Reklama

I już po wzroście

Byki skapitulowały w obliczu oporów, przed jakimi stanął amerykański indeks S&P 500. Silna środowa przecena w USA może zapowiadać pogorszenie koniunktury giełdowej na świecie w najbliższych tygodniach. Szanse na powrót hossy zostały więc na jakiś czas zaprzepaszczone.

Publikacja: 25.09.2004 08:09

Sytuacja przypomina tę z przełomu czerwca i lipca. Podobnie jak wtedy byki wydały ostatnie tchnienie w momencie podwyżki stóp procentowych przez Fed, choć nie była ona zaskoczeniem dla inwestorów. Reakcja rynków była niemal identyczna. W pierwszej chwili wyższe stopy zinterpretowano jako potwierdzenie, że perspektywy gospodarcze są dobre. Już jednak dzień później cały optymizm uleciał, a inwestorzy zaczęli pozbywać się akcji. Giełdy w Europie Zachodniej nie były zaskoczone takim rozwojem wydarzeń - początkowa entuzjastyczna reakcja w USA została praktycznie zignorowana przez europejskie indeksy. Późniejsze pogorszenie koniunktury nie ominęło jednak Europy. Niemiecki DAX nie zdołał wybić się z tegorocznego trendu spadkowego. Przełamanie linii krótkoterminowej tendencji zwyżkowej świadczy o odwrocie kupujących.

Ponownie na pierwszy plan wysunęły się ceny ropy naftowej. Niestety, notowania tego surowca powróciły w okolice sierpniowego maksimum. Trwałe pokonanie tego poziomu otworzy drogę do dalszych zwyżek. I właśnie tego zaczynają się bać rynki.

Trwa falowanie

Wygląda na to, że powtarza się schemat, według którego w tym roku zmieniały się notowania na amerykańskich rynkach. Indeks S&P 500 porusza się raz w dół, raz w górę w ramach fal o zasięgu kilkudziesięciu punktów. Do tej pory mieliśmy cztery fale wzrostowe i trzy spadkowe. Ich rytm dobrze ilustruje widoczna na wykresie średnia krocząca z 10 sesji. Wygląda na to, że właśnie zaczął się czwarty ruch w dół. Niestety, nie ma wielu przesłanek, które by przeczyły takiemu niedźwiedziemu scenariuszowi. Tym razem S&P 500 zakończył ruch w górę, zanim jeszcze zdołał dotrzeć do linii tegorocznego trendu spadkowego. W środę indeks zniżkował o 1,4%. W tym roku spadek o przynajmniej 1% za każdym razem kończył falę wzrostową. Ruch w dół potwierdza bardzo podobne zachowanie wskaźnika MACD. Jeśli patrzeć na poprzednie fale, to ostatni sygnał sprzedaży MACD zapowiada dalszą przecenę.

W kiepskiej kondycji jest wciąż Nasdaq Composite. Wygląda na to, że technologiczny indeks powraca do trendu spadkowego. Jest on prostą konsekwencją przełamania jeszcze na początku lipca linii długoterminowej tendencji wzrostowej. Wątpliwe, by zniżkę powstrzymało na dłużej wsparcie wynikające z dołków z listopada ub.r. i maja tego roku - ok. 1880 pkt.

Reklama
Reklama

Niedźwiedzie górą

Na rynku nigdy nie ma nic pewnego, ale prawdopodobieństwo kontynuacji spadków wydaje się zdecydowanie wyższe. Pytanie, jak długo może potrwać trend spadkowy i na jakim poziomie przecena zostanie powstrzymana. Najkrótsza fala spadkowa w tym roku (w marcu) trwała dwa tygodnie, a najdłuższa - półtora miesiąca (głównie w lipcu). Wsparcia dla S&P 500 szukać można w połowie ostatniego trendu wzrostowego, czyli na wysokości ok. 1095 pkt. Niestety - powracając do analogii z poprzednimi cyklicznymi spadkami - szanse na trwałe powstrzymanie przeceny na tej wysokości nie wydają się duże. W tej sytuacji pod uwagę można brać wariant pesymistyczny, według którego indeks w wyniku zniżki trwającej kilka tygodni osiągnie poziom sierpniowego dołka, czyli 1063 pkt. Pomocny w wyznaczeniu wsparcia okazać się może MACD. Jego ostatnie trzy minima wypadły na tym samym poziomie, podczas gdy dołki indeksu położone były coraz niżej. Swoją drogą ta pozytywna dywergencja może świadczyć, że spadki nie będą jednak aż tak silne.

Właśnie - co stanie się, jeśli mimo wszystko przecena zostanie szybko powstrzymana? Wówczas kluczowy będzie powrót S&P do ostatniego szczytu (1129 pkt). Nawet jeśli indeks go pokona, będzie musiał niemal od razu zmierzyć się z oporem, z którym jak dotąd nie mógł sobie poradzić - z linią tegorocznego trendu spadowego.

Niska zmienność - cisza

przed burzą? Odwrót amerykańskich indeksów od oporów, a tym samym powrót do "utartego" schematu falowania, nie sprzyja rozstrzygnięciu losów konsolidacji, jaką jest w praktyce lekko spadkowy trend. Trwa on już niemal dziewięć miesięcy. S&P 500 ma wciąż tę samą wartość, co w końcu ubiegłego roku. Sytuacji tej towarzyszy jeszcze jedno zjawisko, jakim jest utrzymująca się na niskim poziomie zmienność. Mierzący ją wskaźnik ATR (Average True Range) z 20 sesji ma wartość bliską wieloletniemu minimum. Ostatnio ATR spadł poniżej 10 pkt, podczas gdy u szczytu hossy internetowej w 2000 r. zmienność przekraczała 35 pkt, a w końcówce bessy w 2002 r. rozchwiany rynek cechowało ATR bliskie 30 pkt. Tak niska zmienność może świadczyć o tym, że kiedy w końcu dojdzie do wybicia z konsolidacji, późniejszy ruch powinien zdecydowanie oddalić indeksy od obecnych poziomów. I niekoniecznie będzie to ruch w dół.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama