Sytuacja przypomina tę z przełomu czerwca i lipca. Podobnie jak wtedy byki wydały ostatnie tchnienie w momencie podwyżki stóp procentowych przez Fed, choć nie była ona zaskoczeniem dla inwestorów. Reakcja rynków była niemal identyczna. W pierwszej chwili wyższe stopy zinterpretowano jako potwierdzenie, że perspektywy gospodarcze są dobre. Już jednak dzień później cały optymizm uleciał, a inwestorzy zaczęli pozbywać się akcji. Giełdy w Europie Zachodniej nie były zaskoczone takim rozwojem wydarzeń - początkowa entuzjastyczna reakcja w USA została praktycznie zignorowana przez europejskie indeksy. Późniejsze pogorszenie koniunktury nie ominęło jednak Europy. Niemiecki DAX nie zdołał wybić się z tegorocznego trendu spadkowego. Przełamanie linii krótkoterminowej tendencji zwyżkowej świadczy o odwrocie kupujących.
Ponownie na pierwszy plan wysunęły się ceny ropy naftowej. Niestety, notowania tego surowca powróciły w okolice sierpniowego maksimum. Trwałe pokonanie tego poziomu otworzy drogę do dalszych zwyżek. I właśnie tego zaczynają się bać rynki.
Trwa falowanie
Wygląda na to, że powtarza się schemat, według którego w tym roku zmieniały się notowania na amerykańskich rynkach. Indeks S&P 500 porusza się raz w dół, raz w górę w ramach fal o zasięgu kilkudziesięciu punktów. Do tej pory mieliśmy cztery fale wzrostowe i trzy spadkowe. Ich rytm dobrze ilustruje widoczna na wykresie średnia krocząca z 10 sesji. Wygląda na to, że właśnie zaczął się czwarty ruch w dół. Niestety, nie ma wielu przesłanek, które by przeczyły takiemu niedźwiedziemu scenariuszowi. Tym razem S&P 500 zakończył ruch w górę, zanim jeszcze zdołał dotrzeć do linii tegorocznego trendu spadkowego. W środę indeks zniżkował o 1,4%. W tym roku spadek o przynajmniej 1% za każdym razem kończył falę wzrostową. Ruch w dół potwierdza bardzo podobne zachowanie wskaźnika MACD. Jeśli patrzeć na poprzednie fale, to ostatni sygnał sprzedaży MACD zapowiada dalszą przecenę.
W kiepskiej kondycji jest wciąż Nasdaq Composite. Wygląda na to, że technologiczny indeks powraca do trendu spadkowego. Jest on prostą konsekwencją przełamania jeszcze na początku lipca linii długoterminowej tendencji wzrostowej. Wątpliwe, by zniżkę powstrzymało na dłużej wsparcie wynikające z dołków z listopada ub.r. i maja tego roku - ok. 1880 pkt.