Reklama

Pospolite Kuszenie Obywateli

Może pan stanąć, już nie musi się pan zapisywać. Licz pan na szczęście - mawiali ci pierwsi w kolejkach do tych, którzy chcieli się w nich ustawić o godzinie 8.00. Chętni na założenie lokat prywatyzacyjnych w PKO BP sami poradzili sobie z tym, z czym bank nie umiał - zaprowadzili porządek w kolejkach.

Publikacja: 12.10.2004 07:05

Była godzina 13.45. I wtedy się zaczęło. A raczej: skończyło. Okienka zamknięto, bo wyczerpała się i tak zwiększona w ostatniej chwili do 1,1 miliarda złotych pula lokat prywatyzacyjnych PKO BP. Ci, którzy jeszcze stali w kolejkach, zaczęli się awanturować... W Kłodawie, w jednym z oddziałów banku, z powodu awarii systemu - takie awarie i przestoje w pracy zdarzały się w całym kraju - lokaty założyło tylko 13 osób. W Poznaniu z podobnego powodu w jednym z punktów lokaty założyło zaledwie 17 szczęśliwców. Pozostali chcieli wręcz zlinczować pracowników banku.

A jak to się zaczęło...

W niedzielne popołudnie przed największym poznańskim oddziałem PKO BP, na placu Wolności, stoi kilka osób. To ledwie dyżurni z liczącego blisko 400 osób komitetu kolejkowego. - Trzeba spróbować! - pokrzykuje starsza pani. Zapytana, czy wie, że lokat starczy ledwie dla kilkudziesięciu osób, w każdym oddziale, atakuje sąsiada z kolejki: Co też pan wygaduje, na takie duże oddziały na pewno rzucą więcej!

W innym oddziale, ktoś wywiesił kartkę na szybie: sprzedam miejsce w pierwszej dwudziestce. I numer telefonu. Właściciel 20. miejsca podaje swoją cenę - tysiąc złotych. Ale na przykład w innym oddziale pan Jacek stoi za kilka piw.

W kilka godzin później, w poniedziałkowy poranek, gdy na trasy wyruszają pierwsze tramwaje, przed każdym z oddziałów stoi już tłumek ludzi. Niektórzy mają termosy, inni koce, starsi siadają na ogrodowych krzesełkach lub wędkarskich taboretach. Tam gdzie kolejki dłuższe, spokoju doglądają ochroniarze. O wpół do ósmej zaczyna się akcja. Ochrona staje przed drzwiami. Policja obserwuje wszystko z radiowozów. A mimo to do kolejki wchodzą nowi ludzie. To ci, za których ktoś odstał swoje za pieniądze. Grupki mężczyzn, stojące przed oddziałami, niczym dawni cinkciarze - niektórzy pewnie jeszcze z takim rodowodem - nagle zaczynają wciskać w kolejkę swoich ludzi. Jeden z nich ustawia na pierwszych pięciu miejscach "swoich": dwie starsze panie, jedną młodą dziewczynę, dwóch mężczyzn w średnim wieku. Wszyscy mówią do swojego przywódcy per "pan". A pan staje przed bankiem i - w ostatniej chwili - pożycza stojącej w kolejce kobiecie 6 tysięcy. - Tylko niech mi pani jedno powie: jaki ja będę miał z pani zysk?! - pyta i spokojnie, już na boku, ustala warunki.

Reklama
Reklama

I jak to się skończyło?

Komitety kolejkowe były normą. Przed żadnym z 950 oddziałów PKO BP w Polsce nie ustawiła się kolejka spontaniczna i przypadkowa. Wszędzie ludzie stawali już w ubiegłym tygodniu: w środę, czwartek, najpóźniej - w piątek. Różne były tylko zasady: czasem wystarczało imię i nazwisko, czasem - potrzebny był dowód osobisty. Czasem trzeba było płacić - "na", albo "za" ochronę - od 5 do 50 złotych. Trzeba było również dyżurować według zasad przyjętych przez komitet. Zdarzały się takie, gdzie dyżur trwał 4 godziny i był powtarzany co 8. Różne były również długości kolejek - tam gdzie klientów obsługiwać miało kilka punktów, było ich więcej. W Poznaniu przy placu Wolności, gdzie udostępniono 7 okienek, już w niedzielę w komitecie kolejkowym zapisanych było 365 osób. Rano nie przyszło blisko 100 - prawdopodobnie te, które zapisały się również do innych kolejek. Były jednak takie oddziały - jak przy poznańskiej Dolnej Wildzie - gdzie kolejka liczyła 50 osób.

Według pierwszych informacji, podanych przez TVN 24, w ciągu 2 pierwszych minut przyjmowania lokat, założyło je 388 osób, wydając niewiele poniżej maksymalnego pułapu 20 tysięcy... Rzecznicy regionalnych oddziałów nie byli w stanie tych informacji potwierdzić. A Marek Kłuciński, rzecznik prasowy centrali PKO BP, potwierdzenia odmawiał... Bagatelizowano także informacje o awariach systemu, a te zdarzały się we wszystkich miastach. Pracownicy banku odmawiali również porządkowania kolejek, ale z tym akurat kolejkowicze radzili sobie sami...

Część niezadowolonych z obrotu sprawy chętnych na PKO BP zapowiedziała kupno akcji przez biura maklerskie. Wielu klientów jednak w ogóle ni

Komentarze

z kolejki

Reklama
Reklama

- Liczę na duży zarobek - tłumaczy pani w moherowym kapelusiku, czekająca w kolejce na założenie lokaty pod oddziałem PKO BP w warszawskiej Rotundzie. Czy duży zysk to 20-30% więcej od ceny zakupu? - Za tyle na pewno nie sprzedam - odpowiada. - Stoję tu od piątku.

- Panie, ja w ogóle nie będę sprzedawał. Zostawię dzieciom - mówi starszy pan w skórze. - Chcę, żeby mi dywidendę płacili.

Bardziej pragmatyczny jest 30-latek, który właśnie założył lokatę. - Wpłaciłem za siebie i żonę po 20 tys. Jaki zysk będzie mnie satysfakcjonował? Na razie nie wiem. Poczekam na notowania akcji. Na pewno nie będę ich trzymał przez rok.

Mimo przejmującego zimna część kolejkowiczów nie narzekała na sposób sprzedaży lokaty. - Nikt, nikogo siłą tu nie zaciągał - stwierdził pan na końcu kolejki.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama