrznym "Świat PZU". - PZU oferuje relatywnie wysokie składki OC w porównaniu z konkurencją, przez co traci klientów nie tylko w ubezpieczeniach komunikacyjnych, ale również majątkowych - utyskuje jeden z pośredników pracujących dla PZU. Pyta również, czy firma planuje obniżenie stawek.
Firmę stać na to