Drży ziemia. Niedźwiedź kroczy (ale spokojnie - nie ten, co z bykami ma na pieńku). Człapie - jak na ursusa przystało - powoli, ociężale, łapa za łapą. Na grzbiecie trykocik. W modnych kolorach, a jakże - pomarańczowo-granatowy. Z napisem. Zaraz, zaraz, niech no tłuścioch podejdzie bliżej... Już widać: PKO BP. Najwyraźniej brunatny zwierz przeciął gdzieś szlak turystyczny, a napotkany przezeń wędrowiec nie znalazł batonika pod ręką. Więc się podzielić musiał tym, co miał. Teraz, złupiony, siedzi i pewnie łzy ociera. Jeśli ma czym ocierać, rzecz jasna. Wiadomo, co się może stać z wyciągniętą w stronę niedźwiadka ręką, w której nie ma na przykład czekolady - najlepiej wielkości dużej bombonierki. Żartów nie ma. Niedźwiedź to nie misio - jak zauważyli roztropnie taternicy. Kto nie wierzy, niech spróbuje przytulić takie wielkie cielsko.
Więc kroczy niedźwiadek (wiem, wiem, w tym tempie daleko nie zajdzie...) i spustoszenie sieje. A to drzewko złamie, a to pasiekę zniszczy. Szkody wiele czyni. Choć z drugiej strony, do końca nie wiadomo, jak to jest z tymi stratami, które się na konto misiów zapisuje. Bo weźmy na przykład takie wilki, które i bardziej krwiożercze, i bardziej bezczelne i więcej ich, po prostu. Ponoć setki owiec zjadają na halach i w obejściach. Ale jak się tu i ówdzie corpus delicti znajdzie, to się okazuje, że to, owszem, jest korpus, ale od innego deliktu, bo padło, na łąkę przywleczone zostało i najwyraźniej nożem porżnięte. Cóż, na wilki wiele zrzucić można. Na misia także, co - poza trykocikiem - łączy go z PKO BP. Przykład? Dlaczego kursy banków spadają? Bo ci, co banki kupują, robią miejsce w portfelach na PKO. Dlaczego kursy banków rosną? Bo ci, co banki kupują, przystąpili do dzieła, wiedząc, że PKO będzie oszczędnie im wydzielany. Dlaczego pieniądze z funduszy inwestycyjnych odpływają? Bo ludzie wysupłują ostatnie grosze na PKO. Dlaczego pieniądze do funduszy napłyną, a może już napływają? Bo jak ktoś nie kupi PKO w takiej ilości, w jakiej by chciał, to coś z pieniędzmi zrobić przecież musi. Z tego samego powodu wzrosną kursy wielu spółek, które teraz - też z tego powodu - spadają. Przy czym PKO jest czasem jedyną przyczyną spadku, na przykład w Prosperze. A dyrektor handlowy firmy stracił pracę tylko przy okazji, no i jeszcze z powodu marży, co rosnąć nie chciała. Ale ona na pewno nie rosła dlatego, że popyt był słaby (i jak wtedy np. podnosić ceny?). Przy czym popyt byłby pewnie większy, gdyby ludzie nie ciułali na lokaty prywatyzacyjne i akcje PKO. Z tego samego powodu może nam zresztą siąść (albo i podskoczyć) wzrost gospodarczy czy presja inflacyjna (skoro nie wydają, bo ciułają na PKO, a później ciułać przestaną i zaczną wydawać...). A co bank ze złotówką wyrabia, to nawet nie wspomnę.
Niedźwiedź kroczy (co ma robić, niech się trochę przewietrzy, zanim w sen zimowy zapadnie). Pustawo dookoła, bo kto mu wejdzie w paradę? Na rynku pierwotnym podobnie. Dopuszczeń sporo, ale kto by się pchał z ofertami, kiedy PKO zawładnęło wyobraźnią finansistów, inwestorów, a nawet polityków. No z wyjątkiem WSiP, ale to - bez obrazy - pchełka w porównaniu z bankiem. A pchełka, jak wiadomo, jakoś zawsze się przemknie, w sierści schowa i choćby na cudzych nogach (albo raczej plecach) zawędruje tam, gdzie chce. Oczywiście nie każda. Ta tylko, która w symbiozie z niedźwiedziem żyje. To zresztą symbioza, rzec można, genetyczna - z racji wspólnego genu o dawno na rynku niewidzianym kodzie - MSP.
Okazuje się, że ofert nie ma z powodu PKO, ale z tego samego powodu będzie ich dużo. Tym bardziej że łatwo się inna zwierzyna przemknie, jeśli pierwej niedźwiedź przetrze szlak.Na Słowacji, czytałem, tyle się tych brunatnych kudłaczy nazbierało i takich strat przyczyniają innym, że trzeba większość odstrzelić. To samo w Czechach, a może i na Węgrzech. No i dobra nasza! Granica blisko. Niech do nas uciekają czym prędzej. Widzą chyba, z jakim tu się szacunkiem niedźwiedzi traktuje. U nas myśliwi nie ze strzelbami, ale z sakiewkami grubo wypchanymi na łowy chadzają. Do tego stopnia, że jak skórę na niedźwiedziu dzielą (albo zaraz dzielić będą), to jeno po kłaczku im przypadnie. A łeb? No, łeb to godzien jest co najmniej ministerialnego gabinetu. Gdzie jako trofeum ścianę zdobić może. Ale na tej ścianie sporo jeszcze miejsca i na inne trofea. O czym minister zapominać nie powinien. Na GPW tak samo. Więc i własne misie i cudze, zagraniczne, traktujmy dobrze. Trochę miodku podsuńmy, trochę wybieg poszerzmy. Niechby sobie tu matecznik budowały. Jedni się może skrzywią mówiąc, że to jakieś zoo powstaje. Ale więcej tych pewnie się znajdzie, co tu inwestycyjne safari wyczyniać będą. No i niechby!