Spadek rentowności obligacji, poruszającej się w przeciwnym kierunku niż ceny, obserwujemy od blisko 4 miesięcy. W przypadku papierów 10-letnich zyskowność obniżyła się w tym czasie o ponad 1 pkt proc. Podobnie sytuacja ma się z obligacjami o krótszych terminach zapadalności. Drożejąca ropa, rosnące obawy o przyszłe tempo rozwoju światowej gospodarki generalnie poprawiło nastawienie inwestorów do bezpiecznych form inwestowania. Od połowy czerwca zyskowność 10-letnich obligacji niemieckich zmniejszyła się z ponad 4,4% do 3,9%, a w USA z blisko 4,9% do 4,2%. O ile początkowo poprawę sytuacji na naszym rynku trzeba było wiązać ze zmianą kierunku notowań za granicą, o tyle ostatnio można doszukiwać się krajowych czynników, stymulujących popyt na obligacje. Efektem tego jest spadek różnicy w rentowności polskich i niemieckich papierów z ponad 4,5 pkt proc. na początku sierpnia do 3,7 pkt proc. obecnie.
Lawina zagranicznego
kapitału
Od początku roku w polskie papiery dłużne inwestorzy zagraniczni ulokowali łącznie 5,8 mld euro. W całym roku ubiegłym było to 4,1 mld euro. Szczególnie słaba pod tym względem była druga połowa minionego roku, kiedy rynki papierów dłużnych w naszym regionie przeżyły gwałtowną korektę. Widząc pokaźną różnicę pomiędzy rentownością u nas i u siebie decydują się na powrót na nasz rynek. Stał się on bezpieczniejszy, bo oddaliła się groźba rychłego przekroczenia progów ostrożnościowych w relacji długu publicznego do PKB, został przedstawiony zadowalający projekt budżetu, a wybory parlamentarne przesunęły się na przyszły rok. Do tego druga połowa roku stoi na razie pod znakiem osłabienia tempa rozwoju naszej gospodarki. To zmniejsza presję inflacyjną i zamiast o dalszych szybkich podwyżkach stóp procentowych pozwala części specjalistów myśleć o poluzowaniu polityki pieniężnej w połowie przyszłego roku.
Wraz z wejściem Polski do Unii Europejskiej wzrosła wiarygodność naszego kraju w oczach zagranicznych inwestorów. Aprecjacja złotego rozpoczęła się tuż po rozszerzeniu UE. Zwraca na to uwagę Lars Christensen, ekonomista Danske Banku. Zauważa, że przez ostatnie 3-5 lat złoty był silnie skorelowany z dolarem. Od 1 maja tego związku już nie widać. Ma to świadczyć o postrzeganiu Polski nie jako rynku wschodzącego, ale części rynku europejskiego. Specjalista Danske Banku oczekuje utrzymania dobrych nastrojów także w przyszłym roku.