Najbardziej zbliżony do PKO BP pod względem wielkości jest Pekao. Gdyby wycenić Pekao na podstawie wskaźników dla PKO BP (przy założeniu, że cena w ofercie ustali się w połowie przedziału 167-200 zł), to jego akcje kosztowałyby na giełdzie 86,20 zł dla wskaźnika C/Z, albo 115,40 zł dla C/WK. Wczoraj na giełdzie kurs spółki wynosił 114 zł. Jednocześnie kapitalizacja PKO BP będzie stanowić połowę łącznej wartości rynkowej Pekao, BPH i BZ WBK. Gdyby obliczyć oba wskaźniki ważąc je właśnie kapitalizacją tych trzech instytucji oraz PKO BP, okaże się, że przeciętny C/Z dla tej czwórki banków wyniesie nieco ponad 20, zaś C/WK ok. 2,4. W takim przypadku, patrząc z punktu widzenia aktualnych wycen, potencjał spadkowy już notowanych banków nie byłby duży. Natomiast papiery PKO BP nadal wydawałyby się atrakcyjną inwestycją.
Zauważmy przy tym, że podobne obawy, jak teraz, towarzyszyły debiutowi na warszawskim parkiecie walorów BACA. Wtedy również obawiano się, że atrakcyjna wycena austriackiego banku odciągnie inwestorów od naszych spółek i w rezultacie spowoduje spadek ich wycen. Nic takiego się nie stało. Podstawowe wskaźniki BACA w dalszym ciągu korzystnie wyróżniają go na tle polskich banków.
Duży wydatek dla OFE
Może zatem okazać się, że to nie kwestia różnicy w wycenach PKO BP i już notowanych na giełdzie banków będzie w następnych tygodniach niekorzystnie oddziaływać na notowania tych drugich. Do miana decydującego czynnika urasta kwestia środków finansowych potrzebnych na zakup akcji PKO BP. Minister skarbu Jacek Socha wielokrotnie wspominał o konieczności przeznaczenia pewnej puli akcji dla otwartych funduszy emerytalnych, "duszących" się od nadmiaru gotówki. OFE co roku dokupują na giełdzie papiery za ok. 3 mld zł. Jednocześnie z uwagi na specyfikę PKO BP wspomina się, że inwestorzy indywidualni powinni w prywatyzacji tego banku odgrywać dużą rolę. Na razie nie wiemy, jaka będzie struktura oferty publicznej. Gdyby jednak czwarta jej część została przeznaczona wyłącznie dla funduszy emerytalnych to w pewnym uproszczeniu oznaczałoby, że przez pół roku z tej strony na giełdę nie napłynęłaby ani złotówka świeżego kapitału. Rachuby dotyczące tej kwestii mają duże znaczenie, gdyż w wielu analizach dotyczących koniunktury na polskiej giełdzie podkreśla się stały napływ środków ze strony OFE.
Prywatyzacje początkowo dołują rynek